Żyć z Alaksandrem Łukaszenką? Ale jak…

Piotr
Pogorzelski
dziennikarz Biełsatu, autor podcastu Po prostu Wschód

Ostatnie dni na Białorusi pokazują, że władza nie ma zamiaru się poddawać. Co więcej staje się w swoich działaniach coraz bardziej radykalna i agresywna. Płonne też okazały się nadzieję na stanowisko Moskwy, która wydawała się mieć dosyć białoruskiego dyktatora. Czyżby z Alaksandrem Łukaszenką przyszło nam jeszcze pożyć i to być może nie kilka miesięcy, a kilka najbliższych lat?

Do aresztów trafiają członkowie Rady Koordynacyjnej. W czasie wieców na stołecznym placu Niepodległości każdego wieczora zatrzymywani są ich uczestnicy. Tylko w czwartek wieczorem ponad 250 osób, w tym dziennikarze. Znów pojawiły się busy z przyciemnionymi szybami i bez numerów rejestracyjnych. Władze ponownie zaczęły razić biało – czerwono – białe flagi, które są zdejmowane z budynków przez “nieznanych sprawców”, bądź służby komunalne. Strajkujący są zastraszani, część z nich wyjeżdża. W efekcie nie można mówić o tym, że stoją całe zakłady pracy, a jedynie że część pracowników strajkuje. Tak, zbierane są podpisy pod listami z krytyką przebiegu wyborów i agresywnych działań organów ścigania, ale czy przejmują się tym władze? Chyba nie.

Podczas procesji w Mińsku zatrzymano 270 osób, w tym 39 dziennikarzy

W dodatku rządzący organizują mityngi poparcia dla Alaksandra Łukaszenki, na których emeryci i pracownicy sfery budżetowej wyrażają oddanie prezydentowi. Ci, którzy mają odwagę i zabierają głos na tego rodzaju spotkaniach i mają zdanie odmienne od oficjalnego są zagłuszani przez resztę demonstrantów.

Alaksandr Łukaszenka otrzymał też mocne wsparcie z Rosji. Wydzwanianie do Władimira Putina niemal co drugi dzień przyniosło swoje efekty. Rosyjski prezydent otwarcie powiedział, że przygotował na prośbę białoruskiego kolegi rezerwy policyjne, które mogą być przerzucone na Białoruś. Mają być one wykorzystane tylko wtedy, gdy jak ujął to Władimir Putin, “elementy ekstremistyczne na Białorusi nie przekroczą granicy, nie rozpoczną zamieszek”. Czy tak nie stanie się w najbliższą niedzielę, gdy zaplanowano kolejną masową manifestację? Być może. Można zatem odnieść wrażenie, że przenosimy się 6 lat wstecz, do czasu pacyfikacji rewolucji godności na Ukrainie. Jak pisałem wcześniej, o ile protestujący nie szykowali się do “majdanu”, o tyle robił to Alaksandr Łukaszenka.

Wydarzeń na Białorusi nie da się porównać z Majdanem na Ukrainie

Mamy zatem sytuację, w której białoruski prezydent stał się w pełni uzależniony od Moskwy. Nie ma on ani autorytetu, ani wystarczającej siły organów ścigania, aby samodzielnie utrzymać się u władzy. Warto żeby dotarło to do tych, którzy na Zachodzie, w tym w Polsce, przekonywali, że Alaksandr Łukaszenka jest gwarantem niezależności Białorusi od Rosji.

Nie wiemy niestety, co prezydent obiecał Moskwie w zamian. Zapewne niedługo się dowiemy. Wszystko to jest bowiem podlane sosem reformy konstytucyjnej (analogia z Ukrainą), o której mówi Rosja i którą jakoby proponuje białoruski prezydent. A po niej miałyby się odbyć wybory prezydenckie, parlamentarne i nawet samorządowe. Kiedy i w jakim kształcie? Nikt nie wie.

Nowe wybory? Łukaszenka stawia „warunki”

Wszystko to skłania ku niezbyt optymistycznym wnioskom. Można uznać, że na dziś jeden z najbardziej prawdopodobnych wariantów przewiduje, że najbliższe parę lat Białorusinom przyjdzie żyć przy zaostrzonym terrorze Alaksandra Łukaszenki. Niepokorni będą uciekali za granicę lub będą po cichu zatrzymywani i nękani karami aresztu bądź wysokimi grzywnami. Tych niepokornych będzie dość dużo ponieważ białoruskie społeczeństwo znacznie się zmieniło w ostatnich miesiącach – więcej jest ludzi świadomych narodowo i aktywnych społecznie. Niezależne media i te, które po prostu uczciwie informują o tym, co się dzieje w kraju będą prześladowane kontrolami, blokadą stron i zakazem druku na Białorusi. Te działania będą musiały mieć o wiele większą skalę niż poprzednio, dlatego że niezadowolonych jest już teraz o wiele więcej niż w 2010 roku, gdy mieliśmy do czynienia z garstką opozycjonistów. A liczba takich osób będzie rosła w związku z pogarszającą się sytuacją gospodarczą. Wszystko to upodobni Białoruś do satrapii w Azji Środkowej, choć miejmy nadzieję, że Alaksandr Łukaszenka będzie raczej brać przykład z Nursułtana Nazarbajewa, a nie Isloma Karimowa.

Pytanie, co w takiej sytuacji powinna robić Polska i Zachód? Sankcje, o których mówi UE, nie za bardzo martwią Alaksandra Łukaszenkę. Może trochę jego otoczenie. Jednak mimo kilku odejść urzędników średniego szczebla, nikt z najwyższych władz nie zdradził dyktatora. W MSZ odszedł 1 ambasador i 1 dyrektor departamentu. Nikt wyższy rangą. I to w resorcie, który wiele zrobił w ostatnich latach, aby normalizować stosunki Mińska i Brukseli.

Pytanie numer 1: jak pomóc Białorusinom?

Patrząc na to, jak przebiegają ostatnie protesty i odpowiedź na nie władz, należałoby wyłonić kilka sfer, w których Polska może odegrać ważną rolę.

Przede wszystkim, można utrzymać wsparcie dla niezależnych mediów nadających na Białoruś. Zapowiedział to już zresztą premier Mateusz Morawiecki. Wśród tych mediów jest na przykład Biełsat. Odegrał on wraz z Radiem Swaboda, czy Euroradiem znaczącą rolę, jako źródło informacji. Nie należy też zapominać o białoruskich portalach, jak Onliner, czy Tut.by, które znacznie wydoroślały w ostatnich miesiącach i przedstawiają rzetelny przebieg wydarzeń. Myślę, że jest kwestią czasu, kiedy władze się nimi zainteresują.

Oczywiście, dla wielu uczestników ostatnich wydarzeń na Białorusi, pierwszym źródłem informacji stały się kanały w komunikatorze Telegram. Są one istotne jeśli brać pod uwagę pojedyncze, nawet drobne, wydarzenia, jednak nie oznacza to, że tradycyjne media, telewizja, czy strony internetowe, takiego znaczenia nie mają jeśli chodzi o szerszy ogląd sprawy i bardziej wyważone informacje.

Polska zapowiada też wsparcie dla sektora pozarządowego. W tej kwestii można postawić na praktyczne działania. Warto by było zwrócić uwagę, że piętą achillesową protestów była i jest chaotyczna organizacja, a raczej jej brak. Ogromna aktywność społeczna, którą widzieliśmy w czasie ostatnich protestów stanowi znakomity grunt dla rozwoju różnych inicjatyw. Dzięki rozwiniętemu sektorowi NGOs w czasie rewolucji godności na Ukrainie, udało się o wiele szybciej zorganizować nawet tak banalną rzecz, jak nagłośnienie, nie mówiąc już o wiele trudniejszej pomocy rannym i zatrzymanym oraz aresztowanym. Poza tym, udało się stworzyć odpowiedni nacisk na komisje wyborcze, aby uczciwie liczyły głosy. Organizacje kontrolujące przebieg wyborów na Ukrainie mają wieloletnią tradycję, dlatego teraz odbywają się one na poziomie europejskim.

Morawiecki: w ciągu kilku dni kalendarium działań w sprawie polskiej pomocy dla Białorusi

W obecnych czasach, gdy koronawirus przyspieszył edukację informatyczną całego świata, organizacja szkoleń przez internet, nie wydaje się już tak pozbawiona sensu. Ta uwaga dotyczy także niezależnych związków zawodowych. Jeśli na Białorusi nastąpiłby prawdziwy bunt w państwowych zakładach pracy, Alaksandr Łukaszenka musiałby szybko pożegnać się z władzą. Zamiast strajków mieliśmy jedynie zbieranie podpisów w zakładach pracy i instytucjach państwowych. Rządzący raczej się tego nie przestraszyli.

Warszawa, podobnie jak Wilno, zapowiada też maksymalne otwarcie granic dla Białorusinów. Idealnym byłoby zniesienie obowiązku wizowego do całej strefy Schengen, być może byłoby to możliwe od przyszłego roku, gdy Mińsk ma wprowadzić paszporty biometryczne.

Strach Łukaszenki, czyli Białoruś 9 sierpnia i później

Trudno przy tym liczyć, aby Białorusią zainteresowała się cała Unia Europejska. Państwa najbliższe, jak Polska, Litwa, Łotwa i Estonia, Niemcy, a nawet ku mojemu zaskoczeniu Czechy, są rzeczywiście zainteresowane sytuacją w Mińsku i robią co mogą, aby zainteresować resztę. Reszta chyba cały czas wierzy w “strefy wpływów”. Tylko gdyby uznać, że one istnieją, cały czas żylibyśmy w “bloku wschodnim” pod kuratelą Moskwy. Podobnie jednak jak z Ukrainą wiele z nich patrzy merkantylnie, co się bardziej opłaca, czy handel z Rosją, czy demokracja na Białorusi. Niestety często wybierają one to pierwsze.

Piotr Pogorzelski/belsat.eu

Inne teksty autora w dziale Opinie.

Redakcja może nie podzielać opinii autora.

Więcej materiałów