Wybory do Moskiewskiej Dumy Miejskiej. Nawalny głosował „inteligentnie”


Aleksiej Nawalny częściej ma do czynienia z takimi „przejawami demokracji”, dziś jednak bez przeszkód spełnił swój obywatelski obowiązek. Zdj. Forum/Reuters

Aleksiej Nawalny, który oddał w głos w Moskwie w trwających tam wyborach do miejskiej Dumy, wezwał do głosowania na kandydatów rywalizujących z rządzącą Jedną Rosją.

Strategię tę opozycyjny polityk nazwał „inteligentnym głosowaniem”. Przed wyborami, które w niedzielę odbywają się także w innych regionach Rosji, Aleksiej Nawalny wskazał konkretnych kandydatów, na których – jego zdaniem – należy oddać głos. Chodzi o ludzi, którzy według obliczeń współpracowników opozycjonisty mają największe szanse pokonać startujących w wyborach reprezentantów rządzącej Jednej Rosji.

Odpowiadając na pytania dziennikarzy Nawalny powiedział, że sukcesem będzie, jeśli „inteligentne głosowanie” zaowocuje zmniejszeniem liczby wybranych kandydatów Jednej Rosji. Dodał, że spodziewa się w Moskwie fałszerstw, jeśli system ten okaże się sukcesem.

W przypadku Moskwy twórcy „inteligentnego głosowania” zalecili głosowanie na 33 kandydatów Komunistycznej Partii Federacji Rosyjskiej (KPRF), ośmiu kandydatów socjalistycznej Sprawiedliwej Rosji, wszystkich trzech reprezentantów opozycyjnego Jabłoka dopuszczonych do wyborów oraz na jednego kandydata niezależnego. Celem Nawalnego jest to, aby do moskiewskiej Dumy w rezultacie wyborów przeszło jak najmniej kandydatów wspieranych przez Jedną Rosję.

Wybory w Rosji: Putin oddał głos na „dobrego i porządnego człowieka”

Strategia Nawalnego budzi kontrowersje: przeciwko „inteligentnemu głosowaniu” opowiedział się były szef koncernu Jukos Michaił Chodorkowski. Nie brak jednak głosów, że systemem tym Nawalny przyczyni kłopotów partii władzy, jak nazywana jest Jedna Rosja.

W przeddzień głosowania policja przeprowadziła rewizję w sztabie Nawalnego w Petersburgu. Zatrzymano 15 osób, które potem w większości zwolniono. Komitet Śledczy ogłosił, że w sztabie policja znalazła 50 kart do głosowania w wyborach gubernatora, bez podpisów i pieczęci. Współpracownicy Nawalnego twierdzą, ze podrzucili je sami funkcjonariusze. 5 września przeszukano sztab Nawalnego w Moskwie.

Fala protestów opozycji, trwająca w Moskwie od połowy lipca, sprawiła, że mało zauważalne wybory lokalne stały się kwestią ogólnokrajową. Protesty były efektem niezadowolenia społecznego i reakcją na obcesowe wyeliminowanie opozycji z wyborów, ale po wyborach protesty mogą osłabnąć – uważają jednak eksperci.

Politolog Tatiana Worożejkina podkreśla, że najważniejszym powodem akcji protestu było wyeliminowanie opozycjonistów, którzy ubiegali się o zarejestrowanie ich kandydatur na wybory i którzy zostali od nich odsunięci, choć „dokonali niemożliwego”. Kolejny powód wiąże się z funkcjami moskiewskiej Dumy. Ekspertka nie zgadza się z oceną, że nie jest to znacząca instytucja. Jak podkreśla, układa ona „ogromny budżet” rosyjskiej stolicy.

– Ludzie chcą w tym uczestniczyć – uważa Worożejkina.

Powodem, dla którego ludzie wychodzili na ulice, stały się także represje wobec demonstrujących. Były one „nachalne, demonstracyjne, i to sprawiło, że ludzie wybuchli”, jak tłumaczy ekspertka. Organizacja OWD-Info, monitorująca zatrzymania w Rosji, ocenia, że liczba osób zatrzymanych podczas protestów w lipcu i sierpniu należała do najwyższych w ostatnich latach.

Moskwa: wybory poprzedzone protestami

Zdaniem Lwa Gudkowa, szefa niezależnego Centrum Lewady, po niedzielnych wyborach protesty osłabną, niezależnie od fałszerstw czy naruszeń wyborczych, aż „do następnego powodu”, który teraz trudno jest przewidzieć. Gudkow nazwał protesty „reakcją metropolii”, w której niezadowolenie społeczne jest mniejsze, ale wyższy jest stopień refleksji, istnieją „protoformy samoorganizacji” i media społecznościowe.

– Stopień społecznego rozdrażnienia, niezadowolenia, jest bardzo wysoki. I silniejszy jest nawet na prowincji, niż w Moskwie. Ale tam zupełnie nie ma żadnych form organizacji – przypomniał socjolog.

Na prowincji – dodaje – ludzie też „znacznie silniej odczuwają presję policji i FSB i nie ma tam systemu ochrony”. Ale i aktywność mieszkańców Moskwy w mediach społecznościowych Gudkow porównuje bardziej do „rozmów w kuchniach” – dyskusji politycznych w ZSRR, które nie wykraczały poza prywatne rozmowy we własnych mieszkaniach. Szef Centrum Lewady uważa, że w Rosji brakuje przede wszystkim trwałych struktur nieformalnych. Jego zdaniem „na razie wszystko ogranicza się do demonstrowania niezadowolenia z władzy”. Akcje protestu w Moskwie były w pewnym sensie także sposobem samoidentyfikacji, pokazania, że „jest się innym”.

– To trochę narcystyczny protest – powiedział socjolog.

Sondaże Centrum Lewady wskazują, że demonstracje w Moskwie popierało 37 procent respondentów, ale do brania w nich udziału przyznało się 2 procent. Rzeczywisty udział 2 procent oznaczałby wyjście na ulice ponad 100 tysięcy ludzi, a liczebność protestów była niższa – wskazał Gudkow.

– Nasze zaangażowanie polityczne jest zaangażowaniem widzów, jak na meczu piłkarskim – podsumował szef niezależnego ośrodka.

cez/belsat.eu wg PAP

Zobacz też
Komentarze