Zwolniony dyrektor Teatru Narodowego: nie jestem w opozycji, jestem z większością WYWIAD

Paweł Łatuszka podczas akcji solidarności przed Teatrem Kupałowskim. 17.08.2020 r. Mińsk, Białoruś. Zdjęcie: belsat.eu

Paweł Łatuszka rozmawiał w Mińsku ze specjalnym wysłannikiem portalu Biełsat po polsku. Przed tym, jak objął stanowisko dyrektora Teatru Narodowego, był konsulem Białorusi w Białymstoku, potem ambasadorem w Warszawie i Paryżu oraz ministrem kultury. Jego zdaniem, decyzja o zwolnieniu zapadła w Administracji Prezydenta.

– Czy Pana zdaniem decyzja miała charakter polityczny?

– Zdecydowanie. Zapadła po tym, jak poparłem protesty przeciwko sfałszowaniu wyników wyborów prezydenckich. Jako obywatel Białorusi podkreślałem wielokrotnie, że nie mogę się pogodzić z ewidentnym łamaniem praw człowieka w tak drastyczny sposób. To jest bezprecedensowa sytuacja: tysiące ludzi zatrzymano, a potem katowano. Wypowiadałem swoją pozycję, jako obywatel. Nie mówiłem nic, co łamie prawo białoruskie i zostałem zwolniony.

– Obawia się Pan dalszych represji?

– Tak. Minister spraw wewnętrznych powiedział, że on się kategorycznie nie zgadza z moimi wypowiedziami i że ja próbuję demoralizować białoruską milicję. Ja takich zamiarów nie mam. Ale i tak jest wielu funkcjonariuszy, czy urzędników, którzy nie zgadzają się z tym, co się dzieje i publicznie o tym mówią. Są też tacy, którzy nie mówią publicznie, ale dzwonią do mnie, wysyłają SMSy, nawet z prokuratury, czy Komitetu Śledczego. Dziękują mi za to, co powiedziałem bo też nie chcą pogodzić się z taką sytuacją.

Ludzie władzy solidarni ze zwolnionym dyrektorem białoruskiego teatru

– Pojawiają się także pojedynczy dyplomaci, którzy publicznie ogłaszają o swojej pozycji…

– Widzimy, że jest już wielu urzędników państwowych, w tym z MSZ, którzy podejmują decyzję o zwolnieniu się. Na przykład ambasador na Słowacji. Dyplomaci są w trudnej sytuacji bo oni mają przekonywać dany kraj do współpracy z Białorusią, a w obecnej sytuacji wiarygodność ich słów jest zerowa. Nikt już nie będzie wierzył, ani pracownikom MSZ, ani ambasadorom.

Odbudowaliśmy po kryzysie 2010 roku nasze stosunki z Unią Europejską i z największymi państwami, a teraz wracamy do punktu wyjściowego.

Łatuszka został zdymisjonowany po tym, jak pracownicy jego teatru wywiesili biało-czerwono-białe flagi narodowe, a on nie kazał ich zdjąć. Zdjęcie: belsat.eu

– Czy takich urzędników będzie więcej?

– Głosy sprzeciwu słychać nie tylko w MSZ, ale też w Ministerstwie Kultury i innych instytucjach. Ludzie zastanawiają się nad tym, czy podać się do dymisji. W ciągu najbliższych dni na pewno będą one ogłaszane. Wczoraj mój kolega, Dyrektor Generalny Departamentu Unii Europejskiej i Stanów Zjednoczonych Andrej Buszyło podał się do dymisji. Powiedział, że nie może pogodzić się z tą sytuacją. Także kilku pracowników MSZ wypowiedziało się publicznie.

Najtrudniej jest naszym dyplomatom za granicą, bo chodzi o status materialny. Ale wielu do mnie pisze. Do 4. rano nie spałem i dostałem setki, dosłownie setki, wiadomości, mejli, telefonów, w których moi koledzy dyplomaci wyrażali poparcie dla mnie. Nawet ci którzy pracują w centrali mówili, że byli na marszu wolności. Czyli to zaczyna się kruszyć. Chociaż nam nie chodzi o to żeby coś zburzyć, a żeby coś zbudować. Ludzie mają prawo się wypowiedzieć.

Dyplomaci składają rezygnacje. Też solidaryzują się z protestami

– Czy można powiedzieć, że system się łamie?

– Tu nie chodzi o łamanie systemu. Wczoraj przed teatrem, nasz poeta Uładzimir Niaklajeu powiedział do mnie: witamy w opozycji. A ja nie jestem w opozycji bo jestem z większością! Jeżeli większość obywateli Białorusi opowiada się za zmianami, to tu nie chodzi o łamanie systemu, a o to, żeby ta większość została usłyszana. Tego jestem pewien.

– Czy ci którzy budowali ten system nie mogli tego przewidzieć, że Alaksandr Łukaszenko będzie tak zaciekle bronić swojej władzy?

– Myślę, że większość przewidywała. Było tylko pytanie, kiedy to nastąpi. Większość zapewne nie była gotowa, że to się stanie teraz. Historia współczesności pokazuje, że wydarzenia odbywają się szybko, był koronawirus, nienajlepsza sytuacja gospodarcza i podawanie systematycznie nieprawdziwej informacji. Dlaczego dziennikarze telewizji państwowej strajkują? Bo nie chcą się pogodzić z tym, że mówią nieprawdę.

– Ale przez lata to znosili?

– W Polsce też Solidarność powstała w 1980 roku. Przedtem ten system trwał wiele lat i potem też. Długo szliście do wolności i mam nadzieję, że przed nami krótsza droga.

aa/belsat.eu

Wiadomości