„Ofiarowanie to symbol naszej pokory przed Allahem”. Kurban Bajram u Tatarów z Iwia FOTOREPORTAŻ

fotoreportaż

Zdj. Wasil Małczanau/Biełsat

Dziennikarze belsat.eu odwiedzili „muzułmańską stolicę” Białorusi podczas jednego z najważniejszych świąt obchodzonych przez społeczność tatarską.

Arabskie Id Al Adha, czyli Święto Ofiarowania to w tradycji tureckiej i tatarskiej Kurban Bajram. Tego dnia również muzułmanie od wieków zamieszkujący białoruskie miasteczko Iwie idą do meczetu. Święto ma charakter rodzinny – nawet ci, którzy mieszkają i pracują w innych miastach, starają się przyjechać na modlitwę, a potem na świąteczny obiad.

Zdj. Wasil Małczanau/Biełsat

To rzeczywiście jedno z największych świąt w muzułmańskim kalendarzu. Jego nieodłącznym elementem jest składanie ofiary ze zwierzęcia: byka, barana, kozy lub wielbłąda. To jedna z najstarszych tradycji ludzkości, która dotąd ma dla muzułmanów niezwykle głęboki, symboliczny sens. I białoruscy Tatarzy nie są wyjątkiem.

– Jest taka historia w Koranie o proroku Ibrahimie. We śnie usłyszał on głos Allaha, który nakazał mu złożyć w ofierze jego pierworodnego. Rano prorok zapytał syna, co ma zrobić. Syn odpowiedział, że musi posłuchać woli Allaha. Dwa razy Ibrahim próbował złożyć w ofierze swoje dziecko, ale nóż nie mógł tknąć jego gardła. Za trzecim razem Allah zlitował się, utopił nóż i zesłał Ibrahimowi baranka, którego powinien zarżnąć zamiast swojego syna. Dlatego dziś składamy w ofierze zwierzę – na znak bojaźni Bożej i pokory przed Allahem – mówi nam mułła z meczetu w Iwiu Adam Radziecki po drodze na modlitwę.

W meczecie jest dziś wielu gości z daleka – z Mińska, ale również z Azerbejdżanu, Algierii i Arabii Saudyjskiej. Modlitwa zaczyna się o 8 rano, a mężczyzn i kobiety prowadzą do świątyni dwa wejścia do dwóch osobnych pomieszczeń.

Zdj. Wasil Małczanau/Biełsat

Podczas modlitwy i mężczyźni, i kobiety muszą mieć nakrycie głowy. Kobiety nakładają chustki, a mężczyźni – tiubitiejkę lub czapkę. Każdy ma w rękach torebkę lub koszyczek z poczęstunkiem. To tradycja o nazwie „sadaga”: kiedy w zamian za modlitwę za zmarłych ofiarowuje się coś słodkiego – np. cukierki, bułkę, jabłka lub gruszki.

Zdj. Wasil Małczanau/Biełsat

Po zdjęciu obuwia, wierni wchodzą do meczetu. Ludzie ledwo mieszczą się w niewielkich pomieszczeniach. Mułła klęka i zaczyna recytować po arabsku sury z Koranu. Wszyscy, którzy znają słowa, modlą się na głos wraz z nim.

Zdj. Wasil Małczanau/Biełsat

Z bukietem kwiatów i cukierkami pojawia się ksiądz Aleh Janowicz, który pełni posługę w tutejszej parafii katolickiej już od trzech lat.

– Tu jest taka tradycja. Zapraszamy muzułmanów na swoje święta – przychodzą do nas na Boże Narodzenie i Wielkanoc. A dziś nasza kolej. Zazwyczaj przychodzi jeszcze prawosławny baciuszka, ale dziś ma spowiedź – wyjaśnia duchowny.

Zdj. Wasil Małczanau/Biełsat

Na zewnątrz oczekują już swojego losu byczek i baran. Tak już jest przyjęte: każda rodzina w Iwiu stara się chociaż raz w życiu złożyć taką ofiarę.

– Byczka nie wolno wcześniej dopuszczać do krowy. Musi być cnotliwy. Ale bywa różnie. Zdarza się, że takiego czorta się nie upilnuje – przyznaje Dawid, który będzie w tym roku dokonywał rytuału. – Baranek też powinien być czysty.

Zdj. Wasil Małczanau/Biełsat

A osoba, która będzie składać ofiarę, musi pościć przedtem 10 dni. Jeść może tylko nocą.

– Kiedyś ludzie, którzy pościli, nie pili nawet wody w ciągu dnia. Wyjdzie dziadek na cały dzień kosić w pole, to tylko usta zwilży, ale nie napije się jej. Tacy byli wytrwali – wspomina nasz rozmówca.

Zdj. Wasil Małczanau/Biełsat

Podkreśla też, że przed ofiarowaniem „kategorycznie nie wolno pić wódki, to wielki grzech”. Po złożeniu ofiary również, co potwierdza inny uczestnik święta, Jachja:

– A w ogóle potem, jak już z tego ofiarnego mięsa kobiety przygotują pielmieni, polewkę lub kotlety, to tymi potrawami nie wolno zakąszać wódki. W żadnym razie. I nawet kiedy psu rzuci się kość i on jej nie zje, to nie wolno tak zostawić. Trzeba taką kość zakopać.

Godzinna modlitwa dobiega końca i ludzie powoli wychodzą z meczetu. Składają sobie nawzajem życzenia, dzielą się sadagą. Mężczyźni przygotowują się do rytuału. Byczka trzyma dziesięciu mężczyzn. Zarzynać go powinien doświadczony człowiek, żeby w miarę możliwości skrócić cierpienia zwierzęcia.

Zdj. Wasil Małczanau/Biełsat

– Trzeba, żeby człowiek mógł i umiał to robić. Żeby nie męczyć zwierzęcia. O, Dawid może, a ja nawet kury nie dam rady zarżnąć – mówi nam Jachja.

– Nie szkoda panu byczka? – pytamy Dawida.

– Od małego oglądałem jak to się robi. Przecież byczka hodowano po to, a ktoś musi. Mężczyźni muszą mocno trzymać zwierzę, bo skóra na szyi jest gruba – nawet na dwa palce. Zazwyczaj robi się trzy nacięcia kosą: do siebie, od siebie i znów od siebie – odpowiada ze znajomością rzeczy.

Zdj. Wasil Małczanau/Biełsat

Ofiara jest składana w intencji zmarłego: aby na tamtym świecie wszystkiego miał pod dostatkiem i żeby był tam szczęśliwy. Mięso zabitego byczka zostanie podzielone na 230 równych części, które otrzyma 230 zamieszkałych w Iwiu rodzin. Z ofiarnego mięsa robi się kotlety, kołduny lub gotuje się tatarską polewkę z wołowiny.

– Dziadkowie mówili kiedyś, że tę ofiarę po prostu rozdawano biednym. A u nas przyjęło się tak, ze dzielimy na 230 rodzin, które tu mieszkają. U nas wszyscy są biedni – mówi Dawid.

Zdj. Wasil Małczanau/Biełsat

Swój wkład w święto wnoszą też przyjezdni. Jak Hasan z Azerbejdżanu, który handluje pomidorami. Przyjeżdża do Iwia już od 10 lat. Wtedy w Azerbejdżanie sezon na pomidory już się kończy, a na Białorusi, gdzie uprawiają je m.in. Tatarzy z Iwia, jest on w samej pełni. I jak się okazuje wozić ten towar na sprzedaż do Rosji jest dużo łatwiej z Białorusi niż z Azerbejdżanu.

– Jesteśmy daleko od domu, to chociaż tu odświętujemy, podzielimy się z ludźmi. Ten rytuał praktykują wszyscy muzułmanie. U nas, w Azerbejdżanie barana na ofiarę zarzyna się w każdej rodzinie.

Zdj. Wasil Małczanau/Biełsat

Święto trwa cztery dni. Drugiego – Tatarzy z Iwia idą na mizar, czyli muzułmański cmentarz. Pracować w tym czasie nie wolno.

– Oczywiście, że nie wolno. Staramy się nawet na bazar nie jeździć, ale jak trzeba zebrać pomidory, to cóż zrobić? A niektórzy pracują – np. mojego syna nie puścili z pracy w Mińsku – skarży się Jachja.

Nie ukrywa żalu: jego zdaniem, mimo że mówi się, iż Białoruś jest demokratycznym krajem, to takie podejście jest przykładem łamania praw mniejszości narodowej i wyznaniowej.

Ale tak naprawdę, wszystko zależy od człowieka:

– To już, jak się dogadasz z naczalstwem. Jeśli dyrektor jest w porządku, to puszczają: „ja świętowałem wczoraj, a ty świętuj dziś”. W ogóle są cztery dni święta, ale jest jak wyjdzie. Tylko w ten pierwszy dzień nie wolno pić wódki. Jak mówił mój ojciec: „jeśli nawet w gardle drapie, to wytrzymaj” – mówi nam Dawid.

Cała galeria:

Paulina Walisz, cez/belsat.eu

Zobacz też
Komentarze