Przeciek kontrolowany? Dlaczego teraz wypłynęły nagrania dotyczące śmierci Pawła Szeremieta

Michał
Kacewicz
dziennikarz

Ujawniane nagrania dowodzą, że Łukaszenka planował zabójstwa swoich przeciwników w Europie. Sensacyjne taśmy nieprzypadkowo wypłynęły właśnie teraz: są przesłaniem dla ludzi białoruskich struktur siłowych.

Według opublikowanego przez EUobserver nagrania z kwietnia 2012 r. ówczesny szef białoruskiego KGB Wadzim Zajcau zlecał zabójstwa oponentów Alaksandra Łukaszenki. Na taśmie generał mówi wprost: prezydent czeka na te operacje. „Operacjami” miało być zamordowanie byłego dyrektora więzienia w Mińsku Aleha Ałkajewa, byłego dowódcy wojsk specjalnych Uładzimira Baradacza oraz funkcjonariusza MSW zajmującego się walką z korupcją Wiaczasłau Dudkina.

Generał Wadzim Zajcau

Dwaj pierwsi ujawnili już kilkanaście lat temu szczegóły popełnianych w latach 90. zabójstw politycznych. Wtedy ofiarami „komanda śmierci” mieli paść m.in. były minister spraw wewnętrznych Juryj Zacharenka i były szef CKW Wiktar Hanczar. Zajcew mówi jednak i o innej postaci: Pawle Szeremiecie, opozycyjnym dziennikarzu, który przebywał wówczas w Rosji.

21 lat temu przepadli przeciwnicy Łukaszenki

Na nagraniach kagiebista sugeruje, że o ile trzech przebywających na Zachodzie (w Niemczech) byłych funkcjonariuszy, należy „załatwić” po cichu, żeby nie było białoruskiego śladu, to Szeremiet powinien odejść z hukiem. Tak, żeby wszyscy wiedzieli, że to zemsta KGB za szkodzenie Łukaszence. Cztery lata później Szeremiet rzeczywiście zginął w zamachu bombowym w Kijowie.

Nie są to pierwsze sygnały, że reżim Łukaszenki planował i przeprowadzał operacje fizycznej eliminacji swoich oponentów. Nawet poza granicami Białorusi. O tym, że KGB prowadzi takie operacje mówiło się od dawna.

Nikt nie ma chyba wątpliwości, że władze z Mińska są zdolne do sięgania po takie środki. Jednak nagranie wypłynęło w szczególnym momencie i będzie miało wpływ na politykę Zachodu wobec Mińska. A także na wewnętrzną politykę Ukrainy.

Także na ruchy, jakie mogą wystąpić na białoruskiej scenie politycznej. Wiadomo, że Rosja zamierza zachować kluczowe aktywa na Białorusi i potrzebuje do tego siły politycznej (co potwierdzają przecieki o budowaniu prorosyjskiej partii), a także sojuszu z częścią nomenklatury i ludzi służb. Przeciek może być zatem próbą podzielenia służb i skompromitowania starej, lojalnej wobec Łukaszenki kadry oficerskiej.

EUObserver: Łukaszenka miał przeznaczyć 1,5 mln dolarów na zabójstwa polityczne

Uciekinier ze specnazu

Brukselski portal EUobserver dostał zapis rozmowy Zajcawa od Ihara Makara. To były porucznik Ałmazu, jednostki antyterrorystycznej białoruskiego MSW. Przed wyborami prezydenckimi w 2006 r. Makar odszedł z Ałmazu i zaczął działać w sztabie opozycyjnego kandydata Alaksandra Kazulina. W późniejszych wywiadach twierdził, że Kazulin wydawał mu się porządnym człowiekiem i chciał mu pomóc.

W sztabie był szefem ochrony opozycjonisty. Niedługo przed wyborami do byłego już specnazowca zwracają się Mikałaj Karpienkau, dowódca Ałmazu (ten sam, który w czasie tegorocznych sierpniowych protestów w Mińsku zhańbił się udziałem i dowodzeniem szczególnie brutalnymi pacyfikacjami), a za jego pośrednictwem ówczesny minister spraw wewnętrznych Uładzimir Naumau. Chcą, żeby szpiegował dla nich Kazulina, informował co się dzieje w sztabie konkurenta Łukaszenki.

Makar odmówił. I nagrał rozmowy z propozycjami. Potem dowiedział się o groźbach, a nawet planie jego fizycznej likwidacji. Za namową Kazulina wyjechał z kraju, ale wcześniej, na spotkaniu z dyplomatami kilku państw UE, (m.in. Polski) pokazał nagrania rozmów z Naumowem. Później w kolejnych wywiadach Makar twierdził, że miał też liczne materiały ujawniające patologię w białoruskich jednostkach specjalnych.

Szpiegomania Łukaszenki, czyli nowa „afera” z Polską w tle

Przez ostatnie czternaście lat Makar mieszka na Zachodzie. Od czasu do czasu daje o sobie znać w jakimś wywiadzie. Co może oznaczać tyle, że nie został jakimś wyjątkowo cennym źródłem informacji dla zachodnich służb specjalnych i sam o sobie próbuje czasem przypomnieć. W jego opowieściach jest sporo nieścisłości, własnych nadinterpretacji.

Nawet w zastoju łukaszenkowskiego reżimu kilkanaście lat to cała epoka. W tym czasie w kolejnych czystkach w MSW czy KGB były liczne roszady personalne i sporo się zmieniło. Mimo to Makar twierdzi, że jest doskonale poinformowany, co się dzieje w Mińsku. W listopadzie ubiegłego roku w dużym wywiadzie dla radia Swoboda opowiedział o technice pacyfikacji protestów i opisał np. szczegóły zastrzelenia Alaksandra Tarajkowskiego w czasie sierpniowych protestów. Jego zdaniem zrobił to funkcjonariusz Ałmazu. W tym wywiadzie nie zająknął się ani razu o posiadanych materiałach z podsłuchu z KGB. Tymczasem we wczorajszym oświadczeniu Makar mówi, że nagranie rozmowy generała Zajcawa miał od 2012 r.

To zastanawiające, jak były funkcjonariusz jednostki MSW wszedł w posiadanie nagrań z KGB, skoro wiadomo, że obie struktury nie tylko nie darzą się wzajemnie szczególnym zaufaniem, jak i tworzą oddzielne koterie towarzyskie, a zbiegły na Zachód oficer z pewnością był objęty infamią na Białorusi i traktowany jak zdrajca. Można jednak założyć, że udzielający się w niewielkiej diasporze byłych oficerów na Zachodzie Makar był w środowisku eks-mundurowych znany (nad czym pilnie pracował pokazując się w mediach) i traktowany jak ktoś, kto ma kontakty z zachodnimi służbami i politykami. Makar twierdzi, że nagrania sprzed ośmiu lat przekazał dawno zachodnim (m.in. amerykańskim służbom specjalnym). Powiedział również, że jest gotów zeznawać przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka i ukraińską prokuraturą.

Czemu teraz?

Dlaczego materiały kompromitujące Łukaszenkę i KGB wypływają po pięciu miesiącach brutalnie tłumionych protestów, po czterech latach o zabójstwa Pawła Szeremieta i roku kontrowersyjnego na Ukrainie śledztwa i przygotowań do procesu trójki jego rzekomych zabójców? Być może dlatego, że widać duże zniecierpliwienie Moskwy tym, że Łukaszenka gra na czas lub nie potrafi całkiem spacyfikować protestów.

Kreml chciałby już „odpalić” projekt reformy konstytucyjnej, zbudować prorosyjską siłę polityczną i utrzymać kontrolę nad Białorusią, stopniowo osłabiając i redukując władzę Łukaszenki. Ale do tego potrzebuje wsparcia białoruskich „elit”: nomenklatury i struktur siłowych. Potrzebuje przetasowania w tych strukturach. taśmy uderzają w Zajcawa, ale i całe konkretne i powiązane z nim środowisko.

Nie jest przecież żadną tajemnicą, że obecny szef KGB, Iwan Tertel, zrobił karierę za czasów rządów „bohatera” taśm, Zajcawa. Był jego zastępcą ds. przestępstw gospodarczych, a zatem na bardzo newralgicznym odcinku. I to za Zajcawa dostał pierwszą, generalską gwiazdkę.

Scenariusze generała Tertela, czyli straszyć trzeba umieć

Inną odpowiedzią na pytanie czemu teraz, może być sprawa Szeremieta na Ukrainie. Ukraińskie służby i policja twierdzą, że materiały z rozmową Zajcawa mają od grudnia ubiegłego roku. W toczonym śledztwie w sprawie śmierci dziennikarza 20 lipca 2016 r. w Kijowie oskarżeni są ukraińscy aktywiści, ochotnicy wojny w Donbasie: Andrij Antonenko, Julia Kuzmenko i Jana Duhar.

Ujawnienie nagrań wprowadza nowy trop. Ślad białoruskiego KGB, które w imię zemsty Łukaszenki morduje jego przeciwnika za granicą. Ta sprawa będzie miała wpływ na wewnętrzne rozgrywki polityczne w Kijowie (oskarżeni aktywiści są zażarcie bronieni przez opozycyjne dziś, tzw. środowiska patriotyczne, które uważają, że Szeremieta zabił ktoś z zewnątrz: Rosjanie lub ludzie Łukaszenki właśnie). I może uderzyć w potężnego ministra spraw wewnętrznych Arsena Awakowa, który firmował dotychczasowe śledztwo ws. Szeremieta.

Zakończono śledztwo w sprawie zamachu na dziennikarza Szeremieta

Uderzy jednak przede wszystkim w Łukaszenkę, wprowadzając niechęć do niego na zupełnie inny poziom. Zwłaszcza teraz, gdy na jaw wychodzą przerażające szczegóły planowanego zabójstwa Aleksieja Nawalnego w Rosji, czy o prowadzonych przez rosyjskie służby operacjach likwidacji Skripalów i innych oponentów za granicą.

Zachód nie będzie tolerował tego typu działań, czy nawet planowania takich operacji na swoim terytorium. Jeśli nagrania Makara są autentyczne, to abstrahując od tła i motywacji ich upublicznienia, będą miały wpływ na to, o czym marzy wielu Białorusinów. Na poddanie reżimu Łukaszenki publicznemu, międzynarodowemu osądzeniu, przed instancją tego typu, jaką powołano choćby dla osądzenia zbrodni w byłej Jugosławii. Ujawnienie nagrań to sygnał dla części białoruskich struktur siłowych, że jeszcze mają czas na podjęcie decyzji, które spowodują, że nie będą ścigani przez międzynarodowe trybunały. Czas na odcięcie się od fanatycznie lojalnych wobec Łukaszenki dowódców. Tyle, że tego czasu jest już coraz mniej.

Michał Kacewicz/belsat.eu

Inne teksty autora w dziale „Opinie”

Redakcja może nie podzielać opinii autora.

Więcej materiałów