Zaskakujący prezent Łukaszenki dla Putina

Michał
Kacewicz
dziennikarz

Białoruski prezydent tak bardzo potrzebuje wsparcia z Rosji, że wymyślił prezent: spisek Polski i Niemiec w sprawie Nawalnego. Kreml nie bardzo wie, co zrobić z takim podarunkiem i boi się kolejnych.

Stojący na czele rosyjskiego rządu dopiero od początku tego roku premier Michaił Miszustin jest doświadczonym urzędnikiem. Mimo krótkiego stażu na drugim, po prezydencie stanowisku w Rosji, dziesięć lat zarządzania służbą podatkową nauczyło go, by ze spokojem reagować na najbardziej nawet wierutne kłamstwa i bzdury. A jednak w czasie wczorajszej rozmowy z Alaksandrem Łukaszenką w Mińsku nawet taki gracz, jak Miszustin, nie potrafił ukryć zdziwienia, a właściwie zażenowania.

Rosyjski premier przyjął rewelacje Łukaszenki o przechwyconej rozmowie „Warszawy z Berlinem” z kamienną twarzą. Zdj Puł Pierwogo

Kiedy białoruski prezydent opowiadał o zagrożeniach z jakimi walczy w swoim kraju, rzucił nagle, że jego służby podsłuchały rozmowę „natowców” między Warszawą, a Berlinem. Wynikać z niej miało, że „natowcy” (a właściwie chyba Polacy z Niemcami) uknuli spisek i sfabrykowali zatrucie Aleksieja Nawalnego substancją – gazem bojowym Nowiczok, żeby uderzyć w Rosję. Po to, by Rosja przestała pomagać jemu, Łukaszence.

Niechciany prezent

Zdziwienie na granitowej zwykle twarzy Miszustina nie powinno zaskakiwać. Dla Rosjan sprawa ujawnionego przez Niemców faktu otrucia Nawalnego jest bardzo niewygodna. Kreml, ustami swojego rzecznika już zaczął budować narrację i siać wątpliwości, że być może dowody użycia „Nowiczoka” zostały sfabrykowane na Zachodzie. To nie znaczy, że Moskwa nie chce mieć pełnej kontroli nad tą sprawą. I zapewne nie życzy sobie, by ktokolwiek próbował się w wtrącać w rosyjskie manipulacje i narzucać własną, zwłaszcza tak absurdalną teorię, jak ta, którą wypowiedział Łukaszenka. Zdziwienie Miszustina mówi, że białoruski prezydent nie uzgadniał swoich rewelacji ze stroną rosyjską. Miał okazję, bo z rosyjskim premierem rozmawiał wcześniej bez kamer, a dzień wcześniej spotkali się przecież ministrowie spraw zagranicznych Rosji i Białorusi: Siergiej Ławrow i Uładzimir Makiej.

Łukaszenka twierdzi, że jego wywiad podsłuchał rozmowę Warszawy z Berlinem

Biorąc pod uwagą stopień infiltracji i kontroli białoruskich służb specjalnych i armii przez Rosjan, tego typu rewelacja, jak przechwycona rzekomo rozmowa o Nawalnym mogła dotrzeć do Moskwy inną drogą, niż ta oficjalna. Prawdopodobnie zatem Łukaszenka zwyczajnie improwizował, chcąc się przypodobać rosyjskiemu gościowi. Jest też możliwe, że wcześniej przygotował sobie całą historyjkę, by mieć ją w zanadrzu. Można założyć, że wcześniej usłyszał zadowalające go obietnice rosyjskiego wsparcia. Zapewne warunkowe i takie, które ostatecznie będą zatwierdzone dopiero w czasie planowanego we wrześniu spotkania z Putinem. Zarówno wizyta Miszustina, jak i wcześniejsze spotkanie szefów dyplomacji były częścią przygotowań do spotkania Łukaszenki z rosyjskim prezydentem.

„Jezuici” z NATO

Białoruski prezydent oczekuje, że otrzyma z Rosji solidne wsparcie gospodarcze, oraz gwarancje bezpieczeństwa i poparcia w walce z protestującymi Białorusinami. Być może tak chciał się przypodobać jeszcze bardziej, dając Rosjanom propagandowy prezent w sprawie otrucia Nawalnego.

– Grupa specjalistów przygotowała dla administracji Merkel fakty, a może i oświadczenie, które ona zrobiła. A zrobili to po to, żeby “zniechęcić Putina do wtykania nosa w białoruskie sprawy”. Proszę zrozumieć, jak oni po jezuicku działają! – mówił prezydent Białorusi opowiadając o podsłuchanej przez wywiad wojskowy rozmowie „Warszawy i Berlina”.

Zarówno słowa o rozmowie między Polską i Niemcami, jak i zwrot „działają po jezuicku” mają odpowiednie konotacje. Określenie wywodzi się jeszcze z głębokich czasów carskich, gdzie „podstępni” przedstawiciele tego zakonu uznawani byli za szczególne zagrożenie dla prawosławia i imperium. I tak byli portretowani np. w literaturze i publicystyce.

Łukaszenka od początku powyborczych protestów usiłuje wciągnąć w nie Polskę i oskarża Warszawę o ingerowanie. Wcześniej białoruski prezydent roztaczał wizję zagrożenia ze strony NATO i zapewniał, że jego żołnierze są już przesunięci pod granice z Polską i Litwą. „Jezuickie” intrygi mają natomiast negatywny kontekst w Rosji i na Białorusi, są obciążone historycznymi stereotypami.

Wygląda więc na to, że chcąc się przypodobać Miszustinowi Łukaszenka jednocześnie chciał upiec drugą pieczeń i w obecności ważnego, rosyjskiego gościa, kolejny raz podkreślić, jak dzielnie walczy z zachodnimi (w tym polskimi) intrygami, a z Białorusi robi przedmurze „rosyjskiego świata”. To już przekaz skierowany bardziej do Białorusinów, niż do Miszustina i Putina.

Tyle, że wyskakując z niepotwierdzonymi jak na razie niczym insynuacjami w sprawie Nawalnego, Łukaszenka przedobrzył. Kiedy już spotka się z Putinem, może usłyszeć reprymendę: ty się zajmij swoją opozycją, a my swoją.

Łukaszenka: kontrolujemy granice z Litwą i Polską. Okrążyliśmy Grodno

Michał Kacewicz/belsat.eu

Redakcja może nie podzielać opinii autora.

Więcej materiałów