Wypełniając pustkę. Rosja i jej sąsiedzi w poszukiwaniu „nowego” dziedzictwa

Antoni
Styrczula

Pod koniec ostatniej dekady XX wieku byłem kilkakrotnie w Rosji i na Białorusi. Służbowo – w tym kilka razy w oficjalnych delegacjach państwowych. Oba państwa jakby „nie zauważyły” upadku ZSRR w 1991 roku.

Przypominały one skacowanego człowieka, który dopiero co się obudził po wielodniowej libacji i zobaczył wokół siebie puste butelki po wódce, resztki jedzenia i pogrążonych w pijackim zamroczeniu współbiesiadników; poczuł gryzący zapach papierosowego dymu oraz potu. Woń biedy i beznadziei.

Była jednak jedna między nimi różnica. Rosja za Borysa Jelcyna nie miała jednoczącej, historycznej narracji, która pozwoliłaby się Rosjanom uporać ze spuścizną po sowieckiej historii. Alaksandr Łukaszenka, który w 1994 roku został prezydentem, zafundował swoim rodakom powrót do przeszłości – wersję sowieckiej władzy z lat siedemdziesiątych, kładąc nacisk na sowieckie symbole państwowe, związki z Moskwą i ograniczenie wolności politycznej oraz praw obywatelskich.

https://belsat.eu/pl/news/zrozumcie-i-nas-jak-bialoruski-prezydent-tlumaczyl-polskiemu-swoj-pociag-do-rosji/

Dziedzictwo potrzebne od zaraz

Ernest Renan stwierdził w 1882 roku, że przeżywane wspólne chwile, czy to cierpienia czy chwały, są znacznie ważniejsze dla zakorzenienia się pojęcia narodu i jego konsolidacji, niż posterunki celne i pilnie strzeżone granice. Dlatego większość przywódców w różnych krajach, mierząc się z kryzysem państwa, anarchią i rozpadem narodowej tożsamości, odwołuje się do takich momentów w historii, które mogą być mitem założycielskim nowego społeczeństwa. Francuzi mieli swoje zburzenie Bastylii i Wielką Rewolucję, Amerykanie – „herbatkę w Bostonie”, Polacy – Bitwę Warszawską oraz pogrom bolszewików w 1920 roku.

Z wyjątkiem Rosji właśnie, podobnie było po rozpadzie ZSRR we wszystkich czternastu byłych republikach sowieckiego imperium. Wszystkie one musiały się jakoś uporać z komunistyczną bańką, która nagle pękła i trzeba było tę pustkę wypełnić, by zbudować narodową tożsamość wokół nowych symboli i haseł.

Bałtycka droga i azjatycki szlak

Kraje bałtyckie, którym sowieci odebrali niepodległość dopiero w 1940 roku i w których większość społeczeństwa zawsze była wrogo nastawiona do rosyjskiego okupanta, poradziły sobie z tym najlepiej. Przeprowadziły dekomunizację i desowietyzację. Już na samym starcie, jako suwerenne państwa, opowiedziały się za członkostwem w NATO i Unii Europejskiej. Stworzono nowe muzea, w których okupację sowiecką przyrównywano do nazistowskiej.

„Żałosne próby fałszowania historii”. Przywódcy państw bałtyckich wspólnie potępiają działania Kremla

W nowych, etnicznych państwach Azji Środkowej, byłe partie komunistyczne w jeden dzień dokonały metamorfozy. Przekształciły się w partie ludowe i demokratyczne w nazwie., odwołując się do tłamszonego przez lata przez Moskwę nacjonalizmu. Starzy, skorumpowani „gensecy” zostawali prezydentami niepodległych już państw, budując, rok po roku, swój kult przypominający ten stalinowski. Ich wizerunki, stetryczałych autokratów, przez długie lata zapełniały przestrzeń publiczną, by budzić „miłość” narodu. Komunistyczną zaś spuściznę usunięto dyskretnie – bez demonizowania jej, ale też i bez nostalgii.

Kazachstan: od rosyjskiego protektoratu do autorytarnej niepodległości

Z wizytą w upadłym mocarstwie

Z wizyty w Rosji w 1996 roku, kiedy towarzyszyłem prezydentowi Aleksandrowi Kwaśniewskiemu jako jego rzecznik prasowy, szczególnie mocno zapamiętałem jeden moment: pijanego prezydenta Jelcyna podczas oficjalnej kolacji wydanej na cześć swego gościa śpiewającego „Szła dzieweczka do laseczka”.

Jak wierzyć Kremlowi, czyli Rosja na imperialnym kursie

Z prywatnych rozmów z rosyjskimi politykami prowadzonych przy gruzińskim koniaku i cygarach zapamiętałem, że żaden z nich nie wiedział, jakim państwem ta nowa Rosja ma być. Wszyscy jeszcze przeżywali traumę z powodu zakończenia trwającego siedemdziesiąt cztery lata sowieckiego eksperymentu. Oni ZSRR traktowali jak swoją ojczyznę, która w jeden dzień się ulotniła. Wraz z nią odeszła potęga supermocarstwa. Każdego dnia przekonywali się na własnej skórze, że Rosji już nikt na świecie tak nie traktował.

Kryzys w przededniu tysiąclecia

Do tego dochodziły problemy wewnętrzne. Gigantyczne korupcja i grabież państwowego majątku przyniosły zapaść gospodarki, co z kolei doprowadziło do ogromnego deficytu budżetowego państwa. Nowa Rosja była bankrutem. Nie miała pieniędzy na wypłaty wynagrodzeń, rent i emerytur, na utrzymanie armii itd. Rosyjskie społeczeństwo znajdowało się w stanie chaosu. W sklepach brakowało towaru, a większość ludzi żyła w biedzie.

W przeddzień nowego tysiąclecia Jelcyn ogłosił, że ustępuje ze stanowiska. Pozostawił kraj w stanie skrajnej nędzy, a narodowy majątek w rękach kilku chciwych oligarchów. Na swego następcę wyznaczył byłego podpułkownika KGB, Władimira Putina.

Putin: dwie dekady na Kremlu

Nowa Rosja Putina

Putin zdawał sobie sprawę, że bieda i podziały społeczne wśród Rosjan były symptomem znacznie poważniejszej choroby – upadku państwa. Zaraz po objęciu władzy napisał obszerny artykuł, w którym skupił się przede wszystkim na stanie rosyjskiego państwa oraz określił wyzwania stojące przed Rosją.

– Po raz pierwszy w ciągu ostatnich, dwustu, trzystu lat, Rosja stoi w obliczu zagrożenia, że zostanie zdegradowana do drugiej albo nawet trzeciej kategorii światowych mocarstw” i trzeba temu za wszelka cenę zapobiec – pisał. – Rosja musi się odrodzić jako mocarstwo „pierwszej kategorii”.

W przemówieniu inauguracyjnym 7 maja 2000 roku powiedział, jak rozumie swoją misję:

– Uważam, że moim świętym obowiązkiem jest zjednoczyć naród rosyjski wokół jasno sprecyzowanych zadań i dążeń i w każdej minucie pamiętać o tym, że jesteśmy jednym krajem i jednym narodem.

Batalia historyczna Putina: front i ideologiczny podbój terytorium

Wojenna narracja Kremla

Tym wydarzeniem, które miało skonsolidować Rosjan, było zwycięstwo ZSRR nad nazistowskimi Niemcami w 1945 roku; pokazać, zwłaszcza młodemu pokoleniu, ze można wygrać nawet mimo przeciwności. Czarn-biała legenda o zwycięskim ZSRR miała też stanowić podwaliny nowej, imperialnej polityki zagranicznej Rosji. Kto się z nią zgadzał, był sojusznikiem i przyjacielem; kto oponował – wrogiem.

Zgodnie z logiką Putina berlińskie zwycięstwo stanowi fundament współczesnej Rosji. W związku z tym każdy, kto próbuje podważyć bądź osłabić tę wojenną narrację, podważa również autorytet samej Rosji. Odnosi się to zwłaszcza do innych narodów i państw, które mają bardzo krytyczny stosunek do „wyzwolenia” przez ZSRR. Przed wszystkim ze względu na pakt Ribbentrop – Mołotow oraz sowiecką dominację we wschodniej części Europy po zakończeniu wojny.

Putin gra historią przeciw Polsce

Ze wstążką św. Jerzego

Cel tych działań jest – według Putina – oczywisty. Chodzi o osłabienie potęgi Rosji i jej moralnego autorytetu wraz ze wszystkimi wynikającymi z tego międzynarodowymi, prawnymi konsekwencjami. A do tego Putin, tak długo jak będzie prezydentem, nie dopuści.

W 2005 roku, w przeddzień Dnia Zwycięstwa obchodzonego w Rosji 9 maja, państwowa agencja upowszechniła czarno-pomarańczowe wstążki św. Jerzego jako symbol tamtego zwycięstwa. Te same wstążki zdobiły rosyjskie czołgi wkraczające w 2008 roku do Gruzji oraz mundury żołnierzy, a także można było je zauważyć na mundurach „zielonych ludzików” na Krymie i separatystów w Donbasie.

Tak oto wizja powrotu do supermocarstwowej ekstraklasy zmaterializowała się w sposób, jaki Rosja stosowała od dawna: w podboju i aneksji. Putin nie zna po prostu innego, a nawet, jeśli zna, to inne środki uznaje za połowiczne lub zbyt „miękkie”. Siła. To ma być jedyne oblicze Rosji, którą Putin wskrzesił.

https://belsat.eu/pl/news/wstazeczka-sw-jerzego-coraz-bardziej-niepozadana/

Imperialne gry Moskwy

W narracji Putina pojawiały się różne elementy. Raz jest to powrót do „tradycyjnych wartości”. W 2000 roku mówił nawet o przystąpieniu Rosji do NATO. Innym razem, że Rosja będzie „eurazjatycką potęgą” – pomostem między Wchodem a Zachodem.

Nie należy do tych deklaracji przywiązywać większej wagi. Są one częściami przemyślanej strategii, mającej jeden cel: przywrócenie Rosji na arenie międzynarodowej należytego miejsca, które utraciła po upadku ZSRR. Zachód często o tym zapomina i naiwnie wierzy w dobre intencje lokatora Kremla, deklarującego chęć porozumienia i współpracy. To tylko i wyłącznie gra. Cel tej gry dla Putina jest jasny – odzyskanie przez Rosję statusu imperium pierwszej kategorii.

Jeśli Zachód wycofa swoje sankcje, które nałożył na Rosję po aneksji Krymu, to znaczy, że tej gry nie przejrzał. Jeśli je utrzyma, co moim zdaniem powinien zrobić, to Putin będzie otwierał kolejne pola konfliktów. Pytanie w tym wariancie brzmi zatem – kiedy to nastąpi i gdzie. Bo pytanie „czy?” jest bezprzedmiotowe.

Antoni Styrczula dla belsat.eu

Więcej tekstów autora w dziale Opinie.

Redakcja może nie podzielać opinii autora.

Więcej materiałów