Wołodymyr Zełenski wygrywa w cuglach pierwszą turę i co dalej?


Wołodymyr Zełenski ma wokół siebie liczne grono ekspertów i doradców. Czy będzie ich słuchał? Żródło: Forum/REUTERS/Valentyn Ogirenko

Prawdziwa walka dopiero się zaczyna. Przed drugą turą ścierać się nie będą dwie wizje Ukrainy, ale dwie opowieści o kandydatach i na obu poleci mnóstwo błota.

Według wyników exit polls komik Wołodymyr Zełenski wygrał pierwszą turę zdobywając 30,4 proc. Drugi i wchodzący do drugiej tury Petro Poroszenko otrzymał 17,8 proc. Trzecia Julia Tymoszenko zdobyła 14,2 proc. W ten sposób wstępne wyniki exit polls potwierdzają z grubsza ostatnie sondaże. Ostateczne wyniki policzone przez Centralną Komisję Wyborczą mogą wprawdzie nieco się różnić. Ale raczej pewne jest, że w drugiej turze w wyborach 21 kwietnia zmierzą się Zełenski z Poroszenką. Potwierdzają również podejrzenia, że Ukraińcy mają dość starej elity. Głosowali emocjami. Prezydent Poroszenko będzie miał niesamowicie trudne zadanie. Frekwencja wyborcza w pasie centralnych, naddnieprzańskich i wschodnich obwodów okazała się niespodziewanie wysoka. Czyli Zełenskiemu udało się mocno zmobilizować swój elektorat. A to taki elektorat, który mobilizuje sukces. Trzydzieści procent dla komika w pierwszej turze to wielki sukces i dawka energii przed drugim, decydującym starciem.

Zachód Ukrainy przegrał w wyborach z Południem i Wschodem

Przegrać, aby wygrać

Julia Tymoszenko przegrała nie dzisiaj, tylko 22 lutego 2014 r. Wtedy, po wyjściu z charkowskiego więzienia pojechała na rewolucyjny, kijowski majdan. Występując przed tłumem próbowała jakby przejąć pieczę nad rewolucją. Tyle, że nikt jej nie zrozumiał. Większość potraktowała jako uzurpatorkę. Podobnie potraktowali ją dziś wyborcy. Owszem, skusiła te kilkanaście procent efektowną i kosztowną kampanią wyborczą. Mamiła ultrapopulistycznymi obietnicami (np. potrojenia pensji w ciągu dwóch miesięcy, czy szybkim odzyskaniem Donbasu i Krymu).

Julia Tymoszenko zajęła miejsce tuż za podium. Teoretycznie najgorsze, ale była premier się nie poddaje i wciąż walczy o władzę. Źródło: youtube.com

Tymoszenko jest dziś postacią z przeszłości. Ciągnie się za nią bagaż nieudanych rządów „pomarańczowych” po 2004 r. Tylko, że Tymoszenko uparcie nie chce zniknąć ze sceny politycznej. I wiele na to wskazuje, że nie zniknie. Jeszcze w wyborczą niedzielę Mustafa Najem, były dziennikarz, a teraz polityk, sugerował, że sztabowcy Tymoszenko dogadują się z Zełenskim. Układ miałby polegać na tym, że Tymoszenko poprze Zełenskiego w drugiej turze. W zamian jej partia, po wyborach parlamentarnych jesienią, stworzy koalicję z ludźmi komika i razem utworzą rząd. Na jego czele stanie Julia Tymoszenko. Gdyby faktycznie doszło do porozumienia z komikiem, była premier będzie brała zakulisowy udział w drugiej turze. Czyli zajmie się atakiem na prezydenta Poroszenkę.

Dlaczego przegrał Majdan?

Kampania wyborcza Petra Poroszenki była dobra. Miała swój punkt kulminacyjny w postaci tomosu i grudniowego uniezależnienia ukraińskiej cerkwi od Rosji. Miała swoją dramaturgię, kiedy prezydent ostrzegał przed rosyjską agresją. Poroszence niespecjalnie szkodziła Tymoszenko, kiedy podgryzała go oskarżając o korupcję i sprzyjanie oligarchii. Punktem załamania w kampanii Poroszenki była afera korupcyjna w zbrojeniówce, która wybuchła w lutym.

Kto w Kijowie zarabiał na handlu bronią z Rosją?

Wątek korupcyjny przechwycił w swojej narracji wyborczej Wołodymyr Zełenski. Sam niewiele mówił i robił. Za niego przemawiały internetowe memy i puszczany w telewizji 1+1 serial komediowy „Sługa narodu”. No i Zełeńskiego nakręcały optymistyczne sondaże. Dwadzieścia procent i więcej w publikowanych codziennie sondażach robiły wrażenie. Wyborcy Zełenskiego chcieli zwyczajnie pogonić starą ekipę: Poroszenkę i jego ludzi. Więc rosnąca przewaga kandydata „znikąd” tylko ich nakręcała.

Poroszenko nie potrafił odpowiedzieć na ten blitzkrieg. Bronił się patriotyczną retoryką. Oskarżał wszystkich swoich przeciwników o związki z Rosją. Tylko, że to kompletnie nie miało znaczenia. Zełenski w tym samym czasie o Rosji nie mówił ani słowa i sprawiał wrażenie, jakby kandydował w kraju, który nie toczy wojny i nie był obiektem agresji. Dla zmęczonych wojną Ukraińców to się okazało wystarczające.

Petro Poroszenko do tej pory głównie bronił się przed zarzutami korupcji, teraz przystąpi do ataku. Żródło: Forum/Anna Marchenko/TASS

To nie koniec wyborczej walki. Prezydent łatwo się nie podda. W ciągu najbliższych dwóch-trzech tygodni kampania zamieni się w jeszcze bardziej zażartą wojnę „kompromatów”. Sztabowcy Poroszenki będą robić co się da, by powiązać komika z jego patronem, oligarchą Ihorem Kołomojskim. A ludzie Kołomojskiego postarają się, wspólnie z otoczeniem Julii Tymoszenko, o podkreślanie korupcji wokół prezydenta Poroszenki.

Niekorzystne dla prezydenta jest, że Zełenski umiejętnie przekierował dyskusję polityczną na tory wewnętrzne, uciekając od tematu zagrożenia rosyjskiego. A to przecież pole, na którym Poroszenko chciał dominować i prowadzić kampanię. Za Poroszenką pójdzie ta Ukraina, która miała nadzieje na przemiany po rewolucji 2014 r. Za Zełenskim ta, która zwątpiła w rewolucyjnych liderów, albo nigdy im nie ufała. Nie ufała politykom w ogóle. Komik potrafił zmobilizować takich ludzi, którzy do tej pory na wybory nie chodzili.

Michał Kacewicz/belsat.eu

Zobacz też
Komentarze