Serial „Czarnobyl”: układ zamknięty pęka RECENZJA

Felieton

Miniserial HBO to nie tylko typowe kino katastroficzne, to też opowieść o systemie władzy opartym na cynicznym okłamywaniu obywateli. Widzimy, jak ten niemal perfekcyjny mechanizm jest wstrząsany przez jedną z największych katastrof przemysłowych w historii ludzkości.

20 godzin — aż tyle zajęło władzom ZSRR ustalenie banalnego faktu, że w Czarnobylskiej Elektrowni Atomowej wybuchł nie zbiornik z wodorem, ale cały reaktor. I dopiero wtedy naprawdę ruszyła akcja ratunkowa. Dokonano ewakuacji pobliskiego 50-tysięcznego miasteczka Prypeć. Wtedy też likwidatorzy awarii otrzymali ubrania ochronne. Przedstawiciele lokalnych władz, szefostwo elektrowni do tego czasu solidarnie usiłowało zbagatelizować katastrofę, licząc, że a nuż się uda sprawę wyciszyć.

W rolę Michaiła Gorbaczowa wcielił się David Dencik. Kadr z filmu

Partia Komunistyczna niemal do końca trwania ZSRR wyznawała pogląd, że ideałem jest pełne sterowanie przepływem informacji i wszelkimi społecznymi procesami. Czym był ten doprowadzony prawie do perfekcji sowiecki układ zamknięty, pokazuje świetny, ale drastyczny rosyjski film „Ładunek 200”. Jest to historia porwania córki lokalnego sowieckiego aparatczyka przez milicjanta-maniaka. Porywacz jest jednocześnie szefem miejscowego komisariatu i to on z urzędu zaczyna prowadzić śledztwo w sprawie porwania. Trafiają do niego więc wszystkie informacje, które pomogłyby rozwiązać zagadkę. To właśnie ta szczelność systemu pozwalała mu na bezkarność. Podobnie bezkarnie czuło się sowieckie kierownictwo do czasu, gdy informacje o awarii wydostała się w świat razem z radioaktywnymi chmurami rozwiewanymi po Europie.

Kłamstwo, którym rządzący faszerowali swoich obywateli, powróciło jak karma i zachwiało podstawami reżimu. Monopol państwa na mijanie się z prawdą okazał się iluzoryczny. Kłamano bowiem i na szczycie, i na najniższym szczeblu władzy.

Tak jak awarię bagatelizowali lokalni działacze, tak władze centralne przede wszystkim usiłowały ją ukryć przed światem. Nieprzypadkowo w filmie pokazano posiedzenie najwyższego kierownictwa ZSRR, na którym w pierwszym miejscu rozmawiano, nie tyle o postępach akcji ratunkowej i zagrożeniach dla mieszkańców, ale roztrząsano, czy zachodnie media dowiedziały się o katastrofie.

Na sowieckim wicepremierze Borysie Szczerbinie, szefie akcji ratunkowej większe wrażenie robi telefon „z centrali” o tym, że Zachód wykrył radioaktywną chmurę, niż fakt, że reaktor odległy o kilka kilometrów w ciągu godziny wyrzuca tyle promieniowania ile bomba w Nagasaki.

– Nasza moc wynika z tego, jak postrzegana jest nasza władza – podkreśla Michaił Gorbaczow, robiąc wyrzuty swoim podwładnym, że awaria w Czarnobylu naruszyła głównie wizerunek kraju.

Film oddaje hołd garstce „sprawiedliwych”, którzy mieli na tyle siły, by stanąć twarzą w twarz z partyjno-biurokratyczną machiną. Jednym z nich był zagrany brawurowo przez Jareda Harrisa sowiecki fizyk jądrowy prof. Walerij Legasow. Drugą postacią jest Uljana Chomiuk, fikcyjna postać przedstawiona w serialu jako pracowniczka Białoruskiego Instytutu Jądrowego, będąca połączeniem kilku realnych postaci.

Od lewej: Stellan Skarsgård jako Borys Szczerbina, Jared Harris jako Walerij Legasow, i Emily Watson jako Uljana Chomiuk. Kadr z filmu

Serial można pochwalić za oddanie klimatu epoki. Autorzy nie mieli łatwego zadania, bo w końcu grany jest przez angielskojęzycznych aktorów. Choć to głównie Amerykanie i Brytyjczycy – to jednak wręcz emanują wschodnioeuropejską słowiańskością.

Docenić należy też wręcz archeologiczny pietyzm, z jakim twórcy odtworzyli realia życia codziennego. Wygrzebując setki artefaktów, które otaczały sowieckiego człowieka od Brześcia po Władywostok. Zdjęcia odbyły się na Litwie: Prypeć zagrało jedno z blokowisk Wilna, a Czarnobyl – jego niedziałająca już bliźniacza elektrownia jądrowa w Ignalinie.

Czytajcie więcej:

W scenariuszu nie zabrakło ważnego białoruskiego wątku. Jeden z bohaterów serialu jest też bohaterem książki „Czarnobylska modlitwa” białoruskiej noblistki Swiatłany Aleksijewicz. To strażak gaszący palący się reaktor, Białorusin Wasilij Ignatienko (biał. Wasil Ihnacienka).

Książka noblistki zaczyna się właśnie od opisu tragedii jego i jego żony. Ludmiła Ignatienko i tak jak wielu innych „czarnobylców”,chciała, by spisać ich świadectwo.

– Ktoś przeczyta i zrozumie, potem, po nas – cytuje ich słowa pisarka.

I chyba serial Czarnobyl jest wypełnieniem ich testamentu. Wielu umarło szybko, gdyż jak pisze Aleksijewicz, „życie było ceną tego świadectwa”.

Na pierwszym planie Adam Nagaitis jako Wasilij Ignatienko (biał. Wasil Ihnacienka). Kadr z filmu

Katastrofa w Czarnobylu mocno wryła się w kulturę masową. Wizja opuszczonego w ciągu godzin dużego miasta do dziś ogromnie oddziałuje na wyobraźnię.

– Rzeczy bez ludzi, pejzaż bez człowieka, droga donikąd – opisuje to Aleksijewicz.

Według niektórych opinii najbardziej zabójcze dla setek tysięcy ludzi wysiedlonych z rejonu wokół elektrowni było nawet nie promieniowanie, ale nagłe wyrwanie ich z dotychczasowego życia. Oprócz Prypeci ewakuowano również ponad 400 wiosek i miasteczek. Wykorzenieni częściej zapadali na choroby, popadali w depresję i alkoholizm.

Po katastrofie zostało sporo materiałów archiwalnych. Do dziś przeszywa dreszcz odsłuchiwanie (cytowanego w filmie) nagrania dyspozytorki straży pożarnej z Prypeci, która monotonnym głosem wzywa kolejne jednostki do akcji „gaszenia dachu” w elektrowni. Nie zdając sobie sprawę, że w ten sposób wydaje na wielu strażaków wyrok śmierci.

————————–

I na zakończenie ciekawostka – reżyser filmu, Szwed Johan Reck w latach 90 ub. w. był dość znanym twórcą muzyki tanecznej, występującym pod pseudonimem Stakka Bo. Jest jakimś paradoksem, że wesołek z tego teledysku po latach nakręcił jeden ze bardziej ponurych seriali w historii telewizji.

Czarnobyl, 5-odcinkowy serial produkcji HBO i SKY, reż. Johan Renck vel Stakka Bo

Jakub Biernat/belsat.eu

Zobacz też
Komentarze