Związek Polaków na Białorusi jest solą w oku, bo nie pozwolił się ujarzmić

Polska, Związek Polaków na Białorusi i Kościół rzymskokatolicki to niemal stałe motywy, które w wypowiedziach Łukaszenki i białoruskiej propagandzie państwowej pojawiają się w negatywnym kontekście. Ostatnio oskarżenia Polski o inspirowanie białoruskich protestów zaczęło się też pojawiać w programach głównego rosyjskiego propagandysty Władimira Sołowiowa.

Goście niedzielnego „Wieczoru z Władimirem Sołowiowem” stwierdzili, że polskie władze postawiły na Związek Polaków na Białorusi, by przy jego pośrednictwie finansować białoruskie protesty. Innym narzędziem wpływu miał ich zdaniem być „związany z Departamentem Stanu USA” Biełsat.

Co łączy protesty na Białorusi i w Polsce, Biełsat i ZPB? Wersja Moskwy

Polski dziennikarz i działacz ZPB z Grodna Andrzej Poczobut odbiera na razie opinie gości Władimira Sołowiowa jako swoisty „folklor”. Wypowiadał je bowiem Aleksandr Sosnowski, pochodzący z Kijowa i osiadły w Niemczech były korespondent rosyjskich mediów. Obecnie przedstawia się on jako publicysta, analityk i politolog z Berlina. Według Poczobuta, to typowy człowiek znikąd i – jego zdaniem – zapowiedziane przez niego dziennikarskie śledztwo dotyczące ZPB będzie oparte głównie na wyszukiwaniu w Googlu, tego, co o Związku pisały białoruskie media państwowe, począwszy od 2005 r. Poczobut uważa, że dopóki tych tez nie będą głosić ważni rosyjscy politycy czy sami propagandyści, to nie należy ich traktować poważnie.

Dziennikarz zwraca uwagę, że oskarżenie Związku Polaków na Białorusi o knucie przeciwko władzy, doskonale wpisuje się w tradycyjną polonofobię Łukaszenki, której wyrazem były na przykład jego opowieści o rzekomych polskich flagach wywieszanych w Grodnie i polskich zakusach na oderwanie Grodzieńszczyzny.

Łukaszenka: nigdy nie będziemy się godzić z wywieszaniem w Grodnie polskich flag

– Łukaszenka w każdym swoim konflikcie czy problemie widzi rękę Polaków, podobnie jak antysemici wszędzie widzą Żydów. I nie jest on jedynym. Gdy Łukaszenka dopatrzył się nieistniejących flag, w swojej rodzinnej podgrodzieńskiej wsi dostrzegł je również Iwan Ejsmant, szef państwowej telewizji. Sam dopytywałem się tam czy były jakieś flagi. Moi rozmówcy zaprzeczali. To było więc cyniczne kłamstwo. Jeden z naczelnych ideologów Łukaszenki Ihar Marzaluk zresztą otwarcie stwierdził, że jest polonofobem. I można przypuszczać, że w otoczeniu szefa białoruskiego państwa jest więcej takich osób.

Na pytanie, skąd bierze się polonofobia Łukaszenki, skoro pochodzi on ze wschodniej Białorusi, gdzie nie mógł mieć stycznością z Polakami, Poczobut odpowiada, że przyczyną jest specyficzna ideologia „zachodniorusizmu”, którą wyznaje przywódca państwa. Łukaszenka jego zdaniem przez lata brał udział nie w budowie Białorusi, ale tworzeniu „drugiej Rosji”, Rosji „ze znakiem jakości”, jak mówił.

– On uważa się za „ruskiego człowieka”, a za swoją stolicę uznaje Moskwę. Wiadomo, że mieszkający na Białorusi wyznawcy tego nurtu są jednostkami najbardziej „reakcyjnymi’’ i postrzegają całą historii Białorusi poprzez pryzmat walki z Polską i polskimi wpływami. Łukaszenka odnosi do Polaków podejrzliwie. Jest jego wypowiedź, gdzie po kolei określa przedstawicieli opozycji mianem Polaków lub „półpolaków”. Traktuje polskość jak jakąś chorobę – dodaje.

Jak podkreśla Andrzej Poczobut, bycie Polakiem, czy związek z Polską w warunkach białoruskich jest traktowane jako okoliczność obciążająca i ma to źródła w propagandzie tłoczonej do głów funkcjonariuszy.

– Wykładający w Polsce prof. Alaksandr Smalańczuk usłyszał od milicjantów, że skoro go zatrzymali, to na pewno otrzyma za to premię w Polsce – przypomina.

Kolejną nieprzychylną Polsce uwagą Łukaszenki w ostatnich dniach było stwierdzenie, że przywódca białoruskich katolików abp Tadeusz Kondrusiewicz jeździł do Polski, by otrzymać instrukcje „jak zniszczyć Białoruś”. Według Andrzeja Poczobuta Łukaszenka starał się podporządkować Kościół rzymskokatolicki na Białorusi, tak jak to się stało w przypadku Cerkwi prawosławnej. Jej zwierzchnik, metropolita Paweł, który krytykował milicyjną przemoc, na prośbę Łukaszenki został zamieniony przez nowego, lojalnego wobec władz i powtarzającego tezy państwowej propagandy metropolitę Beniamina.

– Ofertą Łukaszenki wobec Kościoła katolickiego było wbudowanie go w aparat państwowej propagandy i Kościół tę ofertę odrzucił – podkreśla.

Dziennikarz przypomina, że Kościół zrobił wiele na rzecz udowodnienia, że jest bytem białoruskim i nawet posiadający polskie korzenie abp Kondrusiewicz pytany o narodowość mówił o sobie, że jest katolikiem. Mimo to nadal jest traktowany przez Łukaszenkę, jako element polskiego zagrożenia.

Łukaszenka znów oskarża arcybiskupa Kondrusiewicza

Szefowa Związku Polaków na Białorusi Andżelika Borys przypomina, że organizacja jest poddawana nieustanym represjom od 2005 r. gdy władze doprowadziły do rozłamu Związku i niekiedy w siłowy sposób przejęły Domy Polskie należące do organizacji. Jej zdaniem dzieje się tak dlatego, że ZPB na Białorusi jest największą niezależną od władz i służb organizacją i do tego propolską, proeuropejską i prozachodnią. I to jej zdaniem również zauważyli rosyjscy propagandyści i służby specjalne. I zawsze, gdy dochodzi do ataku ze strony Białorusi czy Rosji na Polskę, w pakiecie atakowani są jako „polskie projekty” ZPB i TV Biełsat.

– Najbardziej mnie jednak martwiło, że w takich sytuacjach Związek, Biełsat i ja sama byliśmy zwalczani przez różne osoby w Polsce. To było najbardziej nieprzyjemne, że otrzymywaliśmy cios z dwóch stron. I tak się zastanawiam, czy te osoby, które w Polsce to robiły, de facto nie współdziałały z np. z Rosjanami? – zastanawia się.

Według szefowej ZPB białoruskie i rosyjskie służby mają bogatą fantazję, jeżeli chodzi o sposoby zaszkodzenia ZPB i jego działaczom. Jak przypomina, w 2006 roku „ktoś” podrzucił jej na granicy narkotyki.

– Pojawiły się wtedy informacje, że dokonały tego „siły trzecie”. I tylko można podejrzewać, kto to był.

Jak podkreśla, ZPB czuje się częścią białoruskiego społeczeństwa i okazuje mu solidarność w czasie protestów przeciwko fałszowaniu wyborów. Przypomina, że Związek zorganizował m.in. „żywy łańcuch solidarności” z represjonowanymi. Organizacja pomaga również przedstawicielom białoruskich organizacji demokratycznych, nie tylko Polakom. Nie zawsze chodzi o pomoc materialną. Borys opowiada, jak zgłosił się do nich posiadający Kartę Polaka uczestnik strajku w zakładach Azot-Grodno, któremu organizacja pomogła bezpiecznie wydostać się z kraju i schronić przed prześladowaniami.

Grodno: Związek Polaków na Białorusi solidarny z prześladowanymi FOTO WIDEO

Zwraca uwagę, że gdyby zliczyć wszystkie przypadki prześladowań wobec członków ZBP: pobicia, krótkie zatrzymania, grzywny, ich ofiarą padło około 100 osób. W samej Lidzie jest to około 30 osób. Szefowa związku podkreśla, że wszyscy oni mogą na siebie liczyć i moralnie są przygotowani na represje.

Według danych nieuznawanego przez władze Związku Polaków na Białorusi, 16 jego członków zostało poddanych najcięższym represjom: od brutalnego pobicia, poprzez grzywny i kary krótkotrwałego oraz długotrwałego aresztu, procesy oraz grzywny.

W pierwszych sierpniowych dniach protestu podobnie jak setki innych zatrzymanych ciężko pobitych zostało trzech członków ZPB. Historyk z Mińska Igor Stanikiewicz, który w portalu Znadniemna.pl zdając relację z tego, co go spotkało powiedział, że bijący go milicjanci, dowiedziawszy się o jego polskich korzeniach zdwoili siły zarzucając, że jest „polskim szpiegiem”. Było to standardowe oskarżenie w czasach stalinowskiej czystki wobec Polaków w ZSRR. Ofiarą tego samego podejrzenia padł zresztą również dziadek zatrzymanego w latach 30. ub.w.

Milicja była jeszcze brutalniejsza wobec prezesa koła ZPB w Kobryniu Aleksandra Jarmoszuka, któremu wybito zęby i który trafił do szpitala w stanie zagrażającym życiu. Podczas spotkania z OMONem cztery przednie zęby stracił również polski dziennikarz Jan Roman, który przyszedł pod komisariat dowiedzieć się o losie zatrzymanych kolegów.

Represje dotknęły stu działaczy Związku Polaków na Białorusi

Szczególnie białoruskie władze uwzięły się na koło ZPB w Lidzie, gdzie oprócz protestów pod miejscowym kościołem odbywały się modlitwy w intencji powrotu na Białoruś zwierzchnika białoruskich katolików abp. Tadeusza Kondrusiewicza. Za publiczne modlitwy, potraktowane przez milicję i sąd jako nielegalna akcja uliczna, na kary grzywny od równowartości 400 do 1,5 tys. zł zostali skazani przewodnicząca oddziału ZPB w Lidzie Irena Biernacka oraz Aleksander Szora i Aleksander Zaletow. Biernacką milicjanci dodatkowo oskarżyli o niepodporządkowanie się ich poleceniom argumentując, że Polka zasłaniała się różańcem. W Lidzie łącznie przed sądem stanęło 11 Polaków. Pozostali za udział w akcjach solidarności i protestach przeciwko milicyjnej przemocy. Spotykały ich za to grzywny, kilkudniowe areszty.

Na dłużej do aresztu trafiła polska harcerka i nauczycielka języka polskiego Maria Głazowa. 25-latka od ponad miesiąca siedzi w areszcie i jest oskarżona o przewodzenie kolumnie protestujących, która zablokowała ulicę. Według art. 342.1. KK Białorusi grozi za to kara do 2 lat więzienia.

W Grodnie problemy ma Igor Bancer, długoletni działacz ZPB i wokalista punkowego zespołu Mister X oskarżony o chuligaństwo w związku z jednym ze swoich performansów, gdy przyszedł do sądu ubrany na różowo. Został zatrzymany 21 października i dotąd przebywa w areszcie śledczym, oczekując na proces karny. W domu jego i jego żony Andżeliki Orechwo miało miejsce przeszukanie.

Andżelika Borys: musimy okazać solidarność naszym braciom Białorusinom

jb/ belsat.eu

Wiadomości