Urodziny Łukaszenki, czyli kałach i strach zamiast tortu

Michał
Kacewicz
dziennikarz

Kiedy 200 tysięcy ludzi przychodzi w urodziny pod okna nie po to, żeby śpiewać „sto lat”, ale wołać: odejdź, wiedz, że to może być ostatnia taka impreza w pałacu prezydenckim.

Dzisiejsze urodziny przejdą do historii, jako najgorsze w życiu Alaksandra Łukaszenki. Właściwie nie są dzisiejsze, bo białoruski prezydent urodził się 30 sierpnia. Osiem lat temu stwierdził jednak, że naprawdę urodził się w nocy z przedostatniego na ostatniego dnia sierpnia. Powody tej zmiany były całkiem praktyczne – 31 sierpnia 2004 r. rzeczywiście urodził się… Kola, najmłodszy syn prezydenta. Łukaszenka chciał świętować razem z synem i zmienił sobie metrykę.

Czasy wszechmocy, która zmienia nawet kalendarz i przeszłość najwyraźniej minęły. Przyszłości białoruski prezydent zmieniać na pewno nie potrafi. Podobnie jak teraźniejszości. A to właśnie te dwa wymiary czasowe nie rysują się dla niego w różowych barwach i na pewno zepsuły mu urodziny. Nie tylko jemu, bo również Koli. Prezenty które dali mu Białorusini nie dają nadziei na założenie prawdziwej dynastii prezydenckiej. Takiej, jaką podpatrzył u swojego bliskiego kolegi z Azerbejdżanu – Ilhama Alijewa, prezydenta, który przejął władzę po ojcu.

Zabawy automatem

Wielotysięczne manifestacje suną przez Mińsk i inne białoruskie miasta już od ponad trzech tygodni. Wczoraj Białorusini nieśli tekturowego karalucha i masę wypisanych na kartonach i czym się da „życzeń urodzinowych” dla Łukaszenki. Nie o takich marzył. Życzenia szybkiego odejścia, daty „1994-2020”, sugerujące koniec panowania – na takie życzenia prezydent odpowiedział w swoim stylu. Jego biuro prasowe przekazało rosyjskim mediom kolejne zdjęcie z serii pt. „nie poddam się bez walki”. Czyli Łukaszenka kroczący w kamizelce taktycznej (przypominającej te, które noszą konwojenci i ochroniarze z supermarketu) z automatem w ręku. Tym razem był to najprawdopodobniej nowszy model rosyjskiego AK (AK-105 lub AK-12), lub gładkolufowa strzelba przypominająca wyglądem automat – rosyjska Saiga, popularna m.in. w polowaniach na niedźwiedzie. Używana również przez OMON do strzelania w tłum.

Kolejny pokojowy protest. Łukaszenka znów pod bronią FOTO

Wcześniej Łukaszenka pozował już do zdjęć z radzieckim automatem AKS-74U. W obu przypadkach chciał pokazać: będę walczył a karabinem w ręku, niczym Salvador Allende (obalony przez wojskowy pucz prezydent Chile), albo Osama bin-Laden. Ten ostatni lubił nawet ten sam model kałasznikowa AKS-74. Tyle, że pałacu Łukaszenki nie szturmuje ani zbuntowana armia, jak w Chile. Ani amerykańscy komandosi z Navy Seals, jak bin-Ladena. Pałac otaczają pokojowi demonstranci. Co gorsze, większość z nich w ostatnich dniach stanowią kobiety. Boją się ich nawet zaprawieni w pałowaniu OMON-owcy i milicyjni tajniacy.

Łukaszenka, który z pozy infantylnego macho uczynił jeden ze swoich atrybutów, nie może tego ścierpieć. On, który w młodości chełpił się miłosnymi podbojami w Mohylewie. On, który przed kochankami uciekł do wojska, a swoją żonę lata temu odprawił na głęboką prowincję do Szkłowa, wcześniej pokazując całemu światu, jak doi krowy. Prezydent tak dumny z nieślubnego syna, że zmienił dla niego datę własnych urodzin – teraz jest bezsilny wobec kobiecego protestu. To chyba irytowało solenizanta najbardziej.

Bankructwo

Na urodziny białoruskiego prezydenta zadzwonił z życzeniami Ramzan Kadyrow. Rządzący Czeczenią Kadyrow jest specjalistą od popierania „trudnych” sojuszników Kremla. W polityce zagranicznej Rosji aktywizuje się np. kiedy trzeba nagłaśniać przypadki prawie beznadziejne: pokazać poparcie dla separatystów z Donbasu, albo dla syryjskiego dyktatora. Ale też doskonale pokazuje w jak ciężkim położeniu znalazł się Łukaszenka. Tak trudnym, że potrzebuje słów otuchy od Kadyrowa. Po dwudziestu sześciu latach rządów nie tego oczekiwał białoruski prezydent. Przez ten czas jego wybujałe i tak ego zdążyło tak mocno utożsamić się z państwem, którym rządził, że białoruski prezydent czuł się twórcą republiki.

Kadyrow z okazji urodzin przesyła Łukaszence wyrazy poparcia

Stworzył własny model państwa, taki rebranding radzieckiej republiki. Nie Zachód, i nie Rosja. Z boku światowych trendów, „chata z kraja” wszelkich zagrożeń płynących z przyspieszającej wokół cywilizacji. Przez wiele lat ten model działał. Znaczna część Białorusinów – nie tylko czerpiąca bezpośrednie korzyści z tego modelu nomenklatura i sektor siłowy, ale i zwykli ludzie – wierzyli Łukaszence, że prowadzi ich bezpiecznie. Nie przeszkadzało im długo, że bywa groteskowy, a czasem groźny. Ci, którym to przeszkadzało, byli natychmiast pacyfikowani całym wachlarzem instrumentów represyjnego, policyjnego państwa.

Aż do czasu, kiedy większość Białorusinów przejrzała na oczy. Częściowo dlatego, że nie da się długo utrzymywać fikcji w dobie powszechnej i w miarę swobodnej komunikacji i wymiany informacji. Białorusini mogli po prostu skonfrontować model państwa Łukaszenki z innymi modelami państw otaczających Białoruś. A częściowo dlatego, że uważający się i przez wielu uważany za wszechwładnego Łukaszenka wyłożył się na koronawirusie.

Kozy: nowa „terapia antywirusowa” od Łukaszenki

Podszedł do niego typowo i po swojemu. Wyśmiewając go. I tu się pomylił, bo sprawa była poważna, a jego podejście pokazało, że niepoważne jest państwo białoruskie. Wtedy, kiedy Białorusinom z nieba spadły wybory – ten powtarzany przez prezydenta rytuał zabawy w demokrację. Tym razem Białorusini potraktowali go poważnie, jako okazję do powiedzenia „sprawdzam”. Wtedy zaczął się festiwal blamażu. Łukaszenka nie umie rozwiązywać takich problemów, jakie widzi z okna prezydenckiego śmigłowca latając nad Mińskiem: nieprzebranych tłumów ludzi wzywających go do odejścia.

Nie rozumie autentycznego oburzenia społecznego inaczej, jak wywołanego obcą intrygą, lub szaleństwem tłumu. Być może jednak w czasie swoich (i Koli) urodzin zrozumiał, że nie jest tak kochany i uwielbiany, jak mu się do tej pory wydawało. Być może pojął, że zmiana daty w metryce może i pomogła we wspólnym świętowaniu z synem i sprawiła chłopcu radość. Nie stanie się jednak symbolem początku dynastii. Bo raczej pewne jest, że Kola swoich urodzin, jako prezydent Białorusi nie będzie celebrował. A i nie wiadomo, czy ojciec będzie miał jeszcze taką sposobność.

Urodziny Łukaszenki, czyli 200 tysięcy jego przeciwników na ulicach Mińska

Michał Kacewicz/belsat.eu

Inne teksty autora w dziale Opinie

Redakcja może nie podzielać opinii autora.

Więcej materiałów