Wczoraj pobity i zatrzymany, dziś stanął przed sądem. Operator Biełsatu nie usłyszał wyroku w swojej sprawie

Wideo

Sąd w Mińsku nie był w stanie wydać wyroku i odesłał materiały sprawy „do dopracowania”. Naszego operatora Andrusia Kozieła, który był również mężem zaufania jednego z niezależnych kandydatów, brutalnie pobiła wczoraj milicja w jednym z punktów wyborczych w Mińsku.

Funkcjonariusze przy wyprowadzaniu rozbili mu głowę o szklane drzwi lokalu wyborczego a potem zaciągnęli go do samochodu i zawieźli na komisariat dzielnicy Centralny Rajon, .

Czytajcie więcej:

Tak opisywał to sam zatrzymany:

– Trzy razy uderzyli mnie w głowę, bili po żebrach i nerkach. Do tej pory bardzo boli mnie głowa, ale nie udzielono mi żadnej pomocy medycznej, zignorowano wszystkie prośby – opowiadał dziś w sali sądu Andruś o wydarzeniach poprzedniego dnia. – W dyżurce zacząłem pisać zawiadomienie do prokuratury o pobiciu. Potem zabrali mnie do innego pokoju i zabrali wszystkie rzeczy, również notes, w którym pisałem. Potem zjechali się tam naczelnicy po cywilnemu.

Milicjant Uładzisłau Buszynski, który brał udział w zatrzymaniu naszego kolegi. Przed początkiem posiedzenia nie chciał się przedstawić, ale w sądzie wymieniono jego nazwisko.

Nasz kolega podkreśla, że nigdzie nie dano mu kopii protokołu, a we wszystkich miejscach, gdzie był wymagany jego podpis napisano, że odmówił zeznań. Po naradzie milicyjne kierownictwo zadecydowało o odesłaniu zatrzymanego na noc do aresztu.

Pobity Andruś Kozieł chwilę po przywiezieniu go do sądu.

– Major Dzmitryj Krotau kazał milicjantowi odwieźć mnie do aresztu tymczasowego. Nie dali mi możliwości zapoznania się ze sprawą. Major zabrał moją kartkę i napisał w protokole, że odmówiłem złożenia podpisu. Postawił mnie twarzą do ściany, pisał protokół, gdzieś dzwonił i mówił, że nie będę podpisywać. Powiedziałem, że będę, ale nie dał mi się zapoznać. Zaczął krzyczeć, że nie będzie przeze mnie siedzieć całą noc – opowiedział nam dziś nasz kolega.

Krew na kurtce pobitego.

Noc poprzedzającą sąd Andruś spędził w areszcie przy ul. Akreścina. Rano nasi dziennikarze uzyskali tam informację, że został przewieziony do sądu dzielnicy Centralny Rajon, gdzie miał odpowiadać za „niepodporządkowanie się milicji”. Jak jednak mówił dziś Kozieł, milicjanci wprowadzali w ten sposób dziennikarzy w błąd: w tym czasie wciąż był jeszcze w areszcie na dyżurce i sam słyszał jak dyżurny przekonywał przez telefon swoich rozmówców, że zatrzymanego „już wywieziono”.

Biały milicyjny bus pojawił się na dziedzińcu sądu przed godziną 14:00, ale Kozieła trzymano w nim niemal do 15:30, na kiedy zaplanowano rozprawę.

Milicyjny bus przywozi Andrusia Kozieła do sądu.

Początek posiedzenia trwał krótko. Andruś poinformował sędziego, że nie miał możliwości zapoznania się z materiałami sprawy i złożył wniosek o udzielenie mu na to czasu. Sędzia Iwan Kaścian dał mu na to 20 minut i ogłosił przerwę w posiedzeniu. Wtedy właśnie Kozieł zdołał opowiedzieć obecnym w sądzie dziennikarzom, co działo się z nim w ciągu ostatnich kilkunastu godzin.

Przerwa nieco się przeciągnęła, a po jej zakończeniu adwokat Kozieła złożył kilka wniosków – m.in. o zapoznanie się przez sąd z materiałami wideo, na których zarejestrowano moment zatrzymania. Sąd przychylił się do tego wniosku.

Zeznający milicjanci przekonywali, że nie użyli wobec niego siły fizycznej, ale podczas próby wyprowadzenia go z lokalu zaparł się o drzwi, przewrócił się i wtedy musiał się o nie pokaleczyć. Twierdzili, że to oskarżony próbował uderzyć jednego z nich, chociaż sami przyznali, że w jednej ręce trzymał włączony telefon, a przez drugą miał przewieszoną torbę. Dopiero, gdy ich zaatakował, użyli środków przymusu i wezwali grupę interwencyjną. Wg zeznań jednego z milicjantów Kozieł połamał mu nawet naramiennik, ale ponieważ „to drobiazg”, faktu tego nie odnotowano w protokole.

Na podstawie tych zeznań sędzia Kaścian nie był w stanie ustalić, czy rzeczywiście oskarżony dopuścił się napaści na milicjantów i nie podporządkował się ich zgodnym z prawem żądaniom. Uznał materiały sprawy przekazane mu przez milicję za niewystarczające i odesłał je z powrotem – z adnotacją „do dopracowania”. Kozieła zwolniono – publiczność przyjęła postanowienie sądu oklaskami.

Sprawa wróci jeszcze na wokandę, a nasz operator zamierza w tym czasie złożyć do prokuratury skargę na bezprawne działania milicji i przekroczenie kompetencji służbowych przez jej funkcjonariuszy.

Nasza poniedziałkowa relacja z zatrzymania operatora Biełsatu:

DR, cez/belsat.eu

Zobacz też
Komentarze