W Rosji zatrzymano zbiegłego białoruskiego śledczego. Chciał „wypędzić dyktatora”

Andrej Astapowicz w Moskwie. Zdj. Instagram

Andrej Astapowicz kilka dni temu zwolnił się z pracy w Komitecie Śledczym i zamieścił „antypaństwowy” wpis w internecie. Zamierzał wyjechać na Łotwę.

Były śledczy próbował tam dotrzeć przez Rosję. Najpierw udał się więc do Moskwy, ale jak twierdzi jego adwokat, zaczęto śledzić go już tam. Potwierdza to żona zatrzymanego, która powiedziała, że następnego dnia po wyjeździe małżonków z Białorusi, otrzymali informacje od znajomych, że Andrej „jest poszukiwany”.

W minioną środę Astapowicz z żoną wyjechał z Moskwy do Pskowa. W tamtejszym konsulacie Łotwy miano udzielić mu zgody na przyznanie statusu uchodźcy politycznego i obiecano wydać wizę w najbliższy poniedziałek. Z nią mógłby już bez problemów przekroczyć rosyjsko-łotewską granicę.

Wczoraj wieczorem został zatrzymany przez grupę mężczyzn po cywilnemu w pokoju hotelowym. Trafił na posterunek policji, gdzie przebywa do dziś. Denis Kamaliagin, adwokat Astapowicza obawia się, że już w poniedziałek z Białorusi mogą zostać przysłane dokumenty ekstradycyjne. I jego klient zostanie odesłany do kraju.

– Tych dokumentów na razie nie ma i dlatego nie można nawet powiedzieć, za co go zatrzymano – mówi adwokat.

Podejrzewa on, że formalną przyczyną zatrzymania może być zarzut nielegalnego przekroczenia granicy podczas ograniczeń związanych z epidemią infekcji koronawirusowej.

To jednak raczej tylko pretekst. Kilka dni temu starszy śledczy Andrej Astapowicz opublikował w Instagramie zdjęcie swojego raportu o odejściu ze służby.

– Współobywatele, walczcie do zwycięskiego końca, wypędzimy dyktatora i bezprawie razem z nim – głosił komentarz do zdjęcia.

lb, cez/belsat.eu

Wiadomości