Uładzimier Niaklajeu: „Płoszcza” to więcej niż polityka


W drugą rocznicę brutalnego stłumienia powyborczej demonstracji były kandydat na prezydenta i więzień polityczny wspomina tamte wydarzenia.
W wywiadzie dla Biełsatu Uładzimier Niaklajeu powiedział, że opozycja była dobrze przygotowana do wyjścia na plac – były namioty, były dodatkowe samochody ze sprzętem nagłaśniającym, były garkuchnie i prowiant.

– To nie pomogło, ale mogłoby pomóc w sytuacji, gdyby ze strony reżimu ktokolwiek przez chwilę pomyślał o tym, że z własnym narodem, który wyszedł na plac można rozmawiać. Tego nie było od samego początku – powiedział polityk.

Analizując wyniki „Płoszczy” Niaklajeu rozpatruje je w kategorii klęski. Przy czym nie tylko jako swoją własną klęskę czy klęskę białoruskiej opozycję – jego zdaniem 19 grudnia 2010 roku klęskę poniosła cała Białoruś.

– Białoruś nie powinna była zejść z placu pod uderzeniem pałek milicyjnych. Ten plac powinien był być miejscem dialogu społeczeństwa z władzą – uważa Niaklajeu dodając, że „zabawę reżimu w liberalizację” w takcie kampanii wyborczej odebrał jako „sygnał gotowości do dialogu”.

-Bardzo niewiele osób spodziewało się, że nastąpi tak gwałtowny atak ze strony władzy- dodał polityk.

„Płoszcza” czyli plac dla większości Białorusinów to nie tylko miejsce na topograficznej mapie Mińska. Plac stał się swego rodzaju synonimem społecznego pokojowego oporu przeciwko dyktaturze Łukaszenki.

19 marca 2006 roku milicja i oddziały specjalne OMON brutalnie rozpędziły miasteczko namiotowe, rozbite na mińskim Placu Październikowym na znak protestu przeciwko fałszerstwom w czasie wyborów prezydenckich.

19 grudnia 2010 roku ludzie wyszli na Plac Niepodległości, protestując przeciwko kolejnym sfałszowanym wynikom wyborczym. Ten protest również brutalnie rozpędzono. Obecnie sytuacja na Białorusi praktycznie się nie zmieniła.

KR/Biełsat
WWW. belsat.eu/pl

Zobacz też
Komentarze