Współpracownicy Biełsatu skazani zaocznie na gigantyczne kary


Miłana Charytonawa i Aleś Lauczuk

Dziennikarze z Brześcia Aleś Lauczuk i Miłana Charytonawa dowiedzieli się o karze dopiero po dwóch miesiącach od wyroku. Za przygotowanie materiałów dla naszej stacji muszą zapłać łącznie, w przeliczeniu, ponad 4 tys. zł kary.

31 maja br. sędzia rejonowego sądu w Brześciu Raman Karaban skazał dwójkę współpracowników Biełsatu na karę 2040 rubli za przygotowania materiałów o proteście przeciwko fabryce akumulatorów Brześciu. Oficjalnie oskarżono ich pracę bez akredytacji.

Jak relacjonuje Lauczuk, otrzymał on wcześniej pozew, jednak Miłana Charytonawa w ogóle nie została wezwana przez sąd. Jak podkreśla, nie została też ani wezwana do złożenia wyjaśnień, ani jej nie przesłuchano. Nie otrzymała też oficjalnej informacji z sądu o wysokości kary. Jej zdaniem całą procedurę skazania przeprowadzono w wieloma naruszeniami.

Tymczasem Aleś Lauczuk cały czas domaga się ukarania milicjantów, który brutalnie zatrzymali go 3 marca br. w czasie wykonywania swoich dziennikarskich obowiązków.

Dziennikarz wysłał w tym celu skargę do Komitetu Śledczego Białorusi. Została ona jednak odesłana do komisariatu dzielnicy Maskouski Rajon, gdzie pracują milicjanci, którzy dokonali brutalnej interwencji. Po miesiącu funkcjonariusze z tego samego komisariatu usiłowali oskarżyć współpracownika Biełsatu o niepodporządkowanie się ich poleceniem. Jednak akt oskarżenia zawierał tyle błędów, że nawet sąd odesłał go z powrotem. W międzyczasie sprawa się przedawniła.

Lauczuk, który nie otrzymał żadnych odpowiedzi na swoje skargi, zwrócił się w tej sprawie do władz obwodu. Te przyznały mu rację i poinformowały, że odpowiedzialni za te naruszenia zostali pociągnięci do odpowiedzialności dyscyplinarnej.

Milicjanci kilka godzin czatowali na współpracowników Biełsatu

jb/belsat.eu

Zobacz też
Komentarze