W Jerozolimie Putin pokazał, że nie chce kompromisu

Wystąpienie Władimira Putina na forum w Jerozolimie. Zdj. kremlin.ru

W przemówieniu Władimira Putina nie było bezpośredniego ataku na Polskę. To wcale nie znaczy, że rosyjska kampania rewizji historii zatrzymała się.

W czasie wczorajszego V Światowego Forum Holokaustu w Jerozolimie oprócz przemówień, pokazywane były prezentacje multimedialne. Na jednej z nich, przed wystąpieniem Emmanuela Macrona, prezydenta Francji, pokazana była mapa hitlerowskich podbojów. Tyle, że prezentacja sugerowała, że niemiecka agresja rozpoczęła się w 1942 r.

W dodatku na mapie nic się nie zgadzało. Granice Polski nie były zgodne z tymi sprzed września 1939 r., ani tymi po wojnie. Pojawiła się za to Białoruś w dziwnym kształcie sięgającym daleko na południe.

O ile nic się nie zgadzało z faktami i rzeczywistością historyczną, to prezentacja była bardzo spójna. Z wcześniejszym wystąpieniem Władimira Putina. Nie było ono wcale takie delikatne wobec Polski. Ani nie było wyciągnięciem ręki do pojednania w trwającej od ubiegłego roku rosyjskiej kampanii rewizji historii XX wieku.

Przeciwnie, jerozolimskie wystąpienie Putina potwierdza, że Kreml poważnie zamierza zmieniać ocenę historii, by osiągnąć wymierne efekty w aktualnej polityce zagranicznej.

Putin w Yad Vashem nie krytykował Polski, ale chce bronić „dobrego imienia bohaterów”

Druga połowa wojny

Putin podkreślał, że 40 proc. ofiar holokaustu to obywatele byłego ZSRR. Mówił, że na okupowanych przez Niemców terytoriach Związku Sowieckiego zginęło 1,4 mln. Żydów. Wyliczał, ilu na Ukrainie, Litwie, Łotwie. Zapomniał dodać, że wliczył w te liczby ludność żydowską polskich kresów wschodnich, zajętych przez Stalina we wrześniu 1939 r. O tym okresie historii II wojny światowej i jej genezie zresztą, zgodnie z przewidywaniami, nie wspominał.

Putin skupił się na drugim okresie wojny. Tym po najeździe Niemiec na ZSRR. Tak, jakby nie było zbrodni holokaustu, np. działań Einsatzgruppen na terenie państw okupowanych przez Niemców już po 1 września 1939 r.

Putin nie mówił wprost o Polsce, ale w jego przemówieniu przebrzmiewały nuty aluzji do wcześniejszych tez Kremla o tym, że Polacy rewidują historię. Wczoraj mówił, że niedopuszczalne jest używanie pamięci ofiar holokaustu do celów bieżącej polityki.

W ostatnich tygodniach to jednak rosyjska administracja i dyplomacja prowadziły bezprecedensową batalię wypaczającą ocenę wojny. Zarzucając Polsce współodpowiedzialność za wybuch wojny i współudział w zagładzie Żydów. Ze strony Kremla płynęły sygnały, że to polskie władze manipulują, bo podkreślają udział Stalina w napaści na Polskę w 1939 r. i jego sojusz z Hitlerem.

Rzeczniczka rosyjskiego MSZ znów oskarża Polskę

Strażnicy prawdy?

Putin wprost nie odniósł się do tej, powszechnej przecież na świecie, oceny historii. Przedstawił za to swoją, kanoniczną wersję historii wojny – z bohaterską Armią Czerwoną w roli głównej. W jednym, logicznym szeregu postawił tragiczną blokadę Leningradu ze zbrodniami holokaustu. Po czym dodał, że ci, którzy są zgromadzeni w Jerozolimie „są gotowi bronić prawdy i sprawiedliwości” w odniesieniu do historii wojny. Putin wykreślił w ten sposób z listy obrońców prawdy nieobecnych – czyli np. przedstawicieli Polski, czy Litwy.

I to doskonale wpisuje się w rosyjską kampanię historyczną. Ta będzie trwała. Można się spodziewać wręcz wzmożenia propagandowych ataków na Polskę i oskarżeń o manipulację, czy kolaborację z Niemcami. Tyle, że główny jej ciężar wezmą na siebie teraz prokremlowscy publicyści, historycy i media.

Jak rosyjska propaganda „zamykać wstrętne gęby” pomaga

Kreml w najbliższych miesiącach (do obchodów 75 rocznicy zakończenia wojny w Moskwie w maju) będzie kultywował tę wykładnię historii, którą przedstawił wczoraj Putin. Już ją wykorzystał do podzielenia Europejczyków na lepszych, czyli dawnych aliantów z koalicji antyhitlerowskiej i gorszych – czyli podbite przez Niemców i Sowietów narody, oskarżane teraz o kolaborację i antysemityzm. A o tym, że celem jest budowanie pozycji Rosji, jako członka dzielącego wpływy na świecie „koncertu mocarstw” świadczy wczorajsza propozycja Putina.

Na koniec wystąpienia zaproponował specjalny szczyt stałych członków Rady Bezpieczeństwa ONZ (czyli Chin, Francji, Rosji, Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii) w sprawie pokoju i trudnych spraw na świecie. Putin pokazał do czego mu służy wojenna mitologia. Do legitymizowania specjalnej, mocarstwowej roli Rosji we współczesnym świecie. Do tego jednak potrzebuje krystalicznego wizerunku i wyidealizowanej opowieści o walczącym z siłami zła ZSRR. Polska opowieść i parę innych historii z naszego regionu psują Putinowi ten obraz.

Forum Holokaustu w Jerozolimie: polityczny festyn?

Michał Kacewicz/belsat.eu

Zobacz też