Białoruskie plantacje bawełny w Uzbekistanie? „Niewolniczy wyzysk” – mówią o tej branży obrońcy praw człowieka


Zakłady z Baranowicz weszły do uzbeckiego klasteru producentów bawełny. O szczegółach tego egzotycznego przedsięwzięcia poinformował wiceszef rządu w Mińsku Michaił Rusy.

– Będziemy tu (w Uzbekistanie – belsat.eu) uprawiać bawełnę, przerabiać i zabierać materiał na przędzę i nici, które są nam potrzebne w kombinacie – tak określił białoruski wicepremier zamierzenia Zjednoczenia Produkcji Bawełny z Baranowicz. – Wychodzi to taniej i jest bardziej celowe. To już zdecydowane.

Czytajcie również:

Temat produkcji bawełny w Uzbekistanie już od lat znajduje się w centrum uwagi obrońców praw człowieka. Obwiniają oni władze w Taszkiencie, że do pracy na plantacjach zmusza się studentów, pracowników sfery budżetowej (nauczycieli, wykładowców, medyków), a nawet dzieci.

Warunki pracy są przy tym bardzo trudne i szkodliwe dla zdrowia. W ciągu dnia trzeba zebrać co najmniej 50 kg bawełny, a okres tych prac przymusowych wynosi średnio 12 dni. Opłata za tę pracę to równowartość ok. 30 dolarów. Ale odmówić wykonania tej „powinności” nie wolno. Pracownikom sfery budżetowej grozi za to zwolnienie z pracy, a studentom – wyrzucenie z uczelni.

Zbiór bawełny w Uzbekistanie. Zdj. ITAR-TASS/ Valery Kharitonov

Producenci wielu znanych marek odzieży jeszcze w 2012 r. zaapelowali o bojkot bawełny z Uzbekistanu, domagając się zlikwidowania przymusu pracy przy jej zbiorze. Do bojkotu przyłączyły się niektóre państwa, do zaprzestania tych praktyk wzywały też organizacje międzynarodowe.

Presja ze strony społeczności międzynarodowej zmusiły władze w Taszkiencie do ustępstw. Jesienią ub.r. szef rządu zawezwał do rezygnacji z pracy przymusowej i do zaprzestania eksploatacji dzieci przy zbiorze bawełny. Obserwatorzy potwierdzili – wkrótce część takich pracowników odesłano do domu.

Jednak obrońcy praw człowieka uważają, że sytuacja wciąż jest zła. Obserwująca ją Międzynarodowa Koalicja Cotton Campaign oznajmiła w tym roku, że mimo pewnych postępów nadal dochodzi do angażowania przy zbiorach bawełny uczniów i pracowników budżetówki. Również przedstawiciele uzbeckiej opozycji uważają, że nie ma żadnej pewności, iż władze kraju zamierzają wykonać swoje obietnice i całkowicie zrezygnować z tych praktyk.

Przymusowa praca przy zbiorze bawełny nie stanowi wielkiego problemu dla białoruskich władz. Na Białorusi od czasów sowieckich panuje bowiem zwyczaj zaganiania do kopania ziemniaków czy sianokosów uczniów szkól i pracowników budżetówki w trybie „dobrowolno-przymusowym”.

Czytajcie więcej:

II, cez/belsat.eu

 

Zobacz też
Komentarze