Walka z równoległym liczeniem głosów i znane zawczasu wyniki wyborów

Prokuratura Generalna zwróciła się do Ministerstwa Informacji z prośbą o ograniczenie dostępu do platformy alternatywnego podliczania głosów Gołos (Głos). W mediach pojawiły się tymczasem nagrania świadczące o tym, że wyniki wyborów i tak zostały już ustalone.

Użytkownicy rejestrują się na platformie Hołos, a następnie przesyłają swoje dane i zdjęcie karty do głosowania. Ponieważ będą to zapewne głównie zwolennicy opozycji, to w ten sposób oponenci władzy dostają przynajmniej szacunkowe dane dotyczące rozmiaru poparcia dla nich.

Maryna Papowa, zdj.: BT-1

Przedstawicielka Prokuratury Generalnej Maryna Papowa przekonywała w telewizji BT-1, że prośba jej instytucji podyktowana jest troską o prywatne dane użytkowników, które przekazuje się Hołosowi. Zarejestrowana jest ona w Stanach Zjednoczonych.

– Prawa ludzi mogą być naruszone, a my nie będziemy wiedzieć, kto je wykorzystuje i nie da się ich znaleźć – dodała.

Przedstawicieli platformy Hołos tłumaczą, że zarejestrowało się na niej prawie milion Białorusinów. Władze mogą ograniczyć dostęp do niej, ale można go obejść na przykład za pomocą komunikatora Telegram.

– Oprócz tego mamy dokładny plan, co robić jeśli mimo to będą jakieś ograniczenia – podkreślają.

Tymczasem kampania Uczciwi Ludzie opublikowała nagranie rozmowy w jednej z mińskich komisji wyborczych.

Szefowa komisji wyraźnie mówi tam, że ostateczne rezultaty wyborów są już znane i każdy członek komisji powinien nauczyć się ich na pamięć tak, aby podczas “liczenia” głosów rozłożyć karty do głosowania na odpowiednie stosy. Z nagrania wynika, że na 1413 oddanych głosów, 952 zdobędzie tam Alaksandr Łukaszenka, a jego główna oponentka Swiatłana Cichanouskaja 108.

Zdj.: Tania Kapitonowa, Biełsat

Wybory trwają od wtorku. Jutro ostatni, główny, dzień głosowania. Niezależni obserwatorzy, którzy nie są wpuszczani do lokali wyborczych, alarmują, że frekwencja zawyżana jest kilkukrotnie. OBWE nie przysłała swoich obserwatorów ponieważ władze zbyt późno wystosowały oficjalne zaproszenie. Z kolei zagraniczni dziennikarze masowo nie otrzymywali akredytacji MSZ pozwalającej na pracę na Białorusi.

Mateusz Bajek: „Tam, gdzie są obserwatorzy, Łukaszenka przegra”

pp/belsat.eu

Wiadomości