Ukrainiec przyznał się do werbunku przez białoruskie służby specjalne


Nie został ukarany: aby o tym opowiedzieć, sam zgłosił się do SBU i nie zdążył zaszkodzić interesom państwa.

Zgodnie z materiałami sprawy, którą rozpoznał Sąd Miejski w Równem, obywatelowi Ukrainy złożył propozycję współpracy białoruski pogranicznik pracujący na przejściu granicznym Newel. Obiecał on Ukraińcowi, że ten nie będzie miał więcej żadnych problemów z wjazdem na Białoruś i wwożeniem tam swojego towaru, jeżeli będzie informował stronę białoruską o osobach, które uprawiają tam przemyt. Kandydat na agenta miał też pozyskiwać i przekazywać białoruskim służbom informacje na temat nielegalnego wydobycia bursztynu i jego wywozu z Ukrainy na Białoruś.

Czytajcie również:

Podczas kolejnego spotkania białoruski oficer zlecił Ukraińcowi nowe zadanie – zbieranie informacji o przemycie broni przez granicę. A trzecia rozmowa okazała się zarazem ostatnią, ponieważ przedstawiciele białoruskich specsłużb zażądali wiadomości na temat ukraińskich pograniczników działających na terenie rejonu zarycznieńskiego. Białoruski podpułkownik kontaktujący się ze zwerbowanym Ukraińcem chciał wiedzieć wszystko o ich liczebności, dowództwie, uzbrojeniu i wyposażeniu oraz lokalizacji posterunków i strażnic.

Ukrainiec poinformował o tym wszystkim. Ale już… służby specjalne swojego kraju – o kontaktach z białoruskimi pogranicznikami i otrzymanych od nich zadaniach opowiedział Służbie Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU). I tylko dlatego, że zgłosił się tam sam, sąd uznał, że nie powinien ponieść odpowiedzialności karnej. W innym razie, za współpracę z obcymi służbami groziłoby mu do 15 lat więzienia.

Czytajcie również:

SK, cez/belsat.eu

Zobacz też
Komentarze