Katowanie w białoruskich więzieniach staje się powszechne


Andrej Bandarenka, szef stowarzyszenia Platforma, opowiedział w rozmowie z Biełsatem o nieludzkim traktowaniu więźniów na Białorusi. „Można by przytoczyć całe mnóstwo przykładów katowania w białoruskich więzieniach” – powiedział Bandarenka, który sam spędził za kratami prawie dwa lata za oszustwa. Został zwolniony z powodu braku dowodów.

Andrej Bandarenka jest również jednym z inicjatorów śledztwa w sprawie próby popełnienia samobójstwa przez więźniów w kolonii karnej w Hłybocku. Więźniowie, którzy nie mogli wytrzymać nieustannego prześladowania przez administrację kolonii podcięli sobie żyły, o czym poinformował jeden z byłych więźniów Juryj Linha. Jak mówi Bandarenka, w więzieniu nie obowiązuje żadne prawo. „Sam przez to przeszedłem, widziałem znęcanie się nad więźniami, zastraszanie. Takich sytuacji było bardzo wiele. Ludzi przywożonych w zimę zamykali w wilgotnych komorach, przy temperaturze poniżej zera. Aby nie zamarznąć, całą noc musieli się ruszać, robić pompki, przysiady” – wspomina Bandarenka. Nikt na skargi więźniów nie reagował.

„Bardzo dobrze pamiętam jednego z ideologicznych pracowników kolonii – tak zwanego oficera politycznego. Kiedyś powiedział: „Miałbym mniej papierkowej roboty z Twoją śmiercią, niż ze zdechnięciem psa”. Taką właśnie strażnicy mają tam postawę. Oni są dumni z panującego w więzieniu reżimu, a Twoje skargi nigdy do nikogo nie dotrą” – powiedział Andrej Bandarenka.

„Mamy dość dobry kodeks karny. Potrzebna jest jeszcze kontrola organizacji publicznych. Nie chcecie wpuszczać tu organizacji pozarządowych? Pozwólcie więc na odwiedziny chociażby rodzicom. Jeśli administracja kolonii będzie miała świadomość, że ktoś ich obserwuje i może złożyć skargę, nie będą tak naruszać praw więźniów.” – powiedział w rozmowie z Biełsatem Andrej Bandarenka.

Biełsat

Zobacz też
Komentarze