Zagadać protesty: Łukaszenka rozpoczyna dyskusję o zmianie konstytucji

Piotr
Pogorzelski
dziennikarz Biełsatu, autor podcastu Po prostu Wschód

Prezydent Alaksandr Łukaszenka mówi o reformie konstytucyjnej. Zapewnia, że poprzedzą ją długie dyskusje i omówienie w społeczeństwie. Tylko czy można mówić o uczciwej dyskusji w kraju, w którym za odmienne od oficjalnej linii poglądy można dostać pałką, stracić pracę, wylądować w więzieniu bądź zostać wydalonym. Albo wszystko na raz.

W ostatnich dniach w Mińsku Alaksandr Łukaszenka udzielił wywiadu pracownikom rosyjskich mediów. Oprócz ciepłych słów o OMON-ie i krytycznych, jeśli nie poniżających, o demonstrantach, prezydent znów mówił o zmianach w konstytucji. Wspomniał o tym, że część pełnomocnictw musi oddać innym organom władzy, ale “Rosja i Białoruś to słowiańskie państwa, gdzie potrzebny jest silny lider”. Jako negatywny przykład państwa bez lidera dał Ukrainę. Zapomniał, że jest jeszcze kilka innych słowiańskich państw, gdzie akurat demokracja funkcjonuje całkiem nieźle. W wizji Alaksandra Łukaszenki, lider kontroluje poszczególne gałęzie władzy, a także zajmuje się obroną i bezpieczeństwem. Pośrednio ma kontrolować także sądownictwo. Prezydent przyznaje, że na Białorusi nie ma partii.

– Chyba przyszedł czas mi się tym zająć – podkreślał.

Czyli w wizji białoruskiego dyktatora, to on stwarza ugrupowania. Nie rosną one od dołu, czy nawet nie są tworzone przez elitę społeczeństwa, a właśnie przez niego. Za jego zgodą, zapewne będą też powoływane koncesjonowane opozycyjne ugrupowania. Na reakcję posłusznych polityków na słowa prezydenta nie trzeba było bowiem długo czekać – Hanna Kanapackaja, która w czasie niedawnej kampanii grała rolę tzw. kandydatki niezależnej już pospieszyła z oświadczeniem, że zakłada nową partię. Z kolei prawdziwa opozycjonistka Maryja Kalesnikawa, która zapowiadała to jeszcze w zeszłym tygodniu, została porwana przez organy ścigania i przebywa w areszcie na Akreścina, oskarżona o próbę przejęcia władzy.

Kalesnikawa żąda sprawy karnej wobec funkcjonariuszy grożących jej śmiercią

Wracając do wywiadu udzielonego Rosjanom. Alaksandr Łukaszenka nie wykluczył także przedterminowych wyborów prezydenckich po przyjęciu nowej Konstytucji. Kiedy? Dokładnie nie wiadomo. Prezydent mówi: po wyborach lokalnych, a przed parlamentarnymi. Biorąc pod uwagę, że parlamentarne były jesienią 2019 roku, to teoretycznie następne powinny odbyć się najpóźniej w 2024 roku (Łukaszenka nie mówił o przedterminowych). Wcześniej ze strony władz można było usłyszeć datę wprowadzenia zmian do konstytucji: 2022 rok. Czyli szybko rezygnować z władzy Alaksandr Łukaszenka nie zamierza.

Białoruski prezydent zapewnia przy tym, że chce rozmawiać z Białorusinami na temat reformy konstytucyjnej. Tylko z kim? Łukaszenkowska wizja świata nie odbiega od radzieckiej, gdzie są kolektywy pracownicze, związki zawodowe (te od składek i sanatoriów, a nie niezależne broniące praw pracowniczych), twórcza inteligencja i organizacje społeczne, na przykład studenckie. Oczywiście wszystkie kontrolowane przez prezydenta i jego otoczenie. Być może znajdzie się tam także miejsce dla kontrolowanej przez Łukaszenkę pseudoopozycji.

Dyskusja zatem będzie odbywać się wśród zwolenników obecnego prezydenta, przy ciągłym zastraszaniu jego oponentów i aktywnej części społeczeństwa. Prezydent, jak już zapowiedział, wykorzysta do tego również fasadowy Wszechbiałoruski Zjazd Ludowy, czyli obradujące co pięć lat forum złożone ze starannie wyselekcjonowanych uczestników. Nie mówiąc już o całkowicie zdominowanych przez władze mediach tradycyjnych. Można już sobie zatem wyobrazić, jak szczera będzie rozmowa o konstytucji i kto będzie miał w niej pierwsze i ostatnie słowo.

Pozostaje jeszcze jedno kluczowe pytanie: czy Alaksandr Łukaszenka nie uzna, że po reformie konstytucyjnej nadal może być prezydentem. A może uzna, że może być nim 16-letni dziś Kola? Nie ma żadnych podstaw, aby wierzyć, że tak się nie stanie. Wręcz przeciwnie, w ponad półtoragodzinnym wywiadzie mówi co najmniej dwukrotnie, że bez niego Białoruś przestanie istnieć. A może pozostanie liderem biorącym przykład z kazaskiego kolegi?

Z tego, co napisałem, jednoznacznie wynika, że Alaksandrowi Łukaszence nie chodzi o prawdziwe reformy, a opowieści o reformie konstytucyjnej mają przede wszystkim na celu uspokojenie nastrojów społecznych. Być może część protestujących przeciwko fałszerstwom wyborczym uzna, że lepiej poczekać kilka lat niż marnować swoje życie lecząc siniaki po milicyjnych pałkach lub siedząc w areszcie. Obojętna politycznie masa z kolei będzie przekonana, że Alaksandr Łukaszenka jest rzeczywiście gotowy do otwartej rozmowy o zmianie ustawy zasadniczej. Zwolennicy prezydenta uronią łezkę, że być może chce on się wycofać z polityki, ale nie będą tracić nadziei, że tak się nie stanie.

No i najważniejszy gracz, czyli Rosja, która wszem i wobec krzyczy, że nie można ingerować w wewnętrzne sprawy Białorusi, na pewno będzie zadowolona z próby zagadania obecnych protestów i opowiadania o próbie zmian konstytucji. Już teraz płyną z Moskwy słowa wsparcia dla tego rozwiązania.

Wypowiedzi Alaksandra Łukaszenki warto czytać uważnie i czasem spojrzeć na to, co mówi z jego własnej perspektywy. Przed wyborami mówił, że opozycja przygotowuje się do “majdanu”. Okazało się, że to on głownie przygotowywał się do “majdanu” i to do kwadratu, biorąc pod uwagę skalę zaangażowania i brutalność milicji oraz oddziałów specjalnych. Teraz w wywiadzie dla rosyjskich mediów podkreślał, że “tu nie chodzi o Białoruś, a o Rosję” odnosząc się do działań Zachodu.

I trzeba tu się zgodzić, tyle że to nie Zachód ma zakusy Rosję, a sama Moskwa obawia, że upadek Alaksandra Łukaszenki w wyniku ulicznych protestów będzie złym przykładem dla zwykłych Rosjan i przyszłości Władimira Putina. Stąd zmiany w Mińsku lepiej odsunąć na niewyznaczony termin i wszystko owinąć w konstytucjonalną gadaninę. Najlepiej jeszcze wysłać swoich specjalistów od ustawy zasadniczej, którzy mają świeże doświadczenie. Szczególnie w wydłużaniu w nieskończoność kadencji obecnie rządzących. Alaksandr Łukaszenka i tak jest teraz przyparty do muru i w pełni zależny od Moskwy, więc można go usunąć w każdym momencie. Niekoniecznie teraz, żeby nie pokazać własnym obywatelom, jaką siłę może mieć ulica.

I jeszcze jedna uwaga na koniec: Rosja będzie się starała sprzedać reformę konstytucyjną na Zachodzie, aby pokazać, jak ugodowy jest Łukaszenka. Oczywiście białoruski prezydent objęty sankcjami i pod ścianą jest na pewno dla Rosji wygodny, jednak zbyt duże i ostre sankcje nałożone nie tylko na konkretne osoby, a na przykład na sektory gospodarki (co prawda na razie takich planów nie ma) sprawiają, że koszt utrzymania Białorusi dla Moskwy znacznie wzrasta. No i jednak fotografować się w czasie spotkań z kimś, kto jest na unijnej liście sankcyjnej, raczej nie wypada. Choć, jak sądzę, dla Moskwy to nie ma znaczenia.

Piotr Pogorzelski/belsat.eu

Inne teksty autora w dziale Opinie.

 

Redakcja może nie podzielać opinii autora.

Więcej materiałów