Wybory na Białorusi będą płatne?

Szefowa białoruskiej Centralnej Komisji Wyborczej zaproponowała, by następnym razem kandydaci na prezydenta płacili za start w wyborach – pisze portal Minsk Novosti.

Podczas spotkania z państwową młodzieżówką BRSM Lidzija Jarmoszyna stwierdziła, że chętni do kandydatowania na prezydenta powinni najpierw zebrać określony “fundusz wyborczy”. Według niej potwierdziłoby to “poważne zamiary” kandydatów. Szefowa CKW żaliła się, że obecnie “uczestniczyć w wyborach mogą bezrobotni, ludzie bez wykształcenia, prowadzący niejasny tryb życia”.

Najpewniej miała na myśli “kandydatów protestu” – aktywistów opozycji, którzy zgłosili chęć udziału w wyborach, by móc organizować legalne zgromadzenia i manifestować poglądy inne niż oficjalna ideologia państwowa. Z tej grupy możliwość kandydowania uzyskał jedynie Uładzimir Niepomniaszczych, a ich lider Mikoła Statkiewicz trafił do aresztu i został uznany za więźnia politycznego.

– Gdyby Centralna Komisja Wyborcza z uporem nie sprawdziła wszystkich zgłoszeń komitetów wyborczych, to w wyborach uczestniczyło by 55 potencjalnych kandydatów.I wszystkim były by potrzebne miejsca dla wieców wyborczych! Dopuściliśmy do wyborów tylko 15 komitetów wyborczych, z których 7 dostarczyło dokumenty o zebraniu [100 tysięcy] podpisów. Wychodzi na to, że ośmiu kandydatów wykorzystało kampanię wyborczą dla autoreklamy – powiedziała szefowa CKW, nie wspominając o aresztowaniu najpoważniejszych z kandydatów na prezydenta.

Białoruś: oponentki Łukaszenki nie będą zachęcać do protestów

Według Jarmoszyny to wszystko przez to, że wybory na Białorusi są bezpłatne.

– Uważam, że już dawno powinniśmy przejść do zasady, z której korzystają nasi sąsiedzi z Ukrainy i Rosji. Na przykład, by zostać kandydatem na prezydenta Ukrainy trzeba zastawić w hrywnach sumę równa 93 tysiącom dolarów. Jeśli nie przejdziesz do drugiej tury, pieniądze trafiają do budżetu – tłumaczyła szefowa CKW. – Ale my jesteśmy krajem ludzi niezamożnych i nie możemy robić wyborów tylko dla oligarchów. Dlatego proponuję by kandydat nie płacił wpisowego, ale zakładał minimalny fundusz wyborczy. To potwierdzi jego poważne podejście do wyborów.

Jarmoszyna proponuje, by środki te były później wykorzystywane na opłacenie pracy sztabu wyborczego.

– Pozwoli to na selekcję i nie dopuści do wyborów elementów zdeklasowanych – stwierdziła.

“A komu potrzebne te wybory?” Reportaż z najmniejszego miasteczka na Białorusi

Szefowa CKW zaproponowała też, by liczbę podpisów potrzebnych do zarejestrowania kandydatury zmniejszyć do 1 proc. wyborców. To oznacza, że komitety wyborcze musiały by zebrać nie 100 tysięcy, a ponad 70 tysięcy podpisów. Takie poparcie miał oficjalnie Walery Capkała, któremu komisje wyborcze odebrały połowę z ponad 160 tysięcy zebranych podpisów. Polityk nie został dopuszczony do wyborów, a jego sztab wspiera na ostatniej prostej Swiatłanę Cichanouską.

Wybory na Białorusi odbędą się 9 sierpnia. Rządzący krajem od 26 lat Alaksandr Łukaszenka zapowiedział, że władzy nie odda i zasugerował, że jest nawet gotów strzelać do protestujących. Wobec aresztowania części kontrkandydatów, masowych zatrzymań zwolenników opozycji i pracowników niezależnych mediów, oraz ograniczenia liczby obserwatorów w lokalach wyborczych, obrońcy praw człowieka już uznali wybory na Białorusi za niezgodne z zasadami demokracji.

Obrońca praw człowieka: to już nie wybory, a specoperacja

ka, pj/belsat.eu

Wiadomości