Ukraina: protesty nie szkodzą Zełenskiemu


Podczas niedzielnego protestu uczestnicy malowali na twarzach czerwone linie. Symbolizowały "czerwoną linię", której w negocjacjach w sprawie Donbasu nie może przekroczyć Wołodymyr Zełenski. Zdj. Reuters / Forum

Opozycja uważa, że Zełenski ulega Rosji. Jednak większość Ukraińców wciąż daje prezydentowi szansę i wierzy, że ogra Putina.

Ukraińska polityka jest pełna sprzeczności. Z jednej strony jest uprawiana na ulicy. I wciąż ciąży nad nią widmo kolejnego „majdanu”, czyli ulicznej rewolucji. Z drugiej strony jest polityką sondaży, jak w każdym, demokratycznym kraju. Ekipa prezydenta Wołodymyra Zełenskiego wierzy w to drugie oblicze ukraińskiej polityki. Zełenski wygrał wybory drobiazgowo planując kampanię i budując swój wizerunek na podstawie sondaży badających preferencje Ukraińców. Dziś te sondaże są dla Zełenskiego nadal dobre. To one przekonują prezydenta, że na razie może ignorować protesty.

Pod budynkiem biura prezydenta na ulicy Bankowej w Kijowie oraz Placu Niepodległości czyli Majdanie od ubiegłego tygodnia zbierają się przeciwnicy prezydenta. Są oburzeni ustępstwami, na jakie ich zdaniem poszedł Zełenski w sprawie Donbasu. W niedzielę zebrało się nawet 10 tys. protestujących. Byli wśród nich zwolennicy byłego prezydenta Petra Poroszenki. Był sam Poroszenko. Byli weterani i aktywiści oraz zwykli kijowianie. Niektórzy przebąkiwali o nowym „majdanie” i potrzebie obalenia Zełenskiego. Ich zdaniem prezydent zdradza Ukrainę i sprzedaje się Moskwie. Tyle, że emocje kijowskiej ulicy nie przekładają się na nastroje Ukraińców. Ci nadal dają Zełenskiemu ogromny kredyt zaufania. I wierzą, że poradzi sobie z wojną w Donbasie i z Rosją.

W Kijowie tysiące ludzi protestują przeciwko specjalnemu statusowi dla Donbasu

Kredyt zaufania

Wrześniowy sondaż grupy Rejtynh pokazywał, że z prezydenta jest zadowolonych 71 proc. Ukraińców. Podobny sondaż grupy Razumkowa mówił o 79-procentowym zaufaniu. Sondaże robione były jeszcze przed niezbyt udaną nowojorską wizytą Zełenskiego i podpisaniem tzw. formuły Steinmeiera przez ukraińską delegację na negocjacjach w Mińsku. Według informacji Belsat.eu wewnętrzne sondaże zrobione na niedawno na zlecenie zarówno rządzącej partii Sługi Narodu, jak i opozycji z Europejskiej Solidarności Petra Poroszenki, mówią o wciąż wysokim, 70 proc. poparciu dla Zełenskiego.

Formuła, nazwana od nazwiska byłego, niemieckiego ministra spraw zagranicznych Franka-Waltera Steinmeiera (obecnie prezydent Niemiec), zakłada, że w Donbasie przeprowadzone zostaną wybory pod nadzorem międzynarodowym, a region otrzyma specjalny status w ramach Ukrainy.

Wprawdzie strona ukraińska nie tyle podpisała wprowadzenie formuły Steinmeiera, co jej wysłannicy wydali oświadczenia anonsujące plan jej wprowadzenia. Formalnie nikt z ukraińskich władz nie podpisał, ani nie wprowadził w życie kontrowersyjnego projektu. A prezydent Ukrainy już zaczął kluczyć i zapewniać, że nie będzie żadnej kapitulacji. Ale i tak przełomowa deklaracja i sugestia, że Donbas będzie miał specjalny status (w praktyce będą rządzić prorosyjscy separatyści za zgodą Kijowa), wywołało oburzenie. Tyle, że Zełenski znowu patrzy na sondaże. I np. ostatni sondaż grupy Reitynh z końca września mówi, że ponad połowa Ukraińców popiera przeprowadzenie na Donbasie wyborów i wprowadzenie sił międzynarodowych (bez Rosjan). Wybory pod kontrolą OBWE (czyli tak, jak zakładają mińskie porozumienia) popiera już tylko 43 proc. badanych. A 68 proc. Ukraińców uznaje Rosję za agresora.

– Wnioski z naszych sondaży są oczywiste: władza nie może ulec Rosji, bo to będzie odebrane, jako kapitulacja i zdrada, ale ma carte blanche, by doprowadzić do kompromisu, który zakończy wojnę – mówi dla Belsat.eu Ołeksij Antypowicz, dyrektor grupy Reitynh.

Być może, dlatego właśnie Zełenski postanowił spowolnić dyplomatyczny blitzkrieg. Przecież w ciągu ostatnich trzech miesięcy odbył serię spotkań z zachodnimi przywódcami. Jeździł po Europie, był w USA. Montował koalicję, by docisnąć Rosję na rozmowach pokojowych w sprawie Donbasu. Ale kiedy doszło do rozmów, zgodził się na niekorzystny dla Ukrainy format, który da Moskwie możliwość wpływania na sytuację w Doniecku i Ługańsku.

Kapitulacja czy kompromis?

Ekipa Zełenskiego najwyraźniej widzi jednak, że zaprowadzenie pokoju na Donbasie wyłącznie metodami dyplomatycznymi będzie trudne. Wczoraj Kijów przerwał wycofywanie swoich wojsk ze strefy buforowej w obwodzie Ługańskim, co było warunkiem wstępnym realizacji porozumień z Mińska. Oficjalny powód jest taki, że prorosyjscy separatyści prowadzą ostrzał pozycji ukraińskich. Z ekipy Zełenskiego zaczęły płynąć sprzeczne sygnały o dalszej polityce wobec Rosji.

– Nie możemy bać się formuły Steinmeiera, nie należy mówić o kapitulacji, bo ona już nastąpiła dawno – mówił wczoraj na swoim profilu facebookowym Bohdan Jaromienko, szef parlamentarnego komitetu spraw zagranicznych ze Sługi Narodu.

Sam prezydent mówi ciągle, że nie będzie kapitulacji. Wstrzymano wycofywanie wojsk, ale jednocześnie rząd zaczął prace nad zniesieniem ograniczeń w handlu z terytorium okupowanym przez separatystów. Jednym słowem panuje spory chaos informacyjny z którego trudno wywnioskować o co chodzi ekipie Zełenskiego. Poza jednym: chcą, żeby uwielbiany prezydent nadal był wysoko w sondażach.

Ukraina: kapitulacja, czy sprytny plan Zełenskiego?

Michał Kacewicz/belsat.eu

Zobacz też
Komentarze