„Wagony grantów z Polski to legenda.” Jak opozycjonista z Grodna został stolarzem

fotoreportaż

Wadzim Saranczukou przy pracy. Zdjęcie - Wasil Małczanau, belsat.eu

Rok temu grodzieński lider Białoruskiego Frontu Narodowego otworzył stolarnię i zaczął zadziwiać cudami z drewna. O drodze od fascynacji Sherlockiem Holmesem, przez karierę prawnika i polityka, po pracę rzemieślnika opowiada Wadzim Saranczukou.

– O, i co to będzie? – pytam się, podnosząc kawałek drewna ze stołu.

– Potem zobaczysz, – zachowuje tajemnicę majster.

Drewniane wyroby Wadzima Saranczukowa

Wadzim Saranczukou jest szerzej znany jako aktywista społeczny i przewodniczący partii BNF w odwodzie grodzieńskim. Rok temu nowe hobby całkiem zmieniło życie polityka. Nie, nie przestał zajmować się działalnością społeczną, ale znalazł sobie zajęcie, które daje mu radość i pieniądze.

– Musiałem zdobyć dwa fakultety, by zrozumieć, że siedzenie w biurze nie jest ciekawe – tłumaczy Wadzim. – Jestem prawnikiem ze specjalizacją gospodarcze wsparcie biznesu. Jako prawnik pracowałem przez kilka miesięcy. Potem zrozumiałem, że ten zawód w swojej klasycznej formie nie jest dla mnie. Jestem oczywiście szczęśliwy, że mam wykształcenie prawnicze. To pomaga każdego dnia życia. Nie boję się prawa, nie boję się szukać informacji, wiem, gdzie ich szukać. A do pracy własnymi rękoma zawsze mnie ciągnęło. Jakiś rok temu spróbowałem swoich sił z drewnem, zaczęło mi wychodzić i postanowiłem to kontynuować.

Jak opowiada Wadzim, w dzieciństwie zaczytywał się przygodami Sherlocka Holmesa i marzył, by zostać prywatnym detektywem. Może dlatego wybrał studia prawnicze. Jednak w ciągu swojego życia imał się bardzo wielu profesji. Już w latach 90-tych wraz z ojcem robił witraże. Potem był doradcą prawnym programu Międzynarodowej Organizacji Pracy, następnie menażerem, kierownikiem działu klimatyzacji i wentylacji w prywatnej firmie, a nawet trenerem. Jakiś czas temu wrócić do pracy w szkle. Do teraz polityk nanosi na szklanki i kieliszki dowolne wzory, głównie herb Pogoń, ale także np. krajobrazy Kamczatki.

– Każdy człowiek powinien się czymś zajmować. Partia nie jest projektem komercyjnym. W partii pieniędzy nie zarabiamy i nigdy nie zarabialiśmy. Te opowieści o wagonach grantów i dolców, które rozładowujemy w Białymstoku to legendy nie mające nic wspólnego z rzeczywistością. A każdy człowiek musi coś jeść. Dlatego, jeśli masz ręce i głowę na karku, musisz pracować – mówi Wadzim Saranczukou.

Wszystko przez internet

Mistrzostwo w obróbce szkła i drewna aktywista zdobył dzięki internetowi. Także w internecie rzemieślnik sprzedaje swoje wyroby.

Szklanka ozdobiona przez Wadzima Saranczukowa

– We współczesnym świecie nie ma niczego zamkniętego i wszystko dość lekko można znaleźć w wolnym dostępie. I nie trzeba nawet mieć sklepu. Jako rzemieślnik jestem zarejestrowany od dość dawna. Obecnie na Białorusi to dość prosta forma działalności. W ciągu roku trzeba zapłacić jedną „kwotę bazową” (24,5 rubla, czyli około 50 złotych) opłaty rzemieślniczej, a potem roczny podatek dochodowy. We współczesnej przestrzeni informacyjnej niepotrzebna jest jakakolwiek obecność fizyczna, by czymś się zajmować, czy coś sprzedawać. Nie ogranicza mnie też miejsce zamieszkania. Ludzie zamawiają przez internet, a ja wysyłam zamówienia pocztą nawet po całym świecie. Moje spinki zamawiano już z Danii i Francji – mówi Wadzim.

Dobre drewno to podstawa

Saranczukou wciąż eksperymentuje ze swoją twórczością. Przeróżne naszyjniki, spinki, deski do krojenia, ramki, tace, szkatułki, tablice na ścianę – to tylko maleńka część tego, co już zrobił. Pierwszym i głównym pomysłem jest tworzenie produktów z narodową symbolika. Jednak z czasem Wadzim postanowił się na tym nie zatrzymywać. Projektantem jest żona Iryna, która ukończyła dwa kierunki artystyczne.

W swojej stolarni polityk używa piły taśmowej i szlifierki kontowej, grawerki, wyrzynarki i innych narzędzi. Pod warsztat Wadzim wynajął maleńki pokoik na poddaszu swojej kamienicy. Jednak, jak twierdzi rzemieślnik, taka praca nie uzależnia go od jednego miejsca. Może tworzyć w warsztacie, mieszkaniu, czy na wsi. Większym problemem jest znalezienie dobrego drewna, bo nie każdy gatunek można znaleźć w białoruskich sklepach.

Najniższe ceny dzieł grodzieńskiego polityka zaczynają się od 30 rubli. Koszty rzemieślnik szacuje na podstawie poświęconego czasu i cen materiałów.

Każda rzecz jest unikalna

Obecnie tylko niewielka część jego produktów trafia do sklepów. Po pierwsze, to znacznie podnosi koszt przedmiotów. Po drugie, każda rzecz wycięta z drewna jest unikalna i nadaje się do masowej produkcji.

– Niczego nie robię masowo. Nie można zrobić na przykład dwóch jednakowych spinek. Nawet jak robię jakieś podstawki pod okulary, to za każdym razem jest to inna podstawka, inny gatunek drewna, inna forma. Nie można ich wziąć i wydrukować na drukarce. Inaczej idą włókna – pokryjesz olejem i uzyskasz inne kolory. Ja nie mogę zrobić dwóch takich samych przedmiotów, a jedynie podobne. Gdy mówią mi – zrób dla mnie spinkę, którą widziałem na twojej stronie, to zaczyna się męka tworzenia. Szkoda tylko, że nie zająłem się tym dziesięć lat temu – kończy Wadzim Saranczukou.

„Cywilizacja utracona”. Grodzieński malarz przywraca żydowskie miasteczko

Paulina Walisz, pj/belsat.eu

Zobacz też
Komentarze