Władzom Białorusi pogrożono… kapciem

Alaksandr
Kłaskouski

Na całej Białorusi – ogromne kolejki, chociaż na kolejnej naradzie Alaksandrowi Łukaszence złożono meldunek, że na rynku konsumenckim nie ma ani braku towaru, ani nadzwyczajnego popytu na towary. Bo ludzie w Mińsku, Baranowiczach, Homlu i innych miastach stoją godzinami nie po kaszę gryczaną, czy papier toaletowy. Chcą podpisać się pod wysunięciem na kandydata w wyborach prezydenckich absolutnie nieznanej osoby – Swiatłany Cichanouskiej.

Ten fenomen tłumaczy się prosto: chodzi o żonę popularnego wideoblogera Siarhieja Cichanouskiego, któremu nie pozwolono w obecnej kampanii zarejestrować swojego komitetu wyborczego. Po chamsku wsadzono za kratki, kiedy trzeba było przekazywać dokumenty do Centralnej Komisji Wyborczej. I wtedy wniosek – we własnym imieniu – złożyła ona, Swiatłana.

Cichanouski nowym więźniem politycznym. Chciał być prezydentem Białorusi

Bloger – ulubieniec tłumów

Faktycznie jednak na pikietach, podczas których zbierano podpisy po jej kandydaturą, rządził on: autor kanału „Kraj dla ludzi” na YouTube, popularnego dzięki streamingom z różnych miast. W odróżnieniu od przedstawicieli „starej opozycji” Cichanouski świetnie dogaduje się z prostymi ludźmi. Rozmawia z nimi ich językiem, daje powiedzieć do mikrofonu, co mają na sercu – bez wszelkiej moderacji. Nie wymyśla abstrakcyjnych haseł. Myśl przewodnia tych relacji jest nieskomplikowana: dość już beznadziei życia przy Alaksandrze Łukaszence, dość już strachu, trzeba zmienić władzę.

Na pikiecie Siarhieja Cichanouskiego w Homlu. Zdj. belsat.eu

Hasło to znany z dziecięcego wierszyka motyw o przepędzeniu karalucha, a symbolem stał się kapeć – jako podstawowe narzędzie walki z insektami. I sam Cichanouski jeździł po kraju z gigantycznym kapciem na dachu samochodu.

Bezczelny bloger błyskawicznie rozgrzał odzwyczajoną od polityki publikę. Postawił na masowy i konsekwentny, pokojowy protest, który być może zmusić przywódcę reżimu do kapitulacji.

Można się spierać, na ile jest realny ten plan. Ale faktem jest, że Cichanouski w ciągu kilku tygodni stał się postacią kultową. Jest witany jak gwiazda pop: ludzie biegli, żeby go dotknąć, wyrazić zachwyt, poczęstować czymś smacznym, zrobić sobie selfie i pochwalić się tym w serwisach społecznościowych.

Siarhiej Cichanouski w Homlu na pikiecie przedwyborczej swojej żony. 28 maja 2020 r. Zdj. belsat.eu

„Porządny manager” przeciw systemowi kołchozowemu

I to wcale niejedyna świeża figura, która pojawiła się w obecnej kampanii prezydenckiej. Drugim fenomenem stał się był szef należącego do Gazpromu Biełgazprombanku Wiktar Babaryka. Nieoczekiwanie decydując się na start w wyborach, w ciągu kilku dni zgromadził w swoim komitecie wyborczym ok 9 tys. osób (więcej ma tylko Łukaszenka) i już zdał raport, że zebrał 50 tys. podpisów ze 100 tys. wymaganych.

50 tys. w trzy dni! Konkurent Łukaszenki ma już połowę niezbędnych podpisów

 

Były bankier nie wzywa na place i ulice. Demonstruje, że jest figurą kompromisową, ale jego filozofia, że krajowi potrzebny jest porządny manager, okazała się wyjątkowo atrakcyjna. Nomenklatura musi mieć już dość prostackich maniery i brutalnego sposobu zarządzania Łukaszenki – byłego dyrektora sowchozu – jego musztrowania podwładnych i straszenia kajdankami. I chyba z przyjemnością zamieniłaby surowego wodza na porządnego managera.

Z powodu najazdów jęczy też biznes. I zwykli obywatele mają dość oglądania przez ćwierć stulecia spektaklu o surowym carze i złych bojarach, którzy wszystko psują. Być może, ale to on ich przecie mianował i on i wydawał polecenia!

A oto człowiek – i to wcale nie opozycyjny marginał, ale posiadający bagaż skutecznego managera, proponuje bez hałasu i awantur budowanie zamożnej i nowoczesnej Białorusi, gdzie rządzić będzie nie bat, ale inicjatywa i interes gospodarczy.

U Babaryki pojawiło się mnóstwo zwolenników, zaczęto nazywać go „kandydatem nadziei”.

Wiktar Babaryka podczas swojej pierwszej przedwyborczej konferencji prasowej. Mińsk, 20 maja 2020 r. Zdj. Iryna Arachouskaja/belsat.eu

Za bogato jak na scenariusz władzy

Sceptycy i miłośnicy spiskowych teorii dziejów przekonują, że i Cichanouski i Babaryka i inni uczestnicy tej kampanii wyborczej to tylko marionetki. Niektórzy widzą za nimi rękę Moskwy: bloger ma tam biznes, a był bankier – pracował strukturze Gazpromu). Inni są przekonani, że ci gracze są tworem białoruskich rządowych technologów. Że niby uliczny chuligan ujawnia przed specsłużbami aktywnych obywateli, a zamożny manager wykonuje rolę sparring-partnera, mającego ożywić zainteresowanie całkowicie martwymi wyborami, z których całkowicie wypadła tradycyjna opozycja.

Spiskowe teorie dziejów są mocne jeszcze tym, że niemal nie ma jak im zaprzeczać. Ale przecież nie mogą być wszystkie te osoby jednocześnie i rosyjskim projektem i częścią scenariusza Łukaszenki!

I przecież życie jest zazwyczaj bardziej skomplikowane niż najwymyślniejsze scenariusze. Obecnego przywódcę Białorusi opozycjoniści też nazywali kremlowską marionetką. Zapewniali, że misja byłego dyrektora sowchozu z sowieckim umysłem ma celu zaprzedanie ojczyzny. Ale jak widać już 26. rok nie może on jej całkiem sprzedać. Na odwrót: wykłóca się z Kremlem aż miło!

W każdym bądź razie Cichanouski i Babaryka już nadali tej kampanii taką dynamikę, że raczej nie spodobało się to najwyższemu białoruskiemu „naczalstwu”. Coś słabo się wierzy, że oficjalny przywódca mógłby wyrazić zgodę na scenariusz kapciami i obraźliwe hasła z karaluchami…

Białorusini mówią Łukaszence – „dość”

Mieszczuchy, których reżim długo oduczał polityki (macie co jeść, to siedźcie i nie podskakujcie), w mgnieniu oka się polityzują. Są wyraźnie rozzłoszczeni ubogą egzystencją pod Łukaszenką. Płace nie wzrosły dziesięciokrotnie, a ceny w miejscu nie stoją. Na prowincji – w ogóle panuje degradacja i bezrobocie. Ludzie szukają alternatywy dla spatynowanego wodza, które wpędził kraj w głęboki zastój.

To stąd zapotrzebowanie na nowe twarze. Cichanouski imponuje masom prostą retoryką i osobistą odwagą. Babarykę kupuje bardziej wykształcona część społeczeństwa o liberalnych poglądach.

Niczym ostatnie lata ZSRR

I wzrost popularności tych postaci staje się dla władz problemem. Nie ma dobrych sposobów, aby się temu przeciwstawić. Cichanouski ma nadzieję, że Białorusi nie pozwolą na dłużej wsadzić go za kratki. Jeżeli Babaryka zbierze np. pół miliona głosów, a nie zostanie zarejestrowany, to będzie wielki skandal. Będzie głośno, że wódz się przestraszył i to już nie ten sam Łukaszenka.

Dlatego jest całkiem możliwe, że na białoruskiej „górze” wcale nie zacierają teraz rąk, ale drapią się po głowie: jak sprowadzić kampanię kampanię w bardziej spokojny i kontrolowany nurt. Znamienna jest nerwowa wypowiedź Łukaszenki o konkurentach, którzy „nagle wyskoczyli spod listwy podłogowej”.

Co będzie dalej? Zasobów administracyjnych i po prostu brutalnej siły reżim na razie ma pod dostatkiem.

Łukaszenka nie należy do tych, którzy są gotowi szarmancko oddać komuś władzę nad krajem. Na zasadzie: „Tak, wyczerpałem się, proszę klucze od pałacu na talerzyku z błękitnej porcelany”.

Łukaszenka: żadnych „majdanów” u nas nie będzie

Dlatego ta kampania może mieć dramatyczny finał. Ale już jest oczywiste, że w świadomości zbiorowej Białorusinów odbył się znaczący ruch. Jak w ostatnich latach ZSRR, umacnia się przekonanie, że reżim kompletnie przegnił i dalej nie da się tak żyć.

I na dacie głosowania – 9 sierpnia – życie się nie kończy. Obecny ruch można zdławić, jednak kolejna kadencja będzie dla Łukaszenki wyjątkowo mało komfortowa.

Alaksandr Kłaskouski, komentator polityczny dla belsat.eu

Więcej tekstów autora – w zakładce Opinie

Redakcja może nie podzielać opinii autora.

Więcej materiałów