Grzywny wysokości rocznej pensji. Sądy zastraszają współpracowników Biełsatu


Aleś Lauczuk i Miłana Charytonawa

Rodzina brzeskich dziennikarzy współpracujących z Biełsatem stała się celem serii nacisków ze strony władz. M.in. za ujawnienie przypadku pomoru świń przy polskiej granicy, skazano ich na “kosmiczne” grzywny.

Za współpracę z Biełsatem operatorka Miłana Charytonawa jej życiowy partner, dziennikarz Aleś Lauczuk muszą zapłacić grzywnę w wysokości 2205 rubli [3921 złotych – przyp.red.]. Taki wyrok wydała w środę sędzia Aksana Skiel z Kamienieckiego Sądu Rejonowego.

Dziennikarze zostali ukarani za współpracę z z Biełsatem bez akredytacji MSZ (cz. 2 art. 22.9 Kodeksu Wykroczeń), której jednak, zgodnie z białoruskim prawem, nie potrzebują. Aleś Lauczuk dostał maksymalny wymiar kary – 50 tzw. kwot bazowych, czyli 1225 rubli. Miłana Charytonawa otrzymała mniejszą karę – 40 kwot bazowych – 980 rubli.

W ten sposób państwo białoruskie doceniło ich materiał o przygotowaniach miasteczka Wysokie do dożynek.

W czwartek dziennikarze staną przed sądem rejonowym w Żabince. Odpowiedzą tam za poinformowanie opinii społecznej o epidemii pomoru świń, która panuje przy granicy z Polską.

Tego samego dnia dziennikarze mają się stawić na komendzie milicji. Współpracownicy Biełsatu podejrzewają, że dostaną tam po dwa kolejne wezwania do sądu.

– Proces sądowy przeciwko nam był prowadzony z licznymi naruszeniami: protokół przesłuchania złożono bez mojego udziału, nie przesłano go nawet na moje nazwisko i nie zarejestrowano we właściwy sposób. Powiedziałem o tym w kamienieckim sądzie, ale sędzi to nie zmartwiło – spełniała rozkaz góry – uważa Miłana Charytonawa.

Tydzień wcześniej sędzia sądu rejonowego w Żabince Zmicier Kurouski skazał niezależnych dziennikarzy na grzywnę wysokości łącznie 70 tzw. kwot bazowych, czyli 1715 rubli białoruskich [ok. 3050 złotych].

W ten sposób współpracownicy Biełsatu za swoją pracę zawodową stracili 3920 rubli [ok. 7 tys. złotych]. Jest to prawie roczna pensja statystycznego mieszkańca Brześcia.

– Wygląda na to, że władze postanowiły zniszczyć mnie i moją rodzinę finansowo. 1800 dolarów to na Białorusi kosmiczne pieniądze. Ich cel jest zrozumiały – mają zrobić tak, bym przestał współpracować z Biełsatem. A jeszcze lepiej, wyjechał z kraju. Ale nic z tego nie wyjdzie – zapewnia Aleś Lauczuk.

Wcześniej dziennikarze byli nękani przez milicję, także w szkole, do której uczęszcza ich dziecko.

chw, pj/belsat.eu

Zobacz też
Komentarze