Wybory w Kirgistanie: koniec, czy ciąg dalszy chaosu?

Michał
Kacewicz
dziennikarz

W niedzielnych wyborach Kirgizi nie tylko wybiorą prezydenta, ale i w referendum zdecydują o ustroju republiki. Czy to koniec maratonu kirgiskich rewolucji i ulicznych przewrotów?

Dziewiąte w historii Kirgistanu wybory prezydenckie są przedterminowe. Po tym, jak w październiku w tej środkowoazjatyckiej republice doszło do masowych zamieszek i przewrotu. Protesty wybuchły po uznanych za sfałszowane wyborach parlamentarnych. 15 października ówczesny prezydent Sooronbaj Dżeenbekow podał się do dymisji. W niedzielę trzy i pół miliona wyborców wybierze szóstego w historii Kirgistanu prezydenta na 6 letnią kadencję, bez możliwości powtórnej elekcji.

Razem z wyborami odbędzie się referendum, w którym mieszkańcy Kirgistanu odpowiedzą na fundamentalne, ustrojowe pytanie: czy chcą, by ich kraj był republiką prezydencką, czy parlamentarną? Oprócz tych dwóch wersji wyborcy będą mogli również zaznaczyć opcję: jestem przeciw każdemu rozwiązaniu. Po okresie przewrotów, rewolucji i chaosu liczą na uspokojenie sytuacji. Jednak wybory i rezultat referendum mogą przynieść spokój tylko na krótki czas.

Prezydent z więziennej celi

W wyborach bierze udział aż osiemnastu kandydatów. Liderem sondaży i najbardziej prawdopodobnym zwycięzcą jest Sadyr Żaparow. Ten były policjant i przedsiębiorca z północy kraju w politykę zaangażował się w czasie „tulipanowej rewolucji”, jako zwolennik jednego z jej liderów i prezydenta porewolucyjnego Kirgistanu, Kurmanbeka Bakijewa. Kolejna rewolucja w 2010 r. zmiotła Bakijewa. Prezydent uciekł na Białoruś. Żaparow jakiś czas pozostał w polityce, jako opozycyjny parlamentarzysta. W 2012 i 2013r. Żaparow był jednym z liderów kolejnych prób przewrotu ( m.in. próba zdobycia siedziby rządu) i ostrych antyrządowych zamieszek.

Kirgiski patent na demokrację: od rewolucji do rewolucji

Musiał uciekać z kraju. Przez pewien czas mieszkał m.in. na Cyprze. Kiedy trzy lata temu spróbował wrócić do ojczyzny, został aresztowany. A potem skazany na 11 lat więzienia. Z celi uwolnił go tłum zwolenników, który w październiku ubiegłego roku szturmem zdobył więzienie i uwolnił wielu z powsadzanych tam za korupcję i próby zamachu stanu członków poprzednich elit biznesowych, politycznych i klanowych. Żaparow prosto z więzienia udał się… do rządu. Zebrani w hotelu „Dustuk” w Biszkeku deputowani nie uznający wyniku przeprowadzonych właśnie wyborów parlamentarnych, wybrali Żaparowa na nowego premiera. Ponieważ 15 października do dymisji podał się prezydent, Żaparow formalnie pełnił przez kolejny miesiąc funkcję pełniącego obowiązki prezydenta i premiera.

Kirgistan: prezydent już ustąpił, wybory parlamentarne do powtórki

Do kampanii wyborczej przystąpił zatem w komfortowej sytuacji, jako ktoś kto zdobył władzę z poparciem „ulicy”. Z pokaźnym budżetem na kampanię, niewiadomego pochodzenia. Atakowany przez część elit, że ma powiażania z klanami i grupami przestępczymi z północnego wschodu. Żaparow ani razu nie wziął udziału w debatach telewizyjnych. Obiecał za to, że jeśli „lud” będzie chciał, to pozwoli wrócić do ojczyzny zbiegłym, byłym prezydentom. Askarowi Akajewowi, który przebywa na emigracji w Moskwie. I Bakijewowi z Białorusi. O aresztowanym ponownie byłym prezydencie Ałmazbeku Atambajewie (tłum uwolnił go z więzienia tak samo, jak Żaparowa) nie mówi nic. W końcu to ekipa Atambajewa wsadziła lidera wyborczych sondaży trzy lata temu do więzienia.

Północ i południe

Jeśli w równoległym referendum większość zdobędzie opcja „republiki prezydenckiej”, to w najbliższym czasie parlament będzie musiał wprowadzić odpowiednie poprawki do konstytucji. To rodzi poważny problem, gdyż obecny parlament ma nikłą legitymację społeczną. Będą musiały odbyć się nowe wybory parlamentarne, a potem nowe referendum. Tym razem zatwierdzające zmiany w konstytucji. Dadzą one prezydentowi ogromną władzę i np. możliwości samodzielnego decydowania o kształcie rządu, ale i odwoływania parlamentu. Podobnie w przypadku wyboru opcji „republiki parlementarnej” zmiany pójdą w kierunku uczynienia z prezydenta figury czysto fasadowej na mapie kirgiskiej władzy.

Tyle, że obecnie więcej wskazuje na to, że zmęczeni chaosem Kirgizi bardziej optują za silną władzą prezydencką. Zwłaszcza, że o takiej mówi Żaparow. Zarówno kandydat-pretendent, jak i opcja silnej władzy ma poparcie prowincji. Przeciw jest głównie Biszkek i częściowo – mniejszość uzbecka. Z drugiej strony październikowa rewolta odbyła się głównie pod hasłem sprzeciwu wobec rosnącego autorytaryzmu prezydenta prezydenta Sooronbaja Dżeenbekowa i przeciw silnej władzy.

Kluczem może być zrozumienie, że nie o mechanizmy prawne chodzi. A o to, kto i z jakiego klanu ma władzę. Pochodzący z południa Dżeenbekow był zmuszony do odejścia przez przewrót organizowany przez klany z północy. Z elit z północy pochodzi Żaparow, ale i byli prezydenci: Bakijew i Akajew. Niepokoje społeczne ostatnich lat mają bardzo silne podłoże rywalizacji regionalnych elit północy i południa. Żaparow, mimo, że ma bardzo silne poglądy nacjonalistyczne i wcześniej znany był z ostrej, np. antyuzbeckiej retoryki, po objęciu władzy w październiku dał się poznać, jako polityk nad wyraz kompromisowy. Zaczął się dogadywać nawet z politykami pochodzącymi z Osz (południe). Tęsknocie za stabilizacją władzy sprzyja również fatalna sytuacja ekonomiczna kraju. W czasie pandemii z Rosji wróciły setki tysięcy kirgiskich gastarbeiterów. Pozamykane sektory usług i inne, spowodowały, że nie ma nich takiego popytu. A to oni są głównym dostawcą dewiz dla biednej republiki.

Rząd w Biszkeku prosi obywateli o wpłaty, aby ratować budżet państwa

Niespokojny Kirgistan nieustannie wstrząsany rewoltami jest zadrą w oku nie tylko dla sąsiednich, rządzonych autorytarnie Uzbekistanu, Kazachstanu, czy Tadżykistanu, ale i do rywalizujących o kontrolę nad Azją Centralną Rosji i Chin. Sąsiedzi boją się „eksportu” ulicznego sposobu uprawiania polityki, który w równie podzielonych klanowymi waśniami i parytetami sił republikach mógłby być zaraźliwy i wybuchowy. Dodatkowo np. Uzbecy boją się kirgiskiego nacjonalizmu, który mógłby sprowokować nową odsłonę konfliktu etnicznego w Dolinie Fergańskiej. Chińczycy obawiają się o swoje inwestycje. A Rosja wolałaby mieć jednego, kontrolującego sytuację w kraju rozmówcę, zamiast wielu lokalnych watażków z którymi trzeba się porozumiewać. Stąd ustanowienie silnej władzy prezydenckiej po jutrzejszych wyborach może być wszystkim na rękę. Poza tymi, którzy, jak to w Kirgistanie bywa, będą tak niezadowoleni, że w kolejnej odsłonie maratonu ulicznych rewolucji, znowu wyjdą obalać autorytarną władzę.

Michał Kacewicz/belsat.eu

Redakcja może nie podzielać opinii autora.

Więcej materiałów