Zamiast defilady wojna o historię

Michał
Kacewicz
dziennikarz

Z powodu pandemii w sobotę 9 maja nie odbędzie się najważniejsze wydarzenie w polityce historycznej Putina: defilada w Moskwie. Nie znaczy to, że Kreml przystopuje ataki na Polskę i fałszowanie historii. Przeciwnie, będą coraz ostrzejsze.

Przygotowania do wielkiej batalii o pamięć historyczną Rosjanie zaczęli już w ubiegłym roku. Jeszcze przed warszawskimi obchodami wybuchu II wojny światowej rosyjskie media i politycy ruszyli na bezprecedensową kampanię dezawuowania historii wojny. Wywiadu udzielił wtedy dla Izwestii Siergiej Naryszkin, szef Służby Wywiadu Zagranicznego (SWR) i jednocześnie szef Rosyjskiego Towarzystwa Historycznego – czołowej instytucji zajmującej się propagowaniem kanonicznej, kremlowskiej wizji historii, bagatelizując obchody w Warszawie. Naryszkin, jeden z architektów rosyjskiej polityki historycznej, uznał, że świat doceni dopiero wielkie uroczystości 75 lecia zakończenia wojny w Moskwie 9 maja 2020 r.

Nie doceni. W Moskwie, w sobotę 9 maja nie odbędzie się uroczysta defilada, ani wielki zjazd zaproszonych przywódców. Władimir Putin wystąpi w telewizyjno-internetowym orędziu, ale to nie to samo, co przemówienie na Placu Czerwonym przed kolumnami czołgów, weteranami i tłumami wiwatujących Rosjan. Naryszkin się mylił. Nie znaczy to jednak, że Kreml porzuca ideę historycznego blitzkriegu. Nie, batalia, której celem jest narzucenie światu rosyjskiej (w zasadzie lekko zmodernizowanej sowieckiej) interpretacji genezy i przebiegu II wojny światowej dopiero nabiera rozpędu. Z uwagi na pandemię i kryzys przybierze inną postać. Bardziej zaczepną wobec Polski i innych państw Europy środkowej i wschodniej.

Wojna tablic i pomników

Intencje rosyjskich władz doskonale pokazują niedawne wydarzenia z Tweru. Aktywiści nacjonalistycznej organizacji NOD (Ruch Narodowo-Wyzwoleńczy) na wniosek prokuratury zdjęli ze ścian Twerskiego Państwowego Uniwersytetu Medycznego dwie tablice upamiętniające polskich oficerów, a także sowieckich obywateli straconych i zamęczonych w siedzibie NKWD, znajdującej się w kompleksie budynków uniwersytetu w latach 30 i 40-tych. Nie jest to zdarzenie incydentalne. Po atakach na np. stowarzyszenie Memoriał zajmujące się badaniem zbrodni stalinowskich, czy blokowaniu prac polskich historyków w archiwach, widać, że rosyjskie władze działają konsekwentnie.

Rosyjska państwowa TV entuzjastycznie o usunięciu tablicy katyńskiej w Twerze

Trzymają się wyznaczonego przez Władimira Putina kursu na bezkrytyczne odtworzenie kultu nieomylnego i kryształowego przywództwa ZSRR z czasów wojny. Zbrodnie NKWD, zbrodnicza rola Stalina są po prostu wymazywane. To jeden powód ataków na miejsca pamięci, takie jak to w Twerze. Inny to zwykły rewanż. W Rosji z oburzeniem przyjęto usuwanie pomników sowieckich wojskowych i symboli w Polsce, Czechach i innych państwach regionu. Po usunięciu z dzielnicy Praga 6 czeskiej stolicy, pomnika marszałka Iwana Koniewa rosyjska prokuratura wszczęła śledztwo. To wywołało dyplomatyczne spięcie na linii Czechy-Rosja. Zwłaszcza, że jednocześnie pojawiały się mrożące krew w żyłach fake-newsy jakoby rosyjskie służby wysłały do Pragi zamachowców, żeby dopadli praskiego burmistrza.

Jeszcze w ubiegłym roku komentując usuwanie sowieckich pomników Leonid Słuckij, przewodniczący komisji spraw zagranicznych dumy, czy Maria Zacharowa, rzeczniczka MSZ sugerowali, że Rosja na takie zniewagi odpowie. Wtedy na jednym wydechu rosyjscy politycy wyliczali żal o usuwanie pomników i pretensje o bazy NATO w Polsce. Stąd np. plany rosyjskiej dyplomacji, by domagać się rezolucji potępiającej Polskę za „kłamstwa historyczne” w Radzie Europy. Bo tak naprawdę w optyce Kremla batalia o pamięć historyczną i symbolikę jest swojego rodzaju wojną zastępczą o dawną strefę wpływów w Europie środkowej. Ważną dla Putina zwłaszcza w przekazie do własnych obywateli. Oni usuwają nasze pomniki, to my usuniemy ich .

Wielki Historyk

W grudniu ubiegłego roku Władimir Putin przypuścił ostry atak na Polskę. oskarżające ją o współudział w rozpętaniu II wojny światowej, oraz haniebne słowa o polskim, przedwojennym dyplomacie Józefie Lipskim. Rosyjski prezydent nazwał polskiego ambasadora kanalią i antysemicką świnią. Później emocjonalne i mało dyplomatyczne słowa o współwinie Polski płynęły z różnych ambasad rosyjskich w świecie (w tym z Warszawy), a w rosyjskich mediach programy publicystyczne ostro atakowały Polskę za zakłamywanie historii i ukrywanie polskiego antysemityzmu i współpracy z Hitlerem.

W swoim ostatnim, bardzo ważnym orędziu wygłoszonym w styczniu Putin polityce historycznej poświęcił dosłownie minutę. Słowo „Polska” w ogóle nie padło. A jednak była to minuta która zapowiada ciąg dalszy rosyjskich ataków na Polskę i Zachód w kwestii drugiej wojny światowej. Putin zadeklarował walkę o prawdę o wojnie i utworzenie kompleksu archiwów z dokumentami świadczącymi o racji rosyjskiej strony. Orędzie poświęcone było głównie tematowi sukcesji władzy i zmianom w konstytucji.

„Żałosne próby fałszowania historii”. Przywódcy państw bałtyckich wspólnie potępiają działania Kremla

Kwestię zmian w konstytucji zapewniających Putinowi sukcesję trzeba było odłożyć na później. Podobnie, jak defiladę 9 maja. Odbędzie się we wrześniu. O ile te dwa, bardzo ważne wydarzenia rosyjski prezydent musiał odłożyć, to w kwestii batalii historycznej ma nadal wolne ręce. Wierni Kremlowi publicyści i urzędnicy mogą przecież bez przeszkód atakować swoje ulubione cele: państwa które domagają się prawdy o roli Stalina w czasie wojny. Zauważyli to już przywódcy państw bałtyckich i wydali wspólne oświadczenie przestrzegające przed rosyjską narracją. Prezydenci Litwy, Łotwy i Estonii napisali we wspólnej deklaracji, że przeinaczanie historii jest niebezpieczne dla światowego porządku, u którego podstaw „legły określone reguły”.

– Zakłamywanie wydarzeń historycznych, które uwarunkowały początek II wojny światowej i powojenny podział Europy to żałosna próba sfałszowania historii i poddania pod wątpliwość podstaw światowego porządku, uwarunkowanego współczesnymi regułami – napisali Gitanas Nauseda, Egils Levits i Kersti Kaljulaid.

Ostre oświadczenie na pewno nie pozostanie bez reakcji Kremla. Rosyjska propaganda zawsze może sięgnąć do ulubionego oskarżania Litwinów, Łotyszy i Estończyków o kolaborację z Hitlerem.

Putinowi chodzi jednak o coś więcej, niż tylko reagowanie. Rosyjski prezydent rekonstruuje opartą na sowieckich kalkach rosyjską politykę historyczną. Wielbiącą geniusz Stalina i stawiającą na piedestał niepodważalne zwycięstwo Armii Czerwonej w wojnie. Dla Rosjan, Putin chce zmontować hybrydę z tej sowiecko-wojennej pamięci historycznej i swojej współczesnej, mocarstwowej polityki. To ma mu ułatwić sukcesję władzy i zachowanie jej na wiele lat. Niestety pandemia pokrzyżowała te plany. Zniweczyła centralny punkt programu: defiladę 9 maja. Pozostają ostre ataki na „niewdzięczników” z Europy.

Michał Kacewicz/belsat.eu

Inne teksty autora w Dziale „Opinie”

 

Redakcja może nie podzielać opinii autora.

Więcej materiałów