Zachwalana Armata okazała się zbyt droga dla rosyjskiej armii


Czołgi T-14 Armata na defiladzie w Moskwie.

Najnowszy czołg T-14 nie będzie masowo zamawiany przez wojsko ze względu na swój wysoki koszt. To samo dotyczy nowych pancernych pojazdów kołowych.

Moskwa zwiększyła w tym roku nakłady na zakup nowego uzbrojenia dla wojsk lądowych. Widocznie jednak pieniędzy na nowe, oryginalne konstrukcje nie było tak wiele, jak się spodziewano. O tym, że sztandarowe modele nowego sprzętu są za drogie, wypowiedział się rosyjski wicepremier Jurij Borysow, kontrolujący w rządzie kwestie rozwoju kompleksu wojskowo-przemysłowego.

– No i po co zapychać Armatami całe siły zbrojne? U nas T-72 cieszy się ogromnym popytem na rynku, biorą go wszyscy. W porównaniu z Abramsami, Leclercami i Leopardami znacznie je przewyższa – pod względem kosztów, efektywności i jakości – oznajmił wicepremier.

Dodał też, że taka sytuacja jest z Bumerangiem, czyli kołową platformą bojową. Rosyjską armię zamierzano uzbroić na jej bazie w nowe transportery opancerzone, bojowe wozy piechoty i inny sprzęt o specjalnym przeznaczeniu.

– Nie mamy na to szczególnego zapotrzebowania. Te modele są dość drogie w porównaniu z obecnymi – stwierdził Borysow.

Jego zdaniem lepiej wydawać pieniądze na modernizację starych wzorów uzbrojenia.

Czytajcie również:

Słowa te stały się powodem do mnóstwa plotek. Według jednej z wersji rezygnacja z masowego zakupu Armat wynika z faktu, że czołgi są pełne niedoróbek będących skutkiem wdrożenia nowatorskiej konstrukcji. Tak wyjaśnia to np. portal wiadomości wojskowych Warspot.

Zgodnie z początkowymi planami kilka pierwszych czołgów T-14 Armata miało trafić do jednostek wojskowych jeszcze w tym roku – w ramach eksploatacji testowej. Trudno powiedzieć, czy również wyniki tych testów już wpłynęły na decyzję o ograniczeniu zakupów. Jednak ten etap najprawdopodobniej musi ujawnić dziesiątki, jeśli nie setki słabych miejsc nowego sprzętu. Jeszcze więcej wyjdzie na jaw później, gdy za sterami pojazdu zasiądą żołnierze o niezbyt wysokich kwalifikacjach.

Wcześniej ogłaszano też, że do 2020 roku armia dostanie 2300 czołgów Armata. Ostatnio uściślono jednak, że w 2020 r. wejdą one do seryjnej produkcji. Ale dopiero zeszłą jesienią pojawiły się informacje, że przeprowadzono testy działa, czyli głównej broni tego czołgu. O nowych pociskach do niego nie wiadomo nic do dziś.

Najnowszy rosyjski czołg Т-72B3, zdobyty przez armię ukraińską w sierpniu 2014 r. andrei-bt.livejournal.com.

Prawdopodobnie więc jeszcze przez długie lata rosyjska armia będzie używać przede wszystkim nowe modyfikacje obecnych czołgów T-72. A jednocześnie kilkakrotnie zwiększy się ich ilość w zgrupowaniach desantowo-szturmowych. Kompanie pancerne zostaną przeformowane w bataliony. To musi na razie wystarczyć.

Czytajcie również:

Na korzyść wprowadzenia Armat nie przemawia bowiem też fakt, że zgodnie z oczekiwaniami rosyjski program zakupów broni na lata 2018-2025 zostanie ograniczony do 17 trylionów rubli, czyli ok 300 mld dolarów. To prawie o połowę mniej, niż zakładano w roku 2014, kiedy już pracowano nad T-14, ale jeszcze nie demonstrowano go publicznie.

Alaksandr Hiełahajeu, cez/belsat.eu

Zobacz też
Komentarze