Witalij Portnikow: Walc wiedeński Łukaszenki. Czy przestanie być wyrzutkiem w Europie?


Informacja o zaproszeniu, które białoruski prezydent otrzymał od austriackiego kanclerza Sebastiana Kurza, nie stała się wielką sensacją nie tylko w europejskich, ale również w rosyjskich mediach. Jednak oznacza ona realną przemianę europejskiego kursu wobec władz w Mińsku.

Alaksandr Łukaszenka otrzymał od austriackiego kanclerza narty i… zaproszenie do Austrii.– president.gov.by

Co więcej, Sebastian Kurz nie tylko zaprosił Alaksandra Łukaszenkę, ale też nazwał jego „pozytywny kurs” zbliżenia z Unią Europejską przy zachowaniu dobrych relacji z Rosją „modelem dla innych krajów regionu”. I fakt, że to oświadczenie zostało wygłoszone właśnie w czasie ukraińskiej kampanii wyborczej – to również sygnał. Sygnał, że w Europie są kraje, które chciałyby, nie tego by Białoruś stała się taką demokracją jak Ukraina, ale żeby Ukraina prezentowała „model” relacji z EU i Rosją właśnie taki jak na Białorusi.

Austriacki kanclerz odwiedził Mińsk i zaprosił Łukaszenkę do Wiednia

Jedno oko na Zachód, drugie na Rosję

Łukaszenka do niedawna nie mógł liczyć na zaproszenia od europejskich liderów. Goście z Zachodu, jeżeli już przyjeżdżali na Białoruś, to tak jakby nie do końca do niego. Angela Merkel i François Holland odwiedzili Mińsk, by wziąć udział w rozmowach o Ukrainie. Frank-Walter Steinmeier przyjechał na odsłonięcie pomnika ofiar Holocaustu. Kurz był w ciągu długich lat pierwszym zachodnim liderem, który przyjechał właśnie w celu spotkania się z Łukaszenką. I ten fakt mógłby utwierdzić białoruskiego prezydenta, że jego model działa i przynosi pierwsze rezultaty.

Pytanie w ogóle nie dotyczy kwestii, jaki model budowy relacji z Rosją i z Zachodem wybierze Łukaszenka i jak na to zareagują w Europie. Ale w jaki sposób zareaguje na to Kreml. Przecież do teraz Alaksandr Łukaszenka nie pozwalał sobie na drażnienie Kremla.

A prezydenci sąsiedniej Ukrainy rzeczywiście mieli takie tendencje. I to nie tylko zwolennicy zwrócenia się w stronę Zachodu jak Wiktor Juszczenko i Petro Poroszenko, ale także zwolennicy współpracy z Rosją: Leonid Kuczma i Wiktor Janukowicz.

Kanclerz Austrii podarował Łukaszence narty

Kurs na Rosję kończył się Majdanem

W czasie rządów Kuczmy nazywało się to polityką „wielowektorowości”. Jednak Moskwa po serii inscenizowanych skandali, faktycznie zmusiła Kuczmę do porzucenia tej polityki i podpisania umowy o powołaniu Wspólnej Przestrzeni Gospodarczej.

Wiktor Janukowicz w ogóle był zwolennikiem podpisania umowy stowarzyszeniowej z EU „przy zachowaniu dobrych relacji z Moskwą” i „pozablokowego statusu” Ukrainy. Jednak na Kremlu uznano to za zdradę i zmuszono go do porzucenia tej polityki. Obydwie te zmiany kursu na korzyść Rosji doprowadziły do Majdanów. I to, co warto przypomnieć, działo się to w czasie prezydenckich wyborów na Ukrainie.

Alaksandr Łukaszenka na razie niczego nie podpisał i do nikogo szczególnie się nie zbliżył. No i do Wiednia na razie nie dotarł. Jednak on sam nawet nie wie, gdzie znajduje się czerwona linia, której nie może przekroczyć w zbliżaniu się z Unią Europejską i zostać uznanym w Moskwie ze zdrajcę. Tak jak to było z Kuczmą i Janukowiczem.

Witalij Portnikow, ukraiński dziennikarz i publicysta dla Belsat.eu

jb/belsat.eu

Zobacz też
Komentarze