Wojna naftowa Rosja kontra reszta świata: kto wytrzyma dłużej?

Michał
Kacewicz
dziennikarz

Kreml zagrywa pokerowo i uważa, że wygra wojnę handlową z Arabią Saudyjską. Pierwsze jej efekty to pikowanie cen baryłki ropy, kursu rubla i wizja rozpadu rosyjskiego budżetu.

Po otwarciu giełd dziś rano ceny ropy marki Brent spadły do 31,27 USD za baryłkę. Jeszcze w sobotę na zamknięciu poprzedniej sesji giełdy notowały cenę 45 USD, która i tak była rekordowo niska. Dzisiejszy spadek jest najwyższy od 30 lat. Od czasu pierwszej wojny w Zatoce Perskiej. Dziś to nie wojna, ale decyzja Arabii Saudyjskiej o zwiększeniu produkcji wywołała panikę na giełdach. W praktyce oznacza ona wojnę cenową z Rosją i spowoduje dalsze spadki cen ropy. Dotychczasowa umowa w ramach tzw. OPEC+ o ograniczeniu produkcji ropy przestanie obowiązywać od 1 kwietnia, co oznacza, że szyby wiertnicze w Zatoce Perskiej w kwietniu ruszą pełną parą.

Dla Rosji, która do tej pory uważała, że nie należy ograniczać produkcji i twierdziła, że niskie ceny powinny się dalej obniżać, to co się dziś stało jest katastrofą. Rubel już traci potężnie na wartości. Dziś rano kurs dolara w Rosji przekroczył 73 ruble, a euro 84 ruble. W piątek za dolara płacono 68 rubli. Dziś rano kursy uspokoiły się nieco, dzięki interwencji rosyjskiego banku centralnego, który zaczął skupywać waluty. Jeśli cena ropy będzie nadal spadać, lub utrzyma się na niskim poziomie, rosyjskim finansom publicznym grozi zapaść.

Wojna handlowa

W czerwcu ubiegłego roku na forum gospodarczym w Petersburgu Władimir Putin zapewniał, że Rosja nie potrzebuje zbyt wysokich cen ropy naftowej.

– Droga ropa jest potrzebna Arabii Saudyjskiej, której budżet opiera się w 80-85 proc. na ropie – oceniał Putin i zapewniał – My nie jesteśmy aż tak zdeterminowani, z powodu zdywersyfikowania rosyjskiej gospodarki.

Wtedy Putin uważał, że Rosję satysfakcjonuje cena na poziomie 60-65 USD za baryłkę. Jeszcze niedawno Putin twierdził, że cena 52 USD go zadowala. Dziś taka wartość byłaby spełnieniem marzeń. Putin mylił się. Nie jest prawdą, że rosyjski budżet nie jest zależny od ropy. Dochody ze sprzedaży tego surowca nadal są kluczowe, dla bilansowania dochodów i wydatków państwowych. Stanowią 40 proc. dochodów państwa i są głównym źródłem rosyjskich rezerw finansowych.

Obecny budżet na lata 2020-22 (w Rosji budżet jest planowany w cyklu dwuletnim) zakładał bilansowanie wydatków przy poziomie ceny baryłki ropy 42,4 USD. Wszystko, co państwo zarabia ponad tę cenę szło do Funduszu Dobrobytu Narodowego, czyli sakiewki z oszczędnościami na czarną godzinę. W sakiewce Rosja ma nadal całkiem sporo, bo 124 mld. USD (w listopadzie 2019 r.).

Kurs rubla leci znowu w dół. źródło: Credit line: Sergei Fadeichev / TASS / Forum

Rosja jest faktycznie w mniejszym stopniu zależna od eksportu ropy, niż państwo Saudów i pozostałe arabskie petro-monarchie. Ma odłożone rezerwy i spore zapasy samej ropy (spowodowane np. zmniejszonym popytem, ciepłą zimą itd.). A jednak przedłużająca się wojna handlowa na rynkach ropy będzie zabójcza dla rosyjskiej gospodarki.

Przelicytowanie

Impulsem był spadek cen ropy spowodowany koronawirusem. Epidemia w Chinach poskutkowała niższym popytem na ropę. Nie tylko w Azji. Saudowie zaczęli naciskać, by kończące się w marcu porozumienie OPEC + (kartel producentów ropy naftowej), przedłużyć na nowych warunkach. Czyli zmniejszyć produkcję ropy, żeby wywołać wzrost cen surowca. Rosyjski minister energetyki, Aleksandr Nowak na kolejnych spotkaniach OPEC+ grał na zerwanie porozumienia. Rzucał twarde „niet” ograniczaniu produkcji. W OPEC Rosjanie mieli wsparcie Kazachstanu. I nie ukrywali, że chodzi o wykończenie amerykańskiej konkurencji – producentów z burzliwie rozwijającej się branży ropy łupkowej.

– Ograniczenie podaży ropy przez OPEC byłoby na światowych rynkach szybko zastępowane przez podaż amerykańskiej ropy łupkowej – powiedział wczoraj rzecznik największego rosyjskiego producenta ropy, Rosniefti, Michaił Leontiew, uzasadniając zerwanie przez Rosję porozumienia z producentami z Zatoki Perskiej.

I to właśnie była główna motywacja Kremla. Putin poszedł na naftową wojnę handlową, żeby tylko nie pozwolić Amerykanom rozpychać się na rynku. Analitycy uważają bowiem, że amerykańskie firmy, które zainwestowały sporo pieniędzy z kredytów w infrastrukturę wydobywczą ropy z łupków nie wytrzymają długo niskich cen. Ich rentowność szybko spadnie. Rosjanie cały czas twierdzili, że niska cena ropy ich zadowala i nie zamierzali ograniczać produkcji, jak chcieli Saudowie. Aż w końcu arabscy szejkowie uznali, że skoro tak, to odkręcą kurki, dadzą gigantyczne zniżki konsumentom, pójdą na drastyczne obniżenie cen i wypchną z rynku Rosjan. I tak w weekend zaczęła się wojna handlowa.

Premier Białorusi: nie będziemy sztucznie utrzymywać kursu rubla

Pozornie Rosja jest na nią rzeczywiście lepiej przygotowana. Ma rezerwy i inne źródła dochodu poza ropą. Są jednak i inne czynniki. Epidemia w Chinach spowodowała ograniczenie popytu na inne, rosyjskie „hity” eksportowe: metale kolorowe, rudy żelaza, półprodukty metalowe, aluminium i węgiel. I spadek cen tych surowców. Spadają nawet ceny diamentów. Inicjatorem wojny handlowej miał być Igor Sieczin, prezes Rosniefti. Jednak rosyjskie koncerny naftowe, mimo większych zapasów finansowych i możliwości negocjowania z państwem obniżenia podatków i dofinansowania, również muszą się liczyć ze spadkiem rentowności. Tymczasem według prognoz po 2022 r. wydobycie ropy w Rosji będzie spadać, gdyż eksploatacja nowych złóż wymaga potężnych inwestycji. Kryzys w branży na pewno odsunie w przyszłość takie inwestycje.

Rosja: koronawirus zaraża propagandę i gospodarkę

Kreml nadal twierdzi, że wytrzyma zawirowania. Jeśli potrwają tygodnie, to być może tak. Jednak przy utrzymywaniu się cen ropy poniżej 42 USD za baryłkę i jednoczesnym chaosie na rynkach spowodowanym koronawirusem, rosyjski budżet zacznie szybko rozpadać się. Władimir Putin dobrze pamięta, że ostatni cios rozpadającemu się ZSRR zadały pikujące ceny ropy naftowej. Tamten kryzys uruchomił procesy polityczne nie do zatrzymania. Patrząc na hazardowe zagrywki kremlowskich petro-czekistów trudno się oprzeć wrażeniu, że nie odrobili lekcji sprzed trzydziestu lat.

Michał Kacewicz/belsat.eu

INNE TEKSTY AUTORA W DZIALE OPINIE.

Redakcja może nie podzielać opinii autora.

Więcej materiałów