Od demontażu anten do „ekstremizmu”. Jak reżim prowadzi wojnę z Biełsatem od ponad 13 lat

Kanał telewizyjny Biełsat rozpoczął nadawanie 10 grudnia 2007 roku. Jeszcze przed wejściem na antenę, w kwietniu 2007 roku, Alaksandr Łukaszenka wyraził swój stosunek do Biełsatu, nazywając go “bezużytecznym i wrogo nastawionym” projektem. Dlatego od samego początku władze widziały w dziennikarzach kanału wrogów. Opowiadamy historię prześladowania naszego kanału telewizyjnego.

Biełsat rozpoczał nadawanie programu informacyjnego z nowego studia 12 kwietnia 2021 r. Zdjęcie: Biełsat

Pierwsze przeszukania i walka z antenami

W pierwszych miesiącach nadawania Biełsatu służby specjalne zaczęły “odwiedzać” współpracujących z kanałem dziennikarzy i zapraszać ich na “rozmowy”. Przeprowadzano również przeszukania i konfiskowano sprzęt. Największym atakiem były działania miały miejsce w dniach 27-28 marca 2008 roku, kiedy to KGB przeprowadziło serię rewizji.

Zdj. Pixaby

W tym samym czasie władze lokalne rozpoczęły kampanię mającą na celu demontaż anten satelitarnych, uzasadniając to tym, że rzekomo psują one wygląd budynków i są tam umieszczane bez zezwolenia. W przyszłości walka z antenami na zmianę nasilała się i słabła, w zależności od sytuacji społeczno-politycznej w kraju.

Desant – dokument o tworzeniu kadr Biełsatu na Białorusi

Mimo to w 2008 roku kanał po raz pierwszy złożył w Ministerstwie Spraw Zagranicznych komplet dokumentów do rejestracji swojej redakcji na Białorusi. Ta i wszystkie kolejne próby okazały się bezowocne. Za każdym razem władze odmawiały nie tylko rejestracji redakcji, ale także akredytacji poszczególnych dziennikarzy.

Od ostrzeżeń do ogromnych kar grzywny

W pierwszych latach istnienia kanału najpopularniejszym narzędziem wywierania presji na dziennikarzy były wysyłane przez prokuraturę ostrzeżenia dotyczące kar za współpracę z zagranicznym medium bez akredytacji. Po mocniejsze formy nacisku władze sięgnęły w latach 2010-2011, po wyborach prezydenckich i stłumieniu protestów. Wtedy to w kraju rozpoczęły się represje na szeroką skalę. Pracowników Biełsatu bito i zatrzymywano, wzywano na przesłuchania i “rozmowy”, przeszukiwano ich mieszkania. Niektórzy dziennikarze współpracujący z kanałem zostali oskarżeni o popełnienie wykroczeń i musieli odbyć karę aresztu.

Później represje osłabły, ale presja nie ustała. W 2014 roku dziennikarze Biełsatu po raz pierwszy zostali ukarani grzywną za pracę bez akredytacji. Jednocześnie Sąd Najwyższy Białorusi zakazał używania nazwy BELSAT przez Telewizję Polską podczas nadawania na terytorium Białorusi. Powodem tej decyzji była skarga biznesmena Andreja Bielakowa przeciwko kanałowi, rzekomo za naruszenie praw autorskich, ponieważ jego firma nazywa się BiełsatPlus.

Dlaczego Biełsat został oskarżony o kradzież znaku towarowego?

 

Alaksandr Barazienka. Zdj. Belsat.eu

O tej historii zupełnie zapomniano aż do wiosny 2017 roku, kiedy w związku z protestami przez Białoruś przetoczyła się nowa fala represji. To właśnie sprawa znaku towarowego Biełsat stała się formalną podstawą do przeszukań w dwóch mińskich biurach kanału 31 marca 2017 roku. Ludzie w nieoznakowanych strojach wynieśli cały sprzęt i załadowali go do samochodu bez tablic rejestracyjnych.

OBWE potępia przeszukanie w biurze Biełsatu

W 2017 roku odnotowano około trzydziestu przypadków zatrzymań pracowników Biełsatu podczas wykonywania obowiązków zawodowych, w tym prowadzenia transmisji na żywo.

Operator Aleś Barazenka, który został zatrzymany podczas relacjonowania protestów w czasie nieuznawanego przez władze Dnia Wolności, został ukarany 15-dniowym aresztem za “zakłócanie porządku publicznego”. W tamtym czasie był to wyjątkowy przypadek: częściej wszystkie oskarżenia wobec działaczy Biełsatu ograniczały się do krótkich aresztowań i kar grzywny.

Powyborczy protest w pobliżu stacji metra Puszkinskaja 10 sierpnia 2020. Zdj. Belsat.eu

To właśnie w 2017 roku władze zaczęły masowo oskarżać dziennikarzy Biełsatu o “nielegalną produkcję i dystrybucję produktów medialnych” (art. 22 ust. 9 Kodeksu Cywilnego Białorusi). Na podstawie tego artykułu dziennikarze byli systematycznie zatrzymywani i karani grzywnami podczas wykonywania swoich obowiązków zawodowych. W 2017 roku suma kar grzywny przekroczyła 50 tys. rubli (ok. 77 tys. Złotych), w 2018 roku – 100 tys. rubli (ok. 155 tys. złotych).

W kwietniu 2019 roku siedziba Biełsatu została ponownie zaatakowana: w ramach sprawy karnej z o “zniesławienie” (art. 188 cz. 2 KK) przeprowadzono przeszukanie i skonfiskowano cały sprzęt. Formalnym powodem przeszukania była pomyłka w jednym z reportaży kanału telewizyjnego na temat Andreja Szweda (przyszłego Prokuratora Generalnego Białorusi). Jednak na moment przeszukania Biełsat już dawno zdementował błędne informacje i wydał oficjalne przeprosiny.

Sprawa karna jednak nie została doprowadzona do końca, a w drugiej połowie 2019 roku ogólny poziom presji obniżył się. Władze rzadziej korzystały z artykułu o “nielegalnej produkcji medialnej”. Była to jednak cisza przed burzą: w kolejnym roku represje osiągnęły zupełnie nowy poziom, bezprecedensowy dla białoruskiej przestrzeni medialnej.

Przemoc i fala aresztowań

Prześladowania dziennikarzy Biełsatu w latach 2020-2021 można podzielić na kilka etapów. Pierwszym z nich są krwawe wydarzenia z 9-12 sierpnia, kiedy to dziennikarze musieli dosłownie ryzykować życiem podczas brutalnego rozpędzania protestów. Co najmniej trzy nasze korespondentki zostały ranne w wyniku użycia siły przez służby: Iryna Arachouskaja od gumowej kuli, a Kaciaryna Andrejewa i Tacciana Kapitonawa od eksplozji granatów hukowych.

Dziennikarze Biełsatu Maksim Kalitouski i Alena Dubowik rozmawiają z uczestniczką Marszu Pokoju Kobiet w Mińsku 5 września 2020 r. Zdjęcie: Alisa Hanczar / Bielsat.eu

Dziennikarze, którzy w tamtym czasie wpadli w ręce służb, doświadczyli przemocy. Alena Dubowik została pobita najpierw zaraz po zatrzymaniu, a następnie po tym, jak dziennikarka odmówiła podpisania sfabrykowanego aktu oskarżenia. W areszcie strażniczka kopnęła Alenę kolanem w brzuch, w wyniku czego dziennikarka trafiła do szpitala z podejrzeniem pękniętego jajnika.

Zatrzymania, pobicia, areszt. Powyborcze prześladowania dziennikarzy Biełsatu

Pomimo surowego traktowania, w większości przypadków osoby zatrzymane w dniach 9-12 sierpnia zostały wypuszczone na wolność bez procesu, a czasami bez sporządzenia jakichkolwiek aktów oskarżenia.

Druga faza powyborczych represji wobec pracowników Biełsatu rozpoczęła się pod koniec sierpnia. Poziom przemocy fizycznej wyraźnie się zmniejszył, ale wzrosło ryzyko bycia zatrzymanym w czasie wykonywania obowiązków zawodowych. Masowym zjawiskiem stało się fałszowanie aktów oskarżenia, w których obwiniano dziennikarzy o udział w zgromadzeniach masowych lub nieposłuszeństwo wobec milicji.

Przypadki aresztowań dziennikarzy Biełsatu odnotowywano również w poprzednich latach, ale były one raczej wyjątkiem od reguły. Jesienią 2020 roku sytuacja uległa zmianie: w najlepszym wypadku pracownicy Biełsatu pozostawali w areszcie do czasu procesu, w najgorszym – otrzymywali karę 15 dni aresztu lub większą.

Początkowo funkcjonariusze celowali przede wszystkim w reporterów relacjonujących protesty, ale z czasem powodem dla aresztowania stał się sam fakt pracy dziennikarskiej. Na przykład w lutym 2021 roku Lubou Łuniowa i Dzmitryj Sołtan, dziennikarze Biełsatu, zostali skazani odpowiednio na 10 i 15 dni aresztu za zwykłe próby przeprowadzenia sondy ulicznej w Mińsku.

Następnie zakazano jakiejkolwiek współpracy z kanałem. Pod koniec maja na 15 dni aresztu skazano reżysera dźwięku i czterech operatorów, a także osobę odpowiedzialną za obsługiwanie studia, w którym kręcony jest program “Kożny z nas” (biał “Każdy z nas”) – talk show, w którym poruszane są tematy aktualnych problemów społecznych na Białorusi. Aresztowania za wykroczenia nie były jednak kulminacyjnym punktem prześladowań dziennikarzy Biełsatu.

Dwa lata za relację na żywo

– Wcześniej moja praca również wiązała się z naciskami i zatrzymaniami, ale teraz ja i moi koledzy idziemy na każdy reportaż jak na wojnę: zawsze mamy przy sobie komplet czystych ubrań, apteczkę z lekami i środkami pierwszej pomocy, wodę i chusteczki w razie gazu łzawiącego, funkcję SOS w telefonie – mówiła pod koniec września 2020 roku dziennikarka Biełsatu Kaciaryna Andrejewa.

Półtora miesiąca później, 15 listopada, Kacia Andrejewa i Daria Czulcowa były świadkami brutalnego rozpędzenia akcji upamiętniającej zamordowanego Ramana Bondarenkę i zniszczenia podwórkowego miejsca pamięci przez siły bezpieczeństwa.

Nadawały z mieszkania na 14 piętrze budynku przy ulicy Smouhauski Trakt, do którego zostały zaproszone przez właścicieli. Po zakończeniu akcji milicjanci z bronią w ręku wyważyli drzwi do mieszkania i zatrzymali dziewczyny. Funkcjonariusze potraktowali dziennikarki bardzo surowo.

Biełsat: „Domagamy się natychmiastowego uwolnienia dziennikarek!”

– Kiedy zatrzymali mnie funkcjonariusze, krzyczeli: “Pójdziesz siedzieć na siedem lat, będziesz szyć mundury”. Zastępca naczelnika komisariatu popychał mnie, kiedy szłam po schodach. Milicjanci krzyczeli: “Nie będziesz już więcej prowadzić tych swoich relacji! Nigdy!” – mówiła później Kaciaryna.

Dziennikarka Biełsatu Kaciaryna Andrejewa. Zdj. IA / Bielsat.eu

Z początku Kacia i Dasza zostały oskarżone o rzekomy udział w nielegalnym proteście (na podstawie art. 23.34 KW) i nieposłuszeństwo wobec milicji (23.4 KW). Za te wykroczenia obydwie otrzymały karę siedmiu dni pozbawienia wolności.

Daria Czulcowa. Zdj. FB

Jednak w tym samym czasie przeciwko dziennikarkom została wszczęta sprawa karna o “organizację i przygotowanie działań rażąco naruszających porządek publiczny (cz. 1 art. 342 KK) i pozostały one w areszcie śledczym. 18 lutego 2021 roku sędzia sądu rejonowego dzielnicy Frunzenski Rajon w Mińsku Natalla Buhuk skazała Kacię i Darię na dwa lata pozbawienia wolności w kolonii o zaostrzonym rygorze. Jest to najsurowszy wyrok, jaki usłyszeli dziennikarze w całym okresie dyktatury Łukaszenki.

Daria Czulcowa i Kaciaryna Andrejewa przed sądem w Mińsku. 9 lutego 2021 r. Zdj. AB / Bielsat,.eu

Śledczy nie ukrywali, że Kaciaryna i Daria były represjonowane właśnie za prowadzoną przez nie relację na żywo. W akcie oskarżenia zaznaczono, że przestępstwo zostało popełnione przy użyciu kamery wideo, mikrofonu i kamizelki z napisem “Prasa”. Sąd orzekł, że dziennikarki rzekomo kierowały protestami za pomocą swojego reportażu. Nasze koleżanki nie przyznały się do winy i uznają prześladowania za zemstę służb bezpieczeństwa za ich działalność zawodową.

Alina Kasjanczyk, prokuratorka oskarżająca dziennikarki Biełsatu. Mińsk, 9 lutego 2021. Zdj. Belsat.eu

W areszcie śledczym Daria i Kaciaryna zostały wpisane do rejestru osób “skłonnych do ekstremizmu i innych działań destrukcyjnych”. Status ten wiąże się ze zwiększoną kontrolą ze strony pracowników więzienia. W kolonii muszą one teraz nosić żółte plakietki, odróżniające je pozostałych więźniów.

Masowe przeszukania i “ekstremizm”

Zastraszanie pracowników Biełsatu, w tym seria spraw karnych, nie ustały. 16 lipca służby przeszukały domy co najmniej 16 dziennikarzy współpracujących z Biełsatem. Wśród nich był prezenter Hleb Łabadzienka oraz dziennikarze Kryścina Czarniauskaja, Jauhien Merkis, Lubou Łuniowa i Miłana Charytonawa, która obecnie przebywa za granicą.

Przeszukania zostały przeprowadzone w ramach sprawy karnej za “masowe zamieszki” (art. 293 KK) i “organizację i przygotowanie działań rażąco naruszających porządek publiczny” (art. 342 KK). Większość dziennikarzy ma status świadka w tej sprawie, jednak dwoje z nich, Ihar Iljasz i Hanna Halota, zostali zatrzymani i spędzili odpowiednio dziesięć i siedem dni w areszcie przy ulicy Akreścina w Mińsku. Wciąż mają oni status podejrzanych na podstawie cz. 1 art. 342 KK.

Wraz z prześladowaniami poszczególnych dziennikarzy władze próbują wywierać presję na odbiorców Biełsatu. W sierpniu władze białoruskie ograniczyły dostęp do strony internetowej Belsat.eu, a następnie zablokowały również dostęp do jej serwerów. 27 lipca sąd dzielnicy Czyhunaczny Rajon w Homlu orzekł stronę internetową Biełsat, kanały na portalach społecznościowych, jak również logo, a nawet słowo “Biełsat” za ekstremistyczne. Powodem był raport z kontroli przeprowadzonej przez Główny Wydział ds. Walki z Przestępczością Zorganizowaną i Korupcją w Homlu. Biełsat został wpisany na krajową listę materiałów ekstremistycznych.

– Tak naprawdę, to ekstremistami należy nazywać tych, którzy biorą do niewoli tysiące swoich obywateli, zamykają ich w więzieniach i zmuszają do opuszczenia ojczyzny – powiedział zastępca dyrektora Biełsatu Alaksiej Dzikawicki, komentując decyzję. – W sytuacji całkowitego kryzysu prawnego na Białorusi, kiedy panuje zupełne bezprawie, trudno nazwać tę decyzję uzasadnioną. Tym bardziej nie ma sensu się od niej odwoływać.

Orzeczenie sądu rejonowego w Homlu daje formalne podstawy do ścigania za udostępnianie materiałów publikowanych przez Biełsat. Zgodnie z ustawą rozpowszechnianie, produkcja lub publikowanie informacji ekstremistycznych jest wykroczeniem i podlega karze do 15 dni aresztu, grzywny do 870 rubli (ok. 1350 złotych) lub prac społecznych. Przedmiot przestępstwa – taki jak komputer lub telefon – również może zostać skonfiskowany.

W tym tygodniu odnotowano również pierwszy przypadek ukarania za rozpowszechnianie materiałów Biełsatu: w Mohylewie sędzia Wiktoria Palakowa skazała przewodnika turystycznego Aleha Dźjaczkowa na 15 dni aresztu za dwa stare linki udostępnione w sieci społecznej VKontakte.

Nadal jednak na Białorusi nie można być skazanym za oglądanie naszych programów, odwiedzanie strony internetowej czy subskrypcję naszych kont i grup. Zespół redakcyjny prosi zatem o pozostanie w kontakcie z Biełsatem za pośrednictwem sieci społecznościowych, aplikacji mobilnej, strony internetowej lub anteny telewizyjnej.

II, ksz/ belsat.eu

Wiadomości