Wizyta Wołodymyra Zełenskiego w Warszawie: szansa na nowe otwarcie z Ukrainą


Prezydenci Polski i Ukrainy już się raz spotkali, w Brukseli. Teraz czas na wizytę Wołodymyra Zełenskiego w Warszawie. Źródło: president.gov.ua

Nowy prezydent Ukrainy przyjeżdża pierwszy raz do Polski w atmosferze potężnego zamieszania. Chce załatwić problemy w relacjach z Warszawą, choć jest w samym środku wielkiej gry wokół Donbasu i formowania władzy w swoim kraju.

Do Warszawy na jutrzejsze obchody osiemdziesiątej rocznicy napaści Niemiec na Polskę i rozpoczęcia II wojny światowej zjedzie się wielu prezydentów, premierów, ministrów i marszałków z całego świata. Wśród nich ważna reprezentacja z krajów, które w wyniku wojny światowej poniosły ogromne straty: Litwy, Łotwy, Estonii, Gruzji, czy Ukrainy.

Dla Wołodymyra Zełenskiego rozpoczynająca się już dziś wizyta będzie pierwszą w Polsce. W czasie kampanii Zełenski i jego ekipa mówili wprost, że chcą naprawić relacje z Polską, zmienić politykę historyczną i mieć w naszym kraju oparcie. Sugerowali nawet, że Warszawa może być celem pierwszej wizyty zagranicznej nowego prezydenta. Nic z tego nie wyszło. Zełenski najpierw udał się do Brukseli, potem do Paryża i Berlina.

W Brukseli spotkał się z Andrzejem Dudą, jako jednym z pierwszych zachodnich przywódców w swojej świeżo rozpoczętej prezydenturze. Obecna wizyta w Warszawie będzie ważniejsza, nawet jeśli odbywa się trochę w cieniu znaczących obchodów i obecności wielu innych przywódców. Zełenski ma już za sobą dyplomatyczny chrzest, ale teraz stoi przed wielkim wyzwaniem załatwienia konfliktów z Polską z historią w tle.

Zależy mu na tym tym bardziej, że właśnie zaczęła się wielka gra z Rosją o rozwiązanie sprawy Donbasu. Zełenski chciałby mieć Polskę po swojej stronie w trudnych negocjacjach z Władimirem Putinem. Dlatego musi w Warszawie przynajmniej zainicjować wyprostowanie spornych kwestii.

Chaos i domysły

Kiedy powstawał ten tekst przyjazd Wołodymyra Zełenskiego wciąż nie był tak do końca pewien. Wpłynęło na to zamieszanie z wymianą ukraińskich i rosyjskich jeńców. Jeszcze w piątek rano nowy ukraiński prokurator generalny podał, że za chwilę dojdzie do wymiany jeńców. Te sensacyjne informacje zdementowała potem SBU (Służba Bezpieczeństwa Ukrainy) i inne insytucje. Wybuchł potężny chaos informacyjny. Wiadomo jednak, że negocjacje w sprawie jeńców weszły w finalny etap. Do Kijowa przyjechały już rodziny uwięzionych w Rosji Ukraińców, a sami zakładnicy Putina są już w moskiewskich aresztach.

Czy Ukraina i Rosja się porozumiały? Zamieszanie i dezinformacja wokół wymiany więźniów

W dodatku (oficjalnie z powodu remontu) na tydzień zamknięto stołeczne lotnisko Kijów, na którym może wylądować samolot z jeńcami. Wiadomo, że Zełenski chciałby powitać Ołeha Sencowa, marynarzy i innych jeńców osobiście, by przed kamerami pochwalić się ogromnym sukcesem. Dziś pojawiła się informacja, że kwestia wymiany przeciągnie się nawet o tydzień, co nie zagroziłoby przyjazdowi prezydenta do Polski.

Negocjacje skomplikowały się, bo Putin chce, by Ukraińcy przekazali mu również Władimira Cemacha, zatrzymanego prorosyjskiego bojownika współodpowiedzialnego za zestrzelenie boeinga MH-17 w lipcu 2014 r. Ważnego świadka w tej zbrodni.

– Brak Donalda Trumpa w Warszawie nie będzie miał wpływu na przebieg wizyty Wołodymyra Zełenskiego. Ma on ważne sprawy do przekazania Polakom i chce godnie uczcić rocznicę wojny, która tak straszliwie dotknęła Polaków i Ukraińców – mówił w rozmowie z Biełsatem w Kijowie Kyryłł Tymoszenko, rzecznik prezydenta Ukrainy.

Zełenski przyjedzie do Warszawy w zupełnie innej, lepszej sytuacji, niż wtedy, kiedy odwiedzał Paryż, czy Berlin. Tym razem ma już swój parlament i rząd. Nowy rząd Ołeksija Honczaruka pracuje dopiero dwa dni i ciężar organizacji wizyty spadł głównie na ambasadora Ukrainy w Warszawie, Andrija Deszczycę.

To też jest przyczyną ogromnego chaosu i braku zwykłych w takich przypadkach uzgodnień co do treści, jakie przekaże w Polsce ukraiński prezydent. Jednak Zełenski ma już rząd i pełną odpowiedzialność za swoją politykę. Jego słowa w Warszawie będą zatem miały dużą wagę. Choć do końca nie wiadomo co powie, to raczej wiadomo jak. Zełenski jest świetnym mówcą i ma zazwyczaj porywające wystąpienia. Tyle, że dyplomacja to nie kampania wyborcza. Od przemówienia ważniejsze są jego konsekwencje dla obu stron.

Trudne sprawy

Mimo deklarowanej przez poprzednie władze w Kijowie prozachodniości i przyjaźni z Polską, faktyczne relacje z Warszawą były w ciągu ostatnich kilku lat złe. Głównie z powodu polityki historycznej, którą władza w Kijowie rujnowała starając się na potrzeby wewnętrzne (kokietowania środowisk nacjonalistycznych) i budowując nową politykę historyczną, zorientowaną na narrację zachodnioukraińską.

W kwietniu 2017 r. ukraiński IPN (Instytut Pamięci Narodowej) wprowadził moratorium na prace ekshumacyjne ofiar zbrodni wołyńskiej. Formalną przyczyną był spór o ukraińskie pomniki w Polsce. Potem były nieszczęsne poprawki do polskiej ustawy o IPN, które rozjuszyły stronę ukraińską. W tle jątrzyły zmieniane w ukraińskich miastach na czczące imionami zbrodniarzy UPA nazwy ulic i inne ich upamiętnienia.

– My przyszliśmy do władzy, by zmienić tę narrację, bo ona jest szkodliwa i niezrozumiała również dla większości Ukraińców, co potwierdziły ostatnie wybory – tłumaczy Biełsatowi Mykyta Poturajew, deputowany Sługi Narodu i jeden z wizerunkowych doradców ekipy Zełenskiego.

Ale już mniej oficjalnie ludzie prezydenta przyznają, że nic za darmo. Dobrze wiedzą, że korekta polityki historycznej i np. zgoda na ekshumacje, będzie ważna dla Polaków i prezentem dla polskich władz. O ile jeszcze przed wyborami na Ukrainie ludzie od Zełenskiego szastali z łatwością deklaracjami, że zmienią politykę historyczną i zapewniali, że dla nich kult Bandery jest szkodliwy i nieistotny, to już teraz zrozumieli, że za ustępstwa coś można uzyskać.

– Kolektor gazowy, żebyśmy mogli importować gaz z Polski, w razie gdyby Gazprom zakręcił kurek, polskie inwestycje na Ukrainie, wsparcie dla armii i jakaś forma wsparcia w negocjacjach z Rosją, nawet jeśli Polska jest poza formatem normandzkim – wylicza co chciałby od Polski Kijów Wiktor Andrusiw, dyrektor związanego z zapleczem władzy Zełenskiego think-tanku Ukraiński Institut Przyszłości. – Nie należy zapominać, że Zełenski może dużo obiecać w sprawie ustępstw w polityce historycznej, ale w rzeczywistości będzie musiał te ustępstwa niuansować potem na Ukrainie, bo on też nie chce rozdrażniać elektoratu we Lwowie i na zachodzie kraju – dodaje Andrusiw.

Wiele będzie zależeć od sprawności nowej ukraińskiej administracji. Na razie patrząc na chaos informacyjny związany np. z wymianą jeńców, widać, że władza Zełenskiego jest jeszcze na etapie niemowlęcym i dopiero będzie się docierać. Mimo wszystko, jeśli ukraiński prezydent wyrazi w Warszawie intencję zmiany w drażliwych kwestiach historycznych, to powinien otrzymać z polskiej strony duży kredyt zaufania.

Zełenski skłonniejszy do dialogu historycznego z Polską od Poroszenki?

Michał Kacewicz/belsat.eu

Zobacz też
Komentarze