Umiera grodnianin pobity przez OMON


Dzianis z dziećmi. Zdjęcie przesłane przez rodzinę pobitego

Dzianis Łukjanau wracał z festiwalu, gdy został brutalnie pobity przez oddział specjalny białoruskiej milicji – OMON. Wczoraj został wprowadzony w śpiączkę farmakologiczną.

Biełsat poinformowała o tym jego stryjeczna siostra Daria Salaniak, która odwiedziła go w szpitalu. Twierdzi ona, że jeszcze 25 sierpnia pobity był świadomy, słyszał ją, ale nie mógł odpowiedzieć.

– Lekarze powiedzieli, że zaczął mieć trudności z oddychaniem. Spadło mu ciśnienie, oddech spowolnił. Dlatego podłączyli go do respiratora – mówi kobieta.

Po wyjściu kuzynki ze szpitala, lekarze wprowadzili pacjenta w stan śpiączki farmakologicznej. Rodzina prosi każdego, kto mógł być świadkiem pobicia Denisa przez milicjantów o kontakt. Bliscy ofiary oczekują sprawiedliwego procesu napastników w mundurach.

20 lipca we wsi Karolino pod Grodnem odbył się festiwal motoryzacyjny SunDay. 36-letni Dzianis Łukjanau z Grodna pojechał tam z przyjaciółmi – razem oglądali maszyny i pili. Po zakończeniu imprezy Dzianis miał wrócić do domu – czekała tam na niego żona z trójką małych dzieci. Wtedy pijanego mężczyznę zatrzymali funkcjonariusze OMONu patrolujący teren festiwalu. Jak twierdzi rodzina Dzianisa, milicjanci zaciągnęli go do lasu.

– W lesie zaczęli go bić. Jak mi potem mówił, ćwiczyli na nim techniki interwencyjne. Bili gumowymi pałkami po pośladkach i ścięgnach nóg. Potem wzięli pod pachy, zanieśli do samochodu dzielnicowego i zawieźli na komendę, by spisać protokół zatrzymania – opowiadała wcześniej jego kuzynka Daria.

Po kilku dniach grodnianin trafił do szpitala, na oddział intensywnej opieki medycznej. Zdiagnozowano u niego martwicę zbitych mięśni i zakażenie krwi. Przez miesiąc hospitalizacji Dzianis przeszedł sześć operacji – amputowano mu zniszczoną część pośladka.

„Posikały się ze strachu”. Milicja pobiła rodziców na oczach dzieci

ii,pj/belsat.eu

Zobacz też
Komentarze