Za niedzielnymi wyborami w Rosji kryje się słabość Kremla


Wybory w Rosji Putina były dotąd rytuałem i fasadą. Tym razem przyniosą niespodzianki, tyle że widoczne później. Źródło: er.ru

Formalnie to całkowicie nieistotne wybory. W rzeczywistości najważniejsze w historii współczesnej Rosji, bo pokazały erozję władzy.

W niedzielę wybierała nie tylko Moskwa. W 85 regionach Rosji odbywało się ponad 5 tysięcy wyborów różnego szczebla: od najmniejszych rad dzielnic, po parlamenty regionów. W 16 regionach przebiegały wybory „głów” krajów, czy republik, a w 4 okręgach nawet uzupełniające wybory do Dumy Państwowej (niższej izby rosyjskiego parlamentu).

Dla władzy, która przynajmniej pokazowo trzyma się litery demokracji i lubi formalizować swój autorytaryzm, wybory mają duże znaczenie. Pełnią nie tylko rolę fasadową, ale są też testem nastrojów społecznych i służą do przewietrzania administracji i wymiany lokalnych elit.

Moskwa: wybory poprzedzone protestami

Ryzyko wyborcze

Tym razem jednak nastroje społeczne są złe. A władza nie wszystko kontroluje. Tymczasem niedzielne wybory były ważnym testem przed wyborami do Dumy w 2021 r., a przede wszystkim przed godziną „0”, czyli końcem obecnej kadencji Władimira Putina w 2024 r.

To niby odległa perspektywa, ale ważne są tendencje. Opozycja nabiera wiatru w żagle i staje się zauważalna, mimo blokady informacyjnej, represji i propagandy w telewizji. Dorasta młode pokolenie i Putin powoli przegrywa walkę o jego rząd dusz.

Sondaż: Rosjanom bardziej podoba się władza czasów Breżniewa od obecnej

W niedzielnych wyborach władza zapewne wygra (choć mogą być niespodzianki, wynikające z ułomności kontroli nad procesem wyborczym), ale to opozycja i niezadowoleni z rzeczywistości Rosjanie nabierają siły. A władza pokazuje, że nie ma nowych pomysłów na utrzymanie władzy. Stare patenty, czyli przemoc, na razie się sprawdzają i uspokajają Kreml w błogim poczuciu, że wszystko jest pod kontrolą.

Kiedy na początku czerwca moskiewska policja zatrzymała dziennikarza Iwana Gołunowa pod zarzutem posiadania narkotyków. mało kto się spodziewał, że to będzie punkt zwrotny. Gołunow był niewinny, a policjanci podrzucili mu narkotyki. Niby zwykła sprawa i normalna praktyka policji.

Kryzys u “czekistów”, czyli jak Gołunow obnażył słabość Putina

A jednak tym razem wybuchły masowe protesty, a władza cofnęła się. Nie tylko wypuściła Gołunowa, ale i przez policję przetoczyły się czystki i oskarżenia o nadużycia. To był jednak moment, w którym opozycja zrozumiała, jak duży jest potencjał protestu i poczucie niesprawiedliwości wśród Rosjan. Przynajmniej tych w Moskwie i tych, którzy interesują się wydarzeniami w kraju.

Dlatego, kiedy w lipcu moskiewskie władze nie dopuściły kandydatów opozycji do wyborów samorządowych w stolicy, na ulice wyszły tysiące rozgoryczonych Rosjan. Co sobotę przez stolicę przelewały się kolejne fale manifestacji. Największych od czasu protestów na Placu Błotnym w 2012 r.

Władza początkowo przyjęła standardową taktykę: demonstracje rozbić za pomocą policji, zastosować przemoc, by wystraszyć zwykłych Rosjan, a liderów opozycji odizolować prewencyjnymi aresztami. Do tego koktajl propagandowy w telewizji przedstawiający opozycję, jako agentów Zachodu i gra na czas. Tylko, że tym razem się nie udało. Potencjał protestu wcale nie opadł.

Wybory w Rosji: Putin oddał głos na „dobrego i porządnego człowieka”

 

Liberałów łańcuchami

Według sondażu Centrum Jurija Lewady z 3 września aż 60 proc. Rosjan słyszało o protestach w Moskwie. Aż 16 proc. Rosjan uważnie śledzi przebieg walki opozycji o wolne wybory. Blokada informacyjna w centralnych mediach i nagonka na opozycję nie pomogły. Choć uspokajające jest dla władzy, ze 55 proc. Rosjan czerpie wiedzę o protestach mimo wszystko z ekranów telewizora. Podział sympatii wobec protestów na razie rozkłada się. Połowa Rosjan jest obojętna, 25 proc. jest nastawiona negatywnie, a 23 proc. pozytywnie. Co ważne, wśród popierających bunt przeważa młodzież.

Chcąc ratować pozycje wśród chłonącej informacje i poglądy z internetu młodzieży władza sięgnęła po memy i ośmieszające opozycję filmiki na YouTube. Mimo ogromnych wysiłków propagandy w telewizji i internecie, by powiązać protesty z intrygami z zagranicy, zaledwie 25 proc. wierzy, że protesty są sprawką Zachodu.

Młodzi Rosjanie popierają Putina, ale nie wierzą, że będzie lepiej i chcą emigrować

Jeszcze gorzej dla władzy brzmi deklaracja 20 proc. Rosjan – są gotowi brać udział w akcjach protestu. I nawet jeśli ten sondaż nie jest całkiem precyzyjny, to tendencje społeczne są dla Kremla bardzo złe. Narasta frustracja. Władimir Putin póki co jest przekonany, że panuje nad sytuacją. Ma potężne zasoby, by kontrolować ulicę i blokować opozycję.

Stare metody?

Do moskiewskich protestów władza podeszła tak, jakby miała gotowy, rozrysowany plan na spychanie opozycji do niszy ulicznych zadymiarzy. Już na początku protestów zatrzymany był lider Aleksiej Nawalny. Popularną medialnie kandydatkę opozycji Lubow Sobol pozostawiono na wolności, choć była wielokrotnie zatrzymywana i gnębiona grzywnami (w sumie uzbierała dotąd ok. 1,5 miliona rubli kar – ponad 90 tys. zł).

Wobec protestów stosowano dawkowanie przemocy. Pierwsze, duże manifestacje 21 lipca były brutalnie rozbite, zatrzymano setki osób. W sierpniu raz pozwalano na demonstracje, a w inne soboty były pacyfikowane. Np. w ostatnią sobotę protestujący w miarę spokojnie przeszli się po centrum Moskwy. Tyle, że było ich zaledwie kilkuset.

Taktyka władzy na przeczekanie, połączona z dawkowaniem represji, przyniosła efekty. Swoje zrobiły pokazowe procesy „groźnych zadymiarzy”, czyli uczestników pierwszych protestów oskarżonych o ataki na policjantów. Jeden rzucił koszem na śmieci, inny dotknął policyjnego kasku. Dostali po 3,5 i 3 lata kolonii karnej. Wyroków skazujących na bezwzględne kary pozbawienia wolności za udział w protestach zapadło już siedem. Niezwykle surowe wyroki miały odstraszać od udziału w manifestacjach.

Moskwa: aktywista pójdzie do więzienia za udział w demonstracjach

Dodatkowo władza przygotowuje się do frontalnej rozprawy z opozycją po wyborach. 5 września odbyły się kolejne przeszukania w Fundacji Walki z Korupcją Aleksieja Nawalnego w Moskwie. Policja wyniosła dyski twarde i dokumenty. Wczoraj przeszukano sztab Nawalnego w Petersburgu. Widać, że przygotowywana jest duża sprawa z korupcją, albo nadużyciami finansowymi w tle. Czołowi opozycjoniści na długo mogą zniknąć z życia publicznego. Nie znikną jednak złe nastroje i rosnące przekonanie Rosjan, że ta władza może im już coraz mniej zaoferować.

W biurze Nawalnego w Moskwie po przeszukaniu została butelka wódki

Michał Kacewicz/belsat.eu

Zobacz też
Komentarze