Zabójstwo Szeremieta nadal niewyjaśnione

Cztery lata po zabójstwie w Kijowie dziennikarza Pawła Szeremieta sprawa nadal nie została rozwiązana. I choć jest już troje zatrzymanych, a dokumenty sprawy trafiły do sądu, to nadal działania ukraińskich organów ścigania dają więcej pytań niż odpowiedzi.

Do zamachu na Pawła Szeremietę doszło rano 20 lipca 2016 roku w samym centrum Kijowa. Zdalnie uruchomiono ładunek wybuchowy podłożono wcześniej pod samochodem pochodzącego z Białorusi dziennikarza. Przez kilka lat nie wiadomo było, kto stoi za tym zamachem. W czasie głośnej konferencji, z udziałem prezydenta Wołodymyra Zełenskiego, w grudniu zeszłego roku, policja i prokuratura oświadczyły, że znają wykonawców tej zbrodni. Minister spraw wewnętrznych Arsen Awakow ogłosił swój sukces. Mało kto uwierzył jednak, że sprawę rozwiązano.

Zatrzymano muzyka Andrija “Riffmastera” Antonenkę, chirurg dziecięcą Julię Kuzmenko i pielęgniarkę Janę Duhar. Wszyscy są związani są ze środowiskiem wolontariuszy pomagających żołnierzom na froncie. Początkowo śledczy twierdzili, że zabójcy kierowali się “skrajnie nacjonalistycznymi poglądami”. Pół roku po głośnej konferencji zostali już tylko “wykonawcami”, a zleceniodawcy pozostali nieznani. Zamach miał jakoby doprowadzić do “wielkich akcji protestu”.

W tej sprawie jest wiele niejasności. Trudno uwierzyć, że osoba o ugruntowanej pozycji społecznej, jak lekarka pracująca w najlepszym stołecznym szpitalu dziecięcym, ma przygotowywać zamach na dziennikarza białoruskiego pochodzenia. Jakie miałaby mieć motywy? To samo pytanie pojawia się w przypadku dwójki pozostałych zatrzymanych.

Dowody z kolei opierają się, na przykład, na analizie sposobu poruszania się oskarżonych, a także analizie aktywności w sieci ich smartfonów oraz podsłuchanych rozmowach, gdzie zresztą nie ma explicite mowy o Pawle Szeremiecie.

Część zarzutów, które były wymieniane na początku, zniknęła. Na przykład, podejrzany miał być majątek Julii Kuzmenko.

Z kolei Jana Duhar ma alibi – gdy miała przygotowywać zamach, pracowała w szpitalu wojskowym.

Pomnik Pawła Szeremieta odsłonięty w 4. rocznicę zamachu w Kijowie, zdj.: Serg Glovny / Zuma Press / Forum

Paweł Szeremiet był doświadczonym dziennikarzem, ale na Ukrainie nie należał do gwiazd mediów. Było też wielu innych dziennikarzy śledczych, którzy mogli się komuś narazić publikując przełomowe artykuły. Znacznie bardziej przełomowe od tego, co pisał Paweł Szeremiet. Czy zatem jego zabójstwo mogło zdestabilizować sytuację? Czy ktoś na to mógł liczyć? To jest mocno wątpliwe.

Ukraińska policja od dawna miała i ma tradycję “wieszania” różnych przestępstw, czy zbrodni, na przypadkowych ludzi. Dzięki temu można się pochwalić dobrą statystyką. Robi się to od poziomu drobnych złodziejaszków do wyższych rangą urzędników państwowych. Wydaje się, że teraz nie chodzi o dobrą statystykę, a raczej o to, aby na stanowisku utrzymał się minister spraw wewnętrznych Arsen Awakow. Grudniowa konferencja przypadła akurat w momencie, gdy upływał nadany przez prezydenta szefowi MSW półroczny “okres próbny”. Zmiana oskarżenia, kolejne pół roku później.

W dodatku wpisuje się to w podjętą przez Arsena Awakowa walkę z wolontariuszami i próbami kontrolowania przez tego polityka skrajnie prawicowej części ukraińskiej sceny politycznej. Dla władz w Kijowie na pewno lepsze są Narodowe Brygady, czy podobne organizacje powiązane z organami ścigania, niż oddolna aktywność społeczna, którą trudno utrzymać w ryzach. Są to często te osoby, których aktywny sprzeciw uniemożliwia podejmowanie decyzji uznanych przez dużą część Ukraińców za zdradę stanu.

Tymczasem dziś, w kolejną rocznicę zabójstwa, prezydent Wołodymyr Zełenski powiedział, że obowiązkiem państwa ukraińskiego jest znalezienie zabójców i zleceniodawców.

– Ta zbrodnia to hańba dla Ukrainy – podkreślił.

Na początku lipca śledztwo zostało zakończone i sprawa została przekazana do sądu. Trudno uwierzyć, że proces będzie uczciwy, ponieważ dotąd na Ukrainie nie przeprowadzono reformy sądownictwa. 20 maja w czasie konferencji prasowej prezydent Wołodymyr Zełenski powiedział, że jeśli okaże się, że w areszcie siedzą niewinni, to polecą głowy winnych. Czy dotkną one niezmiennego ministra spraw wewnętrznych Arsena Awakowa, można mieć wątpliwości.

Arsen Awakow pomaga w czasie powodzi, zdj.: FB szefa MSW Ukrainy

Swoje stanowisko zajmuje on od lutego 2014 roku i raczej nie ma zamiaru sam rezygnować, a jego pozycja na lokalnym rynku politycznym jest tak silna, że szef państwa cały czas boi się go odwołać. W ciągu 6 lat stał się samodzielnym graczem, który w dodatku może liczyć na wsparcie części oligarchów. Kontroluje on nie tylko część wspomnianych wyżej paramilitarnych organizacji nacjonalistycznych, ale też policję, Gwardię Narodową, Służbę Graniczną i inne. Razem to około dwieście tysięcy ludzi.

Piotr Pogorzelski

Dziennikarz Biełsat po polsku i podcastu Po prostu Wschód.

Wiadomości