Felietony Maksyma Czyhunki „Sypiając z wrogiem”


Był taki film z Julią Roberts o kobiecie, która udawała że jest szczęśliwa w małżeństwie, a po cichu planowała ucieczkę przed brutalnym małżonkiem. W podobny sposób można opisać stosunki rosyjsko-białoruskie. Rosja bowiem wymyśla wciąż nowe sposoby, by wzajemne stosunki były coraz bardziej perwersyjne. 

Aleksander Łukaszenka z okazji Świąt Wielkanocy nie omieszkał przypomnieć „Wojować nie zamierzamy. Ale jak komuś się zachce, to go godnie przywitamy”. Przykład Ukrainy pokazuje, że pierwszy komu może zachcieć się napadać na Białoruś, to właśnie Rosja – oficjalnie największy sojusznik Białorusi.    

Białoruś przygotowuje się więc do najgorszego, jednak w stylu trochę sado-maso. Oto białoruskie wojsko i ćwiczy ramię w ramię ze swoim potencjalnym wrogiem. I to dosłownie, bo w końcu na Białoruś przyjechali spadochroniarze z 73 dywizji powietrzno desantowej z Pskowa. Tak, tej samej, której żołnierze najpierw „zabłądzili” podczas ćwiczeń na Ukrainie, a potem licznie pod postacią Ładunku-200 powrócili w rodzinne strony. Na Białoruś przyjechali więc wojskowi  szkoleni i wykorzystywani wprost do walk pod przykryciem na terytorium „bratnich krajów” b. ZSRR. Rosyjskie „zielone ludziki” zresztą odwiedziły Białoruś, by uczyć się zwalczania innych „zielonych ludzików”. Głównym celem ćwiczeń była zniszczenie grup dywersyjnych, które niby przelazły przez granicę od strony NATO.  

Pytanie na koniec, kto na tym zdobył większe doświadczenie. Czy spadochroniarze z Brześcia, czy też goście z Rosji, którzy otrzymali unikatową szansę przećwiczenia jak walczyć przeciwko regularnej białoruskiej armii, i to na terenie przeciwnika.

I tak to jest jak się sypia z wrogiem.

Maksym Czyhunka/Biełsat

Redakcja może nie podzielać opinii autora.

Inne wpisy
Komentarze