Zełenski grzęźnie w konflikcie z oligarchą

Michał
Kacewicz
dziennikarz

Odchodzi szef kancelarii prezydenta Ukrainy, a władzę paraliżuje konflikt. Tymczasem Wołodymyr Zełenski właśnie zaczyna prace nad pakietem najtrudniejszych reform.

Wczoraj Ukraińska Prawda poinformowała, że do dymisji podał się Andrij Bohdan. To szef Biura Prezydenta (dawniej Administracji) i jeden z najbliższych współpracowników Wołodymyra Zełenskiego. Oraz kluczowa postać w systemie władzy. Na początku sierpnia ubiegłego roku Bohdan już raz napisał podanie o dymisję. Zełenski jej wtedy nie przyjął. Do dymisji podawał się też rządzący od niedawna młody premier Ołeksij Honczaruk. Również utrzymał stanowisko.

Nieprzyjmowane dymisje są w ekipie Zełenskiego elementem PR-u i dyscyplinowania własnego środowiska politycznego. Tym razem jednak było inaczej. Bohdan, a więc człowiek blisko związany z oligarchą Ihorem Kołomojskim, rzeczywiście odszedł.

Jego następcą został Andrij Jermak, dotychczas architekt polityki zagranicznej Zełenskiego. I to właśnie różnice zdań głównego doradcy prezydenta ds. zagranicznych i Bohdana np. na działania w czasie kryzysu irańskiego (po strąceniu ukraińskiego samolotu w Teheranie), czy wobec USA, stały się przyczyną narastającej irytacji Zełenskiego. Prezydent miał najwyraźniej dość dwugłosu w sprawie polityki zagranicznej w swoim otoczeniu. W dodatku widział, że Bohdan większą wagę przykłada do pilnowania interesów Kołomojskiego.

Dymisja pokazała jak podzielone jest zaplecze polityczne prezydenta. Tymczasem ekipa Zełenskiego stanęła przed najpoważniejszym wyzwaniem od czasu, gdy w ubiegłym roku wygrała z miażdżącą przewagą wybory prezydenckie i parlamentarne. Musi zacząć wprowadzać trudne reformy.

Jak podzielić ziemię

Reforma rynku ziemi rolnej była od początku sztandarowym projektem Zełenskiego. Jeszcze w czasie kampanii wyborczej padały obietnice, że dzięki uwolnieniu tego rynku i sprzedaży ziemi rolnej (należącej dziś w całości do państwa), budżet zarobi miliardy dolarów, które napędzą gospodarkę.

Kto weźmie ukraiński czarnoziem?

Ustawa zezwalająca na zakup ziemi rolnej na własność miała wejść w życie jeszcze w ubiegłym roku. Pojawiły się jednak problemy. Była krytykowana przez opozycję, do Kijowa przyjeżdżali protestować rolnicy.

W pierwszym projekcie kontrowersyjny był m.in. zapis zezwalający na zakup do 200 tys. hektarów ziemi przez jedną osobę. Tak duże limity umożliwiłyby koncentrację ogromnych areałów w rękach oligarchów, bądź wielkich, zagranicznych koncernów rolno-spożywczych. I z pewnością prywatyzacja ziemi w takiej postaci jest wspierana przez oligarchiczne lobby.

Prace nad ustawą przeciągały się. Sami deputowani rządzącej partii Sługa Narodu zgłosili ponad 4 tysiące poprawek do pierwszego projektu ustawy. Obniżono m.in. dopuszczalny areał ziemi zakupionej przez jedną osobę do 10 tys. ha.

W partii doszło do kłótni o reformę. A w Radzie Najwyższej (ukraińskim parlamencie) do awantury. W jej kulminacyjnym momencie Julia Tymoszenko, która zwalcza ustawę, szarpała się o mikrofon na mównicy. Była premier zraniła się w palec i zniszczyła mikrofon.

Do tej pory deputowani przegłosowali z trudem, podczas blokad mównicy i dzikiej awantury zaledwie nieco ponad 200 poprawek. Szef frakcji Sługa Narodu Dawid Arachamia przyznał, że w takim tempie są szanse na przyjęcie ustawy i rozpoczęcie reformy dopiero w kwietniu. Do tego czasu konflikty w Słudze Narodu mogą jednak wejść w ostrą fazę.

Szable oligarchy

Już teraz widać wyraźnie dystansowanie się grupy ponad trzydziestu deputowanych uznawanych za „szable” oligarchy Ihora Kołomojskiego. Swoje, nie zawsze zgodnie z interesem prezydenta i rządu, próbują ugrać ludzie ministra spraw wewnętrznych Arsena Awakowa. Tymczasem już niebawem zaczną się prace nad kolejną kluczową reformą – samorządową. Zakłada ona zmianę podziału administracyjnego kraju na podobny do europejskiego (wprowadzenie podziału na odpowiedniki województw, powiatów i gmin).

Jednocześnie wprowadzona byłaby instytucja prefektów, czyli zarządzających obwodami urzędników mianowanych przez prezydenta. Reforma oznaczać będzie skrócenie kadencji samorządów, ale i ustanowienie daty wyborów samorządowych. Gdyby reformę udało się wprowadzić szybko, to teoretycznie są szanse na wybory są jeszcze w tym roku.

Prace nad nią będą się jednak przeciągać. Zwłaszcza, że opozycja już grzmi, że pod płaszczykiem reformy samorządowej Zełenski chce wprowadzić niekorzystne rozwiązania z tzw. formuły Steinmeiera, dotyczące autonomii Donbasu. Czas gra na niekorzyść prezydenta i jego partii.

https://belsat.eu/pl/news/ukraina-kapitulacja-czy-sprytny-plan-zelenskiego/

Wołodymyr Zełenski ma pewne powody do niepokoju. Po raz pierwszy od wyborów sondaże (i to te prowadzone przez pracującą dla jego ekipy sondażownię Reitynh) pokazują trend spadkowy. I po raz po raz pierwszy od czasu objęcia urzędu ufa mu mniej niż połowa Ukraińców. Mówią o tym m.in. wyniki najnowszych badań przeprowadzonych przez Centrum Badań Społecznych im. Jaromenki.

Zełenskiemu ufa mniej niż połowa Ukraińców

Zełenski próbuje utrzymywać wysokie poparcie sprawnymi akcjami PR-owymi. Takimi, jak np. przetasowania w obozie władzy, czy ogłaszanie, że reforma rolna przyniesie państwu gigantyczne zyski (rząd obiecuje, że hektar ukraińskiej ziemi będzie wkrótce kosztował 5-6 tys. euro). Trudno jednak przykryć trwającą od samego początku kariery politycznej Zełenskiego zakulisową walkę o wpływy między poszczególnymi grupami na zapleczu prezydenta. Zwłaszcza z grupą Kołomojskiego.

Zmiana na stanowisku szefa kancelarii prezydenta pokazuje, że Zełenski kolejny raz stara się uwolnić od wpływów oligarchy. Nie będzie to jednak łatwe – jeśli chce wprowadzić obiecywane reformy, musi porozumieć się z grupą lojalnych wobec Kołomojskiego deputowanych w szeregach partii władzy.

Michał Kacewicz/belsat.eu

Redakcja może nie podzielać opinii autora.

Więcej materiałów