Dziennikarzy Biełsatu zmuszano do podpisania fałszywych zeznań – do tego w innym języku

Wideo

Incydent był przez dziennikarzy relacjonowany na żywo

Milicjanci zatrzymali na ulicy Brześcia dziennikarzy Miłanę Charytonawą i Alesia Lauczuka, których próbowali w takich warunkach przesłuchać. Potem okazało się, że mieli już przygotowane protokoły, a współpracownicy Biełsatu mieli jedynie je podpisać.

Majora milicji Uładzimira Sawwę i towarzyszącego mu funkcjonariusza Wadzima Sabaleuskiego interesowało, czy 20 sierpnia dziennikarski duet nagrywał materiał we wsi Aziaty pod Żabinką. Biełsat informował wtedy o epidemii pomoru świń, którą ukrywały białoruskie władze.

Funkcjonariusze nie umieli jednak przesłuchać dziennikarzy po białorusku, ani powiedzieć w języku narodowym, jakie mają prawa. Nie chcieli też spisać zeznań po białorusku, bo nie mieli odpowiedniego blankietu. W związku z tym zmuszali dziennikarzy do podpisania zeznań bez zapoznania ich z prawami podejrzanego.

Aleś Lauczuk i milicjanci

– Przecież wam mówię, że nie pamiętam, gdzie byłam i co robiłam 20 sierpnia. A wy piszecie, że mnie tam nie było. A to nie tak. I żądam, by wytłumaczono mi to po białorusku, jakie mam prawa, a wy nie jesteście w stanie tego zrobić – powiedziała dziennikarka-freelancerka Miłana Charytonawa.

– Ale mnie nie uprzedzili, że trzeba będzie po białorusku – odpowiedział zagubiony major.

Po przesłuchaniu milicjanci wręczyli dziennikarzom przygotowane wcześniej protokoły. Jeden za rzekomą pracę bez akredytacji i produkcję materiału o robotnikach, którym przez rok nie płacono pensji i nie pozwalano odejść z pracy. Drugi za pracę we wsi, w której doszło do epidemii pomoru świń.

Białoruski pomór świń ukrywają weterynarze

Już wcześniej major komendy rejonowej milicji z Żabinki Uładzimir Sawwa polował na dziennikarzy, by spisać protokół przesłuchania, jaki będzie podstawą do wszczęcia sprawy sądowej. Gdy nie udało się ich zatrzymać, opracował kontrowersyjną operację specjalną. Milicja otoczyła szkołę, do której Aleś Lauczuk poszedł na wywiadówkę.

Trwające od sierpnia polowanie na brzeskich freelancerów współpracujących z Biełsatem jest częścią ogólnokrajowej kampanii prześladowania stacji. Współpracownicy Telewizji Biełsat są na Białorusi zatrzymywani, skazywani na karę aresztu lub wysokie grzywny. Nasi koledzy zapłacili już łącznie równowartość ponad 250 tysięcy złotych kar – za pracę w swoim zawodzie.

Milicyjna specoperacja w szkole. Cel – dopaść dziennikarza Biełsatu

dr, pj/belsat.eu

Zobacz też
Komentarze