Wiktar Babaryka: chcę być prezydentem-menadżerem Białorusi WYWIAD

Prezydent ma być menadżerem i strategiem – powiedział PAP finansista Wiktar Babaryka, który zbiera podpisy przed startem w sierpniowych wyborach prezydenckich na Białorusi. Twierdzi, że warunkiem niepodległości jego kraju jest uzdrowienie gospodarki.

– Lider ma być menadżerem, arbitrem, strategiem. W żadnym wypadku nie może wiedzieć wszystkiego, na wszystkim się znać. Jego zadanie to znajdować mądrych ludzi i dać im pracować. Ja umiem to robić – oświadczył Wiktar Babaryka w wywiadzie dla PAP.

Do 12 maja, kiedy zapowiedział swój start w wyborach, Babaryka był prezesem Biełhazprambanku. Funkcję tę sprawował przez 20 lat i zrezygnował z niej po podjęciu decyzji o rzuceniu rękawicy prezydentowi Alaksandrowi Łukaszence.

Wiktar Babaryka. Zdjęcie: belsat.eu

Oprócz przywrócenia faktycznego trójpodziału władzy, Babaryka postuluje ograniczenie prezydentury do dwóch kadencji.

– Nie ma silnika, który działa wiecznie, a zmiana jest warunkiem rozwoju – zapewnia. – W gospodarce to konkurencja, w przyrodzie prawo silniejszego, w polityce ograniczenie kadencji – wyjaśnia.

Do komitetu wyborczego Babaryki w ciągu czterech dni zapisało się 10 tys. ludzi.

– Jeszcze trzy tygodnie wcześniej niewiele o mnie wiedzieli. To pokazuje, jak wielkie na Białorusi jest zapotrzebowanie na zmianę – powiedział.

Przyznaje, że sam nie oczekiwał takiej reakcji.

– Z drugiej strony nie wierzyłem i nie wierzę w to, że Białorusini stali się narodem z „wyuczoną bezradnością” – wskazuje.

Dodaje, że w różnych realizowanych dotąd projektach miał kontakty z młodymi, aktywnymi, wykształconymi ludźmi, „widział inną Białoruś”.

– Jest wiele projektów, wspaniałych inicjatyw, w które angażują się ludzie energiczni, kreatywni, wierzący w siebie. To m.in. ta słynna białoruska branża IT, inicjatywy kulturalne i społeczne. Ci ludzie żyją już na innej Białorusi i właśnie do nich kieruję swoją propozycję – powiedział Babaryka.

50 tys. w trzy dni! Konkurent Łukaszenki ma już połowę niezbędnych podpisów

– Ktoś zapytał mojego syna, czy państwo nas popiera. On odpowiedział: „A kto to jest państwo? Państwo to my, więc wychodzi na to, że tak” – relacjonuje.

Zdaniem Babaryki „ludzie oczekują od władzy szacunku, nie chcą być traktowani jako nikt, jak masa”.

– Oni mają dość, że ktoś zwraca się do nich na „ty”, niezależnie od wieku, funkcji, statusu. Chcą poszanowania swojej godności – podkreśla.

Finansista wskazuje, że jako prezes banku zajmował się gospodarką, ale w ramach tej działalności rozwijał to, co stanowi podstawę każdego państwa, czyli własność prywatną, mały i średni biznes.

– To historia całego mojego życia, rozwijanie społeczeństwa przez gospodarkę – przekonuje.

Przypomina, że od dawna wskazywał na potrzebę zmian na Białorusi, jednak starał się nie wychodzić poza ramy gospodarki.

– Pisałem artykuły, jednoznaczne i krytyczne, dawałem rady, jak to zmienić, jednak nikt nie był zainteresowany realizacją – wskazuje Babaryka i dodaje, że po decyzji o wejściu do polityki zobaczył, że sytuacja się zmieniła. – Ludzie zareagowali na propozycję: spróbujmy stworzyć inną Białoruś – mówi.

Jest przekonany, że „niepodległość kraju leży w gospodarce, a nie w hasłach”. Jak wskazuje krytycznym momentem, również w kontekście wejścia do polityki, był koniec 2019 roku, gdy Białoruś miała podpisać 31 „map drogowych” dotyczących pogłębienia integracji w ramach państwa związkowego z Rosją.

https://belsat.eu/pl/news/premier-rosji-integracja-bedzie-nieodwracalna/

– Zwłaszcza 31. „mapa”, która oznacza ograniczenie suwerenności, jest ogromnym zagrożeniem. Wtedy stanęliśmy na krawędzi, na granicy. Nie przekroczyliśmy jej, ale ryzyko pozostało – mówi Babaryka.

Dokumentów ze względu na opór Mińska nie podpisano, jednak sprawa pogłębionej integracji wciąż jest aktualnym tematem w relacjach wzajemnych i – według ekspertów – Moskwa z czasem wróci do niego.

Według Babaryki pod ścianą postawił Białoruś właśnie zły stan gospodarki.

– Stało się dla mnie jasne, że jeśli to podpiszemy, to będzie to realne zagrożenie dla suwerenności kraju – mówi.

Kolejnym wyzwaniem dla Białorusi – jak twierdzi finansista i polityk – stała się epidemia Sars-CoV-2, która „uderzyła nawet w gospodarki wysoko efektywne tak mocno, że nie wiadomo, jak będą z tego wychodzić”.

– Bardzo ważny wpływ na moją decyzję o starcie w wyborach było to, jak władza zachowała się wobec społeczeństwa w sprawie Covid-19. Mamy umownie dwa podejścia: szwedzkie, bez szerokiej kwarantanny z ochroną grup ryzyka i ogólnie stosowaną na Zachodzie szeroką kwarantannę. Białoruś wybrała drogę, której nie ma – skomentował Babaryka decyzję władz swojego kraju.

Łukaszenka o walce z Covid-19: nasze metody stosują też inne kraje

– Nasza gospodarka jest teraz w takim stanie, że jeśli nie rozpoczną się zmiany, to nie podniesiemy jej. Tego nie udawało się zrobić przed koronawirusem, a już po przejściu epidemii, to na pewno się nie uda. Nie wiem czy grozi nam rewolucja, bunty głodowe, rozlew krwi, czy może będzie to zjednoczenie, 31. „mapa” czy jeszcze jakaś inna unia. Jestem głęboko przekonany, że jeśli dzisiaj nie zaczniemy reform, to wybory w 2025 roku odbędą się już w zupełnie innej Białorusi – podkreśla.

Babaryka nie wierzy w to, że „można sfałszować wolę narodu”. Jego zdaniem w poprzednich wyborach wyniki były zawyżane i były to „fałszerstwa po stronie zwycięzcy”, czyli prezydenta Łukaszenki.

– Czy władze odważą się na „odebranie społeczeństwu prezydenta”, jeśli ich kandydat będzie miał realne poparcie mniejsze niż 51 procent? Nie wierzę, że coś takiego może się wydarzyć. Pytanie jednak brzmi: jak w takiej hipotetycznej sytuacji zachowałoby się społeczeństwo? Właśnie społeczeństwo, a nie grupa 200 czy nawet 500 tys. ludzi – podsumowuje Babaryka.

Białoruś: ogromne kolejki na zbiórkach podpisów pod kandydaturami konkurentów Łukaszenki

pj/belsat.eu wg PAP

Wiadomości