Felietony Maksyma Czyhunki Za „Krym ich” przyjdzie słono zapłacić


I tak „sojuz nieruszymyj” Rosji i Białorusi pokazał swoje prawdziwe oblicze. Rosja czasów 120 dol za baryłkę była hojnym darczyńcą – dostarczającym dotacje, kredyty, tani gaz i ropę. Gdy baryłka kosztuje 60 dol. Rosja wprowadzaja embargo na białoruskie mięso i zamyka granicę przed białoruskimi przewoźnikami, a przede wszystkim ciągnie ostro w dół białoruską gospodarkę. 

W Rosji, w której kryzys częściowo jest spowodowany unijnymi sankcjami i swoimi antysankcjami mogą się jeszcze pocieszać „Krymnaszem”, choć pewnie 99,9 proc. populacji będzie się nim mogło cieszyć jedynie na odległość. Co mają jednak powiedzieć Białorusini płacący za rosyjski Krym i Donbas brakiem waluty i niepewnością przed noworocznymi świętami?

Łukaszenka zrozumiał, że Kreml ma coraz mniej pieniędzy do podziału i jak zapłaci już za Krym i Donabas nic nie zostanie dla niego, a przecież w zbliżającym się roku będzie musiał skądś znaleźć pieniądze na wyborczą kiełbasę. I stąd nagle umizgi do Ukrainy, te wszystkie: „jeśli będzie trzeba czegoś od Białorusi, to mów – w dobę ci wszystko zrobimy o co poprosisz” kierowane do ukraińskiego prezydenta.

Nagle białoruski prezydent stał się dobrym policjantem, który zachowuje się wyjątkowo rozsądnie w stosunku do Ukrainy, i za to oczekuje nagród od USA i UE. Tym bardziej, w porównaniu do Putina ostatni dyktator Europy nagle okazał się krynicą rozsądku na arenie międzynarodowej.

W rzeczywistości Łukaszenka umie sobie radzić z nadciągającym kryzysem gospodarczym w jedyny możliwy sposób . Pokazał to już zamykając usta „panikarskim” mediom. Jutro może dojść do fali aresztowań, tych którzy zaczną publicznie wyrażać niezadowolenie z sytuacji w kraju . Przecież brutalne rozbicie powyborczej demonstracji w 2010 r. nieprzypadkowo nastąpiło kilka miesięcy przed gigantyczną jak na europejskie standardy dewaluacją rubla. Łukaszenka tak jak przed laty dawał po mordzie swoim kołchoźnikom, dał w mordę narodowi, by uprzedzić niezadowolenie.

Rosyjski Krym będzie miał określoną cenę dla Białorusinów. Nie będzie nią tylko kryzys gospodarczy, ale też radykalne przykręcanie śruby.

 Maksym Czyhunka/Biełsat

Redakcja może nie podzielać opinii autora.

Inne wpisy
Komentarze