Impas w białorusko-rosyjskich rozmowach dot. eksportu ropy


Delegacja negocjatorów białoruskiego rządu wróciła do domu z kwitkiem – informuje Interfax. Białoruski wicepremier Uładzimir Siemaszka rozmawiał wczoraj w Moskwie z przedstawicielami rosyjskiej administracji na temat ilości dostaw rosyjskiej ropy do białoruskich rafinerii w przyszłym roku.
Białoruś wnioskowała o zwiększenie przyszłorocznych dostaw rosyjskiej ropy do 23 mln ton. Tymczasem, jak się dowiedziała agencja Interfax od źródła w rosyjskim rządzie, białoruskie rafinerie otrzymają o 3 mln ton surowca mniej niż w br. i o 5 mln ton mniej, niż chciałby sprowadzić w 2013 r. Oznacza to, że mogą liczyć w przyszłym roku jedynie na 18 mln ton rosyjskiej ropy.

„Wszytko przez te rozpuszczalniki”

Dotychczas z Mińska płynęły zupełnie inne sygnały dot. podpisania kontraktu z Rosją. Sprawę rzekomo mieli już omówić premierzy Białorusi i Rosji Michaił Miasnikowicz i Dmitrij Miedwiediew. Również wicepremier Siamaszka w ubiegłym tygodniu informował, że Białoruś w przyszłym roku sprowadzi z Rosji 23 mln ton ropy – o 1,5 tony więcej niż w br. W połowie października premier Miasnikowicz spotykał się rosyjskim ministrem energetyki Aleksandrem Nowakiem. Wówczas powiedział, że Białoruś określiła przyszłoroczne tempo wzrostu na poziomie 8,5 proc. biorąc pod uwagę ustaloną już wielkość importu ropy z Rosji.

Cieniem na białorusko-rosyjskich rozmowach dot. importu surowca kładzie się kwestia rozpuszczalników. Zdaniem władz rosyjskich, eksportując benzynę pod przykrywką rozpuszczalników, Białoruś uniknęła płacenia cła do rosyjskiego budżetu. W ocenie wicepremiera Rosji Arkadija Dworkowicza rosyjski budżet stracił w ten sposób od 1,5 mln do 2,5 mln dol. Przedstawiciel rosyjskiego rządu domagał się od Białorusi rekompensaty jednocześnie informując, że białoruska propozycja w sprawie przyszłorocznych dostaw 23 ton rosyjskiego surowca nie będzie zrealizowana.

Biełsat

WWW.belsat.eu/pl

Zobacz też
Komentarze