Witalij Portnikow W przededniu szczytu. Putin nie chce być „ósmym”


Rozmowy prezydenta Francji Emmanuela Macrona z Władimirem Putinem w Forcie Bregancon odbyły się na kilka dni przed spotkaniem przywódców „wielkiej siódemki” w kurorcie Biarritz. Macron będzie gospodarzem szczytu. I należało mu przypomnieć o prawie zapomnianych czasach, kiedy „siódemka” była „ósemką”, a Putin przejeżdżał na jej posiedzenia.

Co z tym Krymem?

Jednak do jego powrotu raczej nie dojdzie. Zresztą Emmanuel Macron mówił o tym powrocie – w związku z Ukrainą. I całkiem słusznie przekonywał, że powrót do poprzedniego formatu może nastąpić w przypadku, jeśli zostanie usunięte napięcie pomiędzy Zachodem a Rosją z powodu Ukrainy.

Powstaje jednak pytanie: a jak to napięcie usunąć?

Nawet jeżeli teoretycznie wyobrazić sobie, że uda się rozwiązać konflikt w Donbasie, wyprowadzić stamtąd rosyjskie wojska i odnowić integralność terytorialną Ukrainy „na kontynencie”, to co z Krymem? A przecież Rosję wyproszono z G-8 właśnie z powodu Krymu – po tym, kiedy brutalnie naruszyła integralność sąsiedniego państwa i przyłączyła do siebie część jego terytorium.

Ale przy tym dla samego Władimira Putina kwestia Krymu jest zamknięta raz na zawsze. Zaś dla zachodnich przywódców pogodzenie się z takim podejściem do tematu to dobrowolna rezygnacja nawet z możliwości obrony fundamentalnych zasad prawa międzynarodowego.

Macron z Putinem rozmawiali o Ukrainie. Teraz chcą rozmawiać również z Ukraińcami?

Putin wśród swoich

Nie wiem, czy Rosja wróci kiedyś do formatu „ósemki”. Ale nie mam wątpliwości, że Putin nie wróci tam nigdy. Nie wróci również dlatego, że ta „ósemka” jest mu potrzebna w znacznie mniejszym stopniu niż jego poprzednikowi Borysowi Jelcynowi, którego tam zaproszono. I to jest to, czego prawdopodobnie nie może pojąć Macron i pozostali. Dla Jelcyna poszerzenie G-7 o Rosję było znakiem powrotu jego kraju do cywilizowanego świata. Potwierdzeniem, że Rosja gra w tym świecie na takich samych zasadach.

Ale Putin wcale nie uważa cywilizowanego świata za cywilizowany.

Podczas swoich ostatnich wyjazdów podczas spotkań „ósemki” wyglądał na wyalienowanego. I nie jest to komfortowe odczucie dla człowieka, których chciałby, aby traktowano go jako jednego z przywódców współczesnego świata.

Za to na spotkaniach „G-20” Putin jest wśród swoich. Są tam Chiny i inne kraje BRICS. Tam Putin może sam decydować, z kim ma się spotykać. I tam wcale nie wygląda na odizolowanego, nawet jeśli cały Zachód odwraca się od niego, a Trump odwołuje spotkanie. A najważniejsze jest to, że na spotkaniach w formacie „dwudziestki” pojawia się ułuda tej roli Rosji, której wskutek swojego potencjału gospodarczego nie jest ona w stanie odegrać.

I to jest właśnie to, co Putin starał się wyjaśnić Macronowi i francuskim dziennikarzom podczas spotkania w Forcie Bregancon. Że są przecież jeszcze inne formaty i po co cały czas przypominać to „G-8”? I to jest to, w co Macron i inni zachodni przywódcy nigdy nie uwierzą, ponieważ oni – jak najbardziej zasadnie – uważają świat, w którym przebywają, za pełen prestiżu i decydujący o przyszłości.

I wierzą, że Putinowi bardzo chce się do tego świata powrócić i, że trzeba kusić go wizją powrotu – tak jak robił to Macron.

A tymczasem Putin przebywa w swoim świecie i jego wyobrażenia o prestiżu i wpływach znacznie różnią się od wyobrażeń Macrona i innych członków G-7. Dlatego ci ludzie nigdy nie zrozumieją się nawzajem. I Putin nigdy tam nie wróci.

Witalij Portnikow, ukraiński dziennikarz i publicysta dla belsat.eu

(cez)

Inne teksty autora:

Redakcja może nie podzielać opinii autora.

Zobacz też
Komentarze