Zatrzymany i aresztowany? Jak białoruski bloger chciał zostać prezydentem WIDEO

Siarhiej Cichanouski został wczoraj zatrzymany przez milicję i miejsce jego pobytu nie jest znane. Mimo to na jego blogu pojawił się filmik, w którym ogłosił, że chce kandydować wyborach prezydenckich. Twierdzi, że przekonało go do tego 130 tysięcy widzów.

W przygotowanym wcześniej filmiku Siarhiej Cichanouski stwierdza, że chce wystartować w wyborach, bo widzowie jego bloga nie mają na kogo głosować. Domaga się przywrócenia konstytucji, “którą Białorusinom ukradziono”, sprawiedliwych sądów niekontrolowanych przez prezydenta i wolnych wyborów.

Wciąż nie wiadomo, gdzie obecnie jest bloger. Według różnych źródeł milicja przetrzymuje go w areszcie śledczym w Mohylewie lub Homlu. Wczoraj wieczorem mieszkańcy białoruskich miast wyszli na ulice zamanifestować swój sprzeciw przeciwko takiemu postępowaniu władz.

Fani obronili blogera

Milicja próbowała uniemożliwić spotkanie blogera z widzami w Mohylewie. Zdjęcie: belsat.eu

Pierwsza, nieudana próba zatrzymania Siarhieja Cichanouskiego miała miejsce we wtorek. Bloger przyjechał pod centrum handlowe Hippo w Mohylewie na spotkanie z widzami swojego bloga “Strana dla żyzni” (“Kraina do życia”).

Na miejscu, do samochodu podeszli funkcjonariusze drogówki i tajniacy. Nie pokazując dokumentów zażądali opuszczenia auta przez jego kierowcę, Zmitra. Gdy mężczyzna odmówił i zadzwonił do swojego prawnika, przez uchylone okno milicjant wpuścił gaz pieprzowy.

Całe zajście obserwowali i relacjonowali w internecie fani Cichanouskiego. Udaremnili oni zatrzymanie blogera i kierowcy, a wobec przewagi liczebnej obywateli, milicja ustąpiła. Do spotkania blogera z fanami ostatecznie doszło.

Milicja groziła użyciem siły

Cichanouski został ostatecznie trafił za kraty w środę. Gdy jechał obwodnicą Mohylewa, jego samochód zatrzymała drogówka – wtedy bloger zaczął transmitować zdarzenie i zadzwonił po swojego prawnika. Do auta podszedł funkcjonariusz drogówki, funkcjonariusz Oddziału Milicji Specjalnego Przeznaczenia (OMON) i dwaj milicjanci w cywilu, wszyscy byli w maskach. Twierdzili, że zatrzymują go, bo nielegalnie przeniknął na teren miasta.

Bloger zabarykadował się w samochodzie. Oświadczył, że nie wyjdzie, dopóki milicjanci nie przedstawią się i nie pokażą legitymacji, bo boi się, że są przestępcami. Jego prośba została zignorowana, a po paru minutach impasu OMON – owiec gotów był wybić szybę kajdankami (7:10 minuta nagrania) i wyciągnąć Cichanouskiego siłą.

Ostatecznie milicjanci zgodzili się pokazać dokumenty, jeśli bloger wyłączy kamerę. Wtedy został zatrzymany.

Fani blogera wyszli na ulice

Na zatrzymanie Cichanouskiego odpowiedzieli widzowie jego bloga. W miejscu, w którym został został zatrzymany przez milicję zebrał się spontaniczny “automajdan”. Zgromadzonych rozpędziła drogówka.

Wieczorem ludzie zaczęli się też gromadzić w Grodnie, Mińsku, Homlu i Mohylewie. Milicja rozpędziła protest przed sklepem Mille w stolicy – funkcjonariusze OMONu i tajniacy zatrzymali zgromadzonych i kilku klientów sklepu.

Największa grupa protestujących zebrała się pod aresztem śledczym w Mohylewie, gdzie miał trafić Cichanouski. Przyjechało tam około stu osób, także z Mińska, Homla i Żłobina. Przyszli też mieszkańcy Mohylewa, jak Kaciaryna z mężem Alaksandrem.

– To nie może trwać tak dalej, że krajem rządzi banda, która popełnia przestępstwa na naszych oczach. Jak można milczeć, gdy odbywa się coś takiego – skarżyła się nam Kaciaryna.

Kaciaryna i Alaksandr. Widzowie bloga z Mohylewa. Zdjęcie: belsat.eu

– Zawsze oglądamy i staramy się aktywnie uczestniczyć w tym, co jest publikowane na blogu. Bo w naszym kraju traktują nas nie jak ludzi, ale jak bydło. Nasza opinia nikogo nie interesuje. Boję się, żebyśmy nie zamienili się w drugą Koreę Północną.

Na miejsce protestów milicja ściągnęła więźniarkę. Zdjęcie: belsat.eu

Milicja ściągnęła na miejsce drogówkę, OMON, tajniaków i więźniarkę. Funkcjonariusze ostrzegli demonstrantów, że wszyscy zostali nagrani, sfotografowani i odpowiedzą za nielegalne zgromadzenie. Nie doszło jednak do zatrzymań. Mimo obfitych opadów fani blogera rozeszli się dopiero w nocy.

Siarhiej Cichanouski jest przedsiębiorcą i blogerem. Na swoim kanale “Strana dla żyzni” (“Kraina do życia”) dokumentuje nadużycia władz, przejawy korupcji, niesprawiedliwe procesy sądowe i fałszerstwa wyborcze. Jest przekonany, że przez 26 lat rządów Alaksandra Łukaszenki na Białorusi nie odbyły się wolne i demokratyczne wybory, a państwo zamieniło się w dyktaturę ze skorumpowanymi i przestępczymi władzami.

Na początku roku bloger spędził miesiąc w areszcie za udział w protestach przeciwko integracji Białorusi z Rosją. Sąd w Homlu skazał go wtedy za “wymachiwanie flagą” i okrzyki “Żywie Biełaruś” (“Niech żyje Białoruś”).

Z powodu braku wolności prasy i opozycji parlamentarnej, na Białorusi coraz częściej rolę wolnych mediów i oponentów władz pełnią blogerzy. Prowadzone przez nich strony i konta w sieciach społecznościowych cieszą się dużą popularności i zaufaniem. Blogerzy są też w stanie zmobilizować swoich fanów do protestów liczniejszych, niż te zwoływane przez opozycyjnych polityków.

Wybory prezydenckie na Białorusi mają odbyć się do końca sierpnia. Przywódca państwa twierdzi, że pandemia koronawirusa nie jest ku temu przeszkodą.

Łukaszenka nie chce przekładać wyborów prezydenckich

pj/belsat.eu

Wiadomości