„Nieznani sprawcy” porwali w Mińsku jednego z przywódców opozycyjnego Młodego Frontu

Wideo

Zmitra Daszkiewicza napadło pod domem ok. 15 tajniaków i wywiozło w nieznanym kierunku. Znalazł się się na komendzie milicji, skąd zwolniono go po trzech godzinach.

„Zadzwoniła do mnie sąsiadka, która usłyszała głos Zmitra: „Pomocy!” Pakowało go obezwładnionego do samochodu 10 – 15 mężczyzn. Wyglądał na bardzo poturbowanego. W okna i na balkony powyłazili sąsiedzi, którzy krzyczeli w stronę milicjantów i pokazywali, w którą stronę mam biec – napisała w Facebooku żona polityka, Nasta. – W końcu Zmitra wywieźli busem. Przestraszone babcie nie ukrywając łez krzyczały: – On ma inne poglądy! Za co go bić?! Za co bić?!”

Daszkiewicz nie miał przy sobie nawet telefonu, wyszedł tylko na chwilę do piwnicy. Samochód, do którego go wepchnięto, był wypożyczony – sprawdzili to internauci na podstawie numerów rejestracyjnych. Nasta Daszkiewicz zgłosiła porwanie męża na milicji. Na komendzie go nie ma – poinformowali ją funkcjonariusze.

Zmicier Daszkiewicz planował dziś udział w pikiecie przed ambasadą Rosji w Mińsku. Akcja miała upamiętnić rocznicę bitwy pod Orszą, w której 8 września 1514 roku dowodzone przez hetmana Konstantego Ostrogskiego wojska Wielkiego Księstwa Litewskiego i Korony Polskiej rozbiły przeważające siły Moskwy.

Przeprowadzenie pikiety uniemożliwiły wzmożone siły milicji ściągnięte w okolice siedziby rosyjskiej misji dyplomatycznej. Funkcjonariusze siedzieli też w zaparkowanych nieopodal autokarach i samochodach osobowych, profilaktycznie podstawiono też dwie więźniarki.

Jeszcze przed ambasadą zatrzymano jeszcze kilka osób, w tym działaczkę opozycji i niezależną dokumentalistkę Wolhę Nikałajczyk. Jednak plakat z napisem „Okupanci – won!”, który przyniosła, rozpostarli inni aktywiści. Wtedy pojawili się prowokatorzy.

„Do działaczy podszedł najpierw starszy podpity mężczyzna, a następnie również nietrzeźwa kobieta. Razem zaczęli obrażać uczestników pikiety” – relacjonowała dziennikarka Biełsatu Tacciana Ułasienka.

Rozchodzących się opozycjonistów próbowali zatrzymać śledzący ich tajniacy, jednak uczestnicy akcji przezornie trzymali się dziennikarzy, w których towarzystwie bezpiecznie dotarli do najbliższych przystanków komunikacji miejskiej i zdołali zmieszać się z tłumem.

Wieczorem dziennikarze dostali jeszcze nieoficjalną wiadomość, że Zmicier Daszkiewicz został zwolniony, a jego zatrzymanie miało praktykowany w ostatnich latach przez milicję „profilaktyczny” charakter. Jego celem było tylko odizolowanie polityka na czas zaplanowanej akcji. Wkrótce potwierdził ją sam Daszkiewicz – wpisem na Facebooku.

МJ, cez, belsat.eu

Zobacz też
Komentarze