Opozycjonista chciał zbierać podpisy: efekt: aresztowanie, bicie i wycieczka do krematorium


W niedzielę milicja aresztowała lidera opozycyjnej Zjednoczonej Partii Obywatelskiej (ZPO) Anatola Labiedźkę. Dziś wiadomo jak potraktowali go milicjanci. Nie obyło się bez bicia i zastraszania w starym stalinowskim stylu.

Wyszedł z domu i przepadł

Żona Labiedźki poinformowała, że polityk rano wyszedł z domu do garażu, by pojechać do biura ZPO, ale po kilku minutach jakiś mężczyzna powiedział jej przez domofon, że mąż został zatrzymany. Labiedźka planował tego dnia przeprowadzić zbiórkę podpisów przed największym mińskim bazarem Rynkiem Komarowka przeciwko wprowadzeniu nowego podatku na Białorusi za dopuszczeniu pojazdu do ruchu. On nowego Białorusini zależnie od masy pojazdu będą musieli rocznie dodatkowo zapłacić od 390 tys. rubli białoruskich (126 zł) do 3,25 mln rubli (1047 zł).

Bicie, wycieczka do masowych grobów i krematorium

Labiedźka opowiedział portalowi Chrter97.org, że ok. 10.30 został zatrzymany przed domem przez tajniaków. „Zdążyłem krzyknąć mężczyźnie, który stał obok numer mojego mieszkania. Poprosiłem, żeby przekazać informację. Wtedy otrzymałem kilka ciosów w nerki”. Potem zatrzymanego milicjanci zaczęli przewozić go z miejsca na miejsce. Najpierw trafił na główny komisariat dzielnicy Sowieckaja, następnie przez trzy godziny przetrzymywano go w jednym z lokalnych komisariatów. Najciekawsze zaczęło się potem. Opozycjonistę zapakowano do samochodu, i według jego relacji, milicjanci gnając z prędkością 140 km/h zawieźli i do znajdującego się po za granicami Mińska lasu Kuropaty – czyli miejsca masowych pochówków ofiar stalinizmu, a potem pod budynek miejskiego krematorium. I na koniec wypuścili około godziny 18.

Anatol Labidźka został oskarżony o organizację nielegalnego wydarzenia, choć jak podkreśla na zbieranie podpisów nie potrzeba zgody władz. Proces ma odbyć się we wtorek

jb/Biełsat/pap/charter97.org

www.belsat.eu/pl

Zobacz też
Komentarze