„Żeby nie było samobójstw” – matki skazanych na Białorusi za narkotyki czekają na swoje dzieci


Halina Makarawa czyta list z więzienia, który listonosz przyniósł w czasie naszej rozmowy, fot. Denis Dziuba/Belsat.eu

Biełsat odwiedził aktywistkę ruchu Matki 328, który walczy o uwolnienie z więzień ich dzieci skazanych na Białorusi na podstawie drakońskiego prawa antynarkotykowego.

Przedmieście Borysowa – dużego przemysłowego miasta pod Mińskiem. Sad, klomby kwiatów i dom, w którym nigdy nie skończył się remont. W pokojach straszy nieotynkowana płyta gipsowo-kartonowa i zburzona ściana między korytarzem a łazienką. Z tego powodu toaleta jest zresztą na dworze, bo nie ma za co odbudować tej w domu. Całe pieniądze poszły na adwokatów, choć ci sprawę w całości przegrali. Na opłatę prawników poszły też pieniądze z mebli i część wyposażenia mieszania. Większość rodzin dzieci skazanych na podstawie paragrafu 328 łączy jedno – ogromne długi.

Halina Makarawa, energiczna kobieta w średnim wieku wita nas już ulicy i z miejsca zaczyna opowieść, w której z początku trudno się połapać. „Pojechali do Smoleńska z Miniczem, Maksym pożyczył telefon, on zadzwonił – a potem po powrocie…”

Cały czas żyje swoim nieszczęściem sprzed dwóch lat. Teraz jest jedną z liderek ruchu Matki 328. Nazwa pochodzi od numeru artykułu w kodeksie karnym, który znowelizowano w 2015 r. z osobistej inicjatywy Łukaszenki. Postanowił on wydać bezlitosną wojnę dopalaczom i narkotykom. Kary zwiększono dwukrotnie maksymalnie do 20 lat, a milicja z miejsca zabrała się do roboty.

Do więzienia na długie lata zaczęli trafiać głównie nie poważni dilerzy, ale tysiące młodych ludzi złapanych z jednym skrętem czy nawet pyłkiem „trawy” w kieszeni. A jeżeli do tego podzielili się tym skrętem w kółeczku, z miejsca zmieniano kwalifikację czynu na „rozpowszechnianie” i wyroki rosły. W rezultacie w białoruskich więzieniach siedzi obecnie ok. 15 tys. osób skazanych na długoletnie więzienie. Ich matki zjednoczyły swoje siły i poprzez listy otwarte, pikiety, a nawet głodówkę usiłują dotrzeć ze swoim przekazem do pierwszego człowieka w kraju.

Czytajcie więcej:

Album dziecięcych zdjęć Maksyma Makarawa. Gdy kilka lat temu ojciec chłopaka przeżył udar – Maksym stał się jego opiekunem, fot. Denis Dziuba/Belsat.eu

Syn Haliny, Maksim – wówczas 23-latek, trafił do aresztu w 2015 r. i został skazany na 15 lat więzienia za rozpowszechnianie narkotyków w zorganizowanej grupie. Było to pół roku po wprowadzenia drakońskiego prawa i białoruska milicja robiła wszystko, żeby się wykazać. Makarau wraz ze swoim kolegą Andrejem Miniczem pojechali do Rosji po wózek inwalidzki i pampersy dla sparaliżowanego ojca. Za ich samochodem wysłano całą grupę śledczych, choć prowadzenie czynności operacyjnych na terenie sąsiedniego kraju nie jest sprawą łatwą.

Milicjanci spodziewali się, że dwaj chłopcy pojechali po narkotyki, bo Minicz faktycznie zajmował się pokątnym handlem narkotykami. Jednak po powrocie nie znaleziono w samochodzie żadnych zakazanych substancji. Cały akt oskarżenia oparty był na fakcie, że Minicz skorzystał z telefonu Maksima. Śledczych jednak nic nie obchodziło – potrzebowali sukcesu wykrycia grupy przemytników i handlarzy narkotyków. Starali się bardzo, używając w przesłuchaniach, tego, co mieli pod ręką.

Szkolny portret Makarawa, fot. Denis Dziuba/Belsat.eu

– Po trzech dniach spędzonych w areszcie syn wrócił. Przyszedł cały śmierdzący – i poszedł szybko pod prysznic. I chciałam mu podać ręcznik. Jak przyszłam – nie specjalnie, ale spojrzałem. Całe ciało było w kropkach od paralizatora elektrycznego – mówi Halina.

Jeden z oskarżonych, który przyznał się do winy, Maksim Pawławiec przed zakończeniem śledztwa podciął sobie żyły. Pozostawił notatkę: „Milicjanci są winni mojej śmierci”. Ta jednak nie trafiła jednak do akt sprawy i zniknęła w tajemniczych okolicznościach.

Według Haliny, inni więźniowie nie krzywdzą jej syna. „Wszyscy wiedzą, że on jest niewinny. Ale sytuacja jest bardzo trudna – wśród więźniów jest pełno prowokatorów”, fot. Denis Dziuba/Belsat.eu

– Prosimy naszych deputowanych, żeby zmienili prawo. Chłopaki stoją obok palących narkotyki i otrzymują „grupę” – opowiada Makarowa o procederze zawyżania kar za rzekome grupowe rozpowszechnianie narkotyków – albo tak jak u nas. Niczego nie znaleźli, oprócz tego, że syn dał telefon koledze, a ten siedział przed komputerem i poprosił o wybranie pieniędzy z karty. I z tego zrobili „dilerkę” i dali mu 15 lat.

Wieloletnie wyroki to tragedia nie tylko dla osadzonych, ale całych rodzin. Kobieta choruje na raka. Rozmowie przysłuchuje się jej milczący mąż, paląc jednego papierosa za drugim. Halina mówi, że zapada się w sobie z bezsilności.

– Ojczym Maksima, który wychowywał go od 9 roku życia, był w Wietnamie, Afganistanie i Czarnobylu. Gdy przyjechaliśmy do kolonii karnej, odmówili mu widzenia, bo wzięliśmy ślub 13 lat temu, ale on go nie usynowił. On płakał, ryczał w chustkę. Jest mu ciężko. Widzieliście, cały jest w zmarszczkach. Tak mają wszyscy ojcowie. Jedni wytrzymują, ale wielu zaczyna pić – opowiada kobieta.

Kwiaty, które Maksim podarował jej niedługo przed aresztowaniem, fot. Denis Dziuba/Belsat.eu

Makarawa uważa, że matki są silniejsze od ojców:

– W naszej grupie jedna z mam zajmuje ważne stanowisko. Jej mąż, jeszcze młody człowiek, a już przeszedł dwa udary. Została jedyną karmicielką rodziny. I takich matek jest bardzo dużo. Wiele z nich rozwiodło się z mężami, którzy nie wytrzymują tego wszystkiego. Wiele rodzin się rozpadło.

Wielu skazanych z art. 328 traci w ogóle kontakt z rodziną. Makarawa opowiada, że również matki wpadają w alkoholizm albo porzucają swoje dzieci. Wtedy do akcji wkraczają Matki 328, które wspierają osamotnionych skazanych – składają im życzenia z okazji urodzin, przesyłają pieniądze.

– Przecież oni nie mają nikogo. Czasem składamy się i wysyłamy im po kopiejce – zwykle po 30 rubli. To czysto psychologiczna pomoc: oni mogą sobie coś kupić. Dzielą się z innymi. Sam cel akcji to wsparcie dla chłopaków, żeby nic im się nie stało – żeby nie było samobójstw.

Suszone jagody są dla więźnia źródłem witamin, fot. Denis Dziuba/Belsat.eu

Halina doskonale wie co dzieje się w psychice jej syna.

– Maksim ma bardzo obniżony nastrój. Dzwoni do mnie i cały czas się pyta – „Mamo, co u ciebie, mamo, co u ciebie?” Jasne — rozumiem — dostał psychozy – zaczęło mu odbijać – opowiada.

W skład grupy miał wchodzić syn Makarowej, Andrej Minicz, Ilia Wanglicki i Maksim Pawławiec. Śledczy stwierdzili, że w 2013 r. Wanglicki zarejestrował się w internetowym sklepie dopalaczy Buzzshop, a Pawławiec miał je umieszczać w skrytkach, z których trafiały do klientów. W sądzie Minicz zeznał, że Makarau i Wanglicki nie mieli pojęcia o tym, czym się zajmuje, Wiedział jedynie Pawławiec, który nie dożył do rozprawy. Obecnie Minicz, który jako jedyny przyznał się do winy, siedzi w jednej kolonii z Makarowem. I jako sierota otrzymuje wsparcie od matek.

Dom Haliny wygląda trochę jak spiżarnia: przy oknie suszą się pęta domowych kiełbas, na stołach rozłożone są tace z suszącymi się jagodami. Regały wypełnione są mydłem, pudełkami z herbatą, herbatnikami. Wszystko to w paczkach ma trafić do Maksyma. Jednak wiele rzeczy zostało odrzucone podczas kontroli przesyłek.

– Maksim lubił dobrą herbatę. I proszę, tu jest taka z listkami i suszoną poziomką. A tu aromatyzowana wanilią. W więzieniu otworzyli – „nie wolno”. Z dodatkami nie można — można tylko zwykłą czarną. Kupiłam kakao ze smakiem cappuccino, żeby miał choć trochę radości. Też nie wolno. Przecież to zdrowa rzecz, trochę domowego ciepła. Jakie tu ma być naruszenie? Co to za kolonia poprawcza? Co ona poprawia? To należy nazwać swoim imieniem, to więzienie. Oni nawet jak wyjdą, znowu tu wrócą.

Halina Makarawa trzyma w rękach jedynie małą część dokumentacji w sprawie wyroku syna, fot. Denis Dziuba/Belsat.eu

Pod koniec czerwca Halina wybrała się do kolonii karnej na pierwsze długie widzenie. Spotkanie odbywało się na terenie obozu w specjalnym pokoju. Kobieta opowiada, że rozmawiali z synem o domu, ojcu, zwykłych sprawach – o wszystkim, jednak nie o więzieniu.

Kobieta przyznaje, że żyje teraz jedynie dla syna, a on tylko dla niej.

– Gdyby nie ja on byłby już tam, gdzie Pawławiec – dodaje wspominając samobójcę — Jak coś mi się stanie, on zostanie bez wsparcia, bez jedzenia. Dlatego ja walczę i inne mamy też. My nie możemy sobie dać rady z tym bólem. Prosimy Aleksandra Ryhorowicza (Łukaszenkę – Belsat.eu) o osobiste spotkanie. Jesteśmy jak mięso armatnie. Oni wystawiają do wiatru naszych urzędników i samego Łukaszenkę, który machnął szablą, nie myśląc i teraz nie wie jakie znaleźć wyjście.

Więźniowie, by utrzymać się na powierzchni, muszą bezwzględnie przestrzegać więziennego regulaminu. Inaczej wpadają w spiralę kolejnych kar, co kończy się wydłużeniem wyroku.

Halina Makarawa, fot. Denis Dziuba/Belsat.eu

– Ilia Wanglicki – wspomina Makarawa – otrzymał również 15 lat i jako młody 20-letni człowiek nie umiał psychologicznie pogodzić się z sytuacją, i podporządkowywać więziennemu regulaminowi. Otrzymał dwa ostrzeżenia za naruszenia, od razu został przewieziony do innej kolonii karnej. Po drodze otrzymał kolejne ostrzeżenie i przyjechał już jako więzień z premedytacją naruszający regulamin. Sąd w Baranowiczach do 15 lat wyroku dodał kolejne 2,5 roku. Obecnie siedzi w karcerze 3 lata – i przez ten czas nie mógł zobaczyć się z matką.

Tylko z pokoju Maksima nie został sprzedany ani jeden mebel, fot. Denis Dziuba/Belsat.eu

Aktywistka jednak podkreśla, że ich działania nie mają nic wspólnego z polityką. To bowiem bardzo odstrasza ludzi. W głodówce protestacyjnej uczestniczyło kilkanaście osób z 5 tys. członków ruchu. Pozostali bali się stracić pracę.

Jednak jak zapewnia Halina, matki nie zamierzają składać broni i na jesień planują kolejne akcje. Makarawa może sobie pozwolić na więcej, bo jest na emeryturze. Jednak, gdy przed dwoma laty okazało się, że skazano jej syna, omal nie straciła pracy w milicyjnej administracji. Uratował ją dopiero adwokat, który wyjaśnił, że jest w wieku przedemerytalnym.

Czytajcie więcej:

Sprawa dotyczy tysięcy rodzin i wszyscy sąsiedzi Haliny zdają sobie sprawę, że podobny problem może dotknąć również ich.

– Moi sąsiedzi rozumieją, że wyrok jest niesprawiedliwy. Ludzie już wiedzą, że to się może każdemu przydarzyć: ich dzieciom, wnukom w akademiku, gdy ktoś znajdzie tabletkę. Kiedyś mówili, że to surowe, ale prawo. Teraz zrozumieli, że oni nie chwytają dilerów, a zwykłych ludzi – paczkami. Siedzimy tu – pokazuje – trzy domy dalej chłopak dostał 15 lat znowu za udział w grupie. Dziesięć domów dalej – 10 lat. Z tej strony 9,5 roku – to tylko co ja wiem. Obecnie trwa sąd nad chłopakiem w Borysowie – jego ojca skazali na 12 lat. I choć ojciec go nie wychował, to chcą go przypisać do jednej grupy z ojcem.

Na razie, jak podkreśla aktywistka, apele Matek 328 doprowadziły do tego, że milicja przestała przypisywać osobom złapanym z narkotykami z automatu paragrafu za dystrybucję i skupiła się na drobnych dilerach.

– Statystyka się zmniejszyła i pojawiło się wrażenie, że walka stała się bardziej efektywna. A rynek narkotyków jak był tak i jest – dodaje kobieta.

Rozmawiali Jakub Biernat i Denis Dziuba/belsat.eu

Zobacz też
Komentarze