Współpracowniczka Biełsatu otrzymuje nagrodę SDP i dedykuje ją ukraińskiemu dziennikarzowi więzionemu w Donbasie


Monika Andruszewska na linii frontu w Awdijiwce, fot. FB

Monika Andruszewska została nagrodzona ufundowaną przez PAP nagrodą Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich im. Kazimierza Dziewanowskiego za publikacje o problemach i wydarzeniach na świecie.

Nagroda została przyznana za reportaż dla Tygodnika Powszechnego „Bierz ciało, póki dają” opowiadający historię ukraińskich matek poszukujących swoich zaginionych na wojnie synów.

Dziś podczas uroczystej gali, nagrodę w jej imieniu odebrała dyrektor TV Biełsat Agnieszka Romaszewska-Guzy, która przeczytała krótkie przesłanie laureatki do dziennikarzy.

Monika Andruszewska podziękowała redakcjom, z którymi współpracuje: Tygodnikowi Powszechnemu, Polskiej Agencji Prasowej i Telewizji Biełsat. Przypomniała, że zajmuje się przede wszystkim znajdującymi się w rękach prorosyjskich separatystów ukraińskimi jeńcami i zaginionymi w Donbasie. I podzieliła się historią ukraińskiego dziennikarza z Makijiwki Stanisława Asiejewa, który został przez separatystów oskarżony o szpiegostwo i od półtora roku przebywa w nieoficjalnym więzieniu.

Ukraiński dziennikarz z Donbasu już ponad 1,5 roku w niewoli separatystów za “szpiegostwo”

– „Decydując się na pozostanie w Donieckiej Republice Ludowej, postanowiłem, że nie będę unikać wojny, przebywając w piwnicach i schronach przeciwbombowych. Maksymalne zrozumienie tych wydarzeń jest możliwe tylko poprzez doświadczenie tego, co jest za ścianą” napisał 7 marca 2015 roku w tekście „Rozstrzelany jako wróg Donieckiej Republiki Ludowej” doniecki dziennikarz Stanisław Asiejew.

W reportażu opublikowanym na łamach ukraińskiego tygodnika „Tyżdeń” Asiejew opisał wtedy sytuację, w której przechadzając się po Doniecku, mimowolnie został świadkiem rozstrzelania przez separatystów młodego chłopaka.

To też swego rodzaju manifest, który moim zdaniem powinien przyświecać każdemu dziennikarzowi. Asiejew zdawał sobie sprawę z zagrożenia, jednak uważał, że jego dziennikarskim obowiązkiem jest pozostanie w mieście, które od wiosny 2014 roku zostało wcielone do tzw. republik ludowych okupowanych przez wspieranych przez Rosję separatystów. Przez ponad dwa lata relacjonował pod pseudonimem codzienność mieszkańców Doniecka.

Pod koniec maja 2017 roku zostaje aresztowany i uznany za ukraińskiego szpiega. Jego reportaże zostają zakwalifikowane jako dowody współpracy z ukraińskim wywiadem. Od tego czasu Asiejew jest przetrzymywany w nielegalnym więzieniu. Nie ma tam żadnego kontaktu ze światem zewnętrznym, odmawia się do niego dostępu przedstawicielom organizacji międzynarodowych. Jednak ze zdziwieniem zauważyłam, że w polskim mediach brakuje informacji o Asiejewie.

Chciałabym wykorzystać tę okazję, by zwrócić się do obecnych na sali dziennikarzy – piszcie, piszmy razem o dramacie, który się rozgrywa tak niedaleko od naszego kraju – napisała.

Monika Andruszewska przypomniała, że w Donbasie jest wciąż więzionych co najmniej 120 ukraińskich jeńców – żołnierzy i cywilów.

– Krzyczmy o tym, że tak naprawdę może być ich nawet dwa razy więcej, bo separatyści nie udostępniają list przetrzymywanych przez siebie osób. Nie pozwólmy zapomnieć o tym, że ponad setka ukraińskich rodzin wciąż nie odnalazło ciał swoich zaginionych bliskich, ponieważ część z nich najprawdopodobniej została zamordowana w niewoli – zaapelowała.

Monika Andruszewska (ur. 1992). Od Rewolucji Godności nieprzerwanie relacjonuje sytuację na Ukrainie, a szczególnie z terytoriów dotkniętych rosyjską agresją. Od listopada 2014 roku współpracuje z Tygodnikiem Powszechnym, dla którego pisze reportaże z linii frontu. Porusza głównie kwestie psychologiczno-społeczne z uwzględnieniem spustoszeń, które powoduje wojna w życiu jednostek. Współpracuje również z Polską Agencją Prasową i TV Biełsat, dla której przygotowała cykl „Potomkowie Polaków giną za Ukrainę”.

Czytajcie również:

jb/belsat.eu

Zobacz też
Komentarze