UE powinna zamknąć „sklep z zabawkami” dla białoruskiej milicji

Michał
Kacewicz
dziennikarz

Jeśli Unia Europejska chce powstrzymać przemoc na ulicach białoruskich miast, to nie wolno dawać i sprzedawać milicji Łukaszenki nowoczesnego sprzętu. Sankcje powinny uderzać w elitę władzy, ale i sieć tajnych biznesów oraz zakupów białoruskich służb w Europie.

Prezenty z Brukseli

UE kupiła 15 dronów obserwacyjnych dla białoruskich władz. Sprzęt przekazała litewska policja jeszcze 16 września. Zapłaciła za niego Bruksela, w ramach projektu o wartości 850 tysięcy euro koordynowanego przez Wilno i Rygę. Białoruski Komitet Śledczy chwali się, że będą one wykorzystywane nie tylko w stolicy, ale też w Witebsku i Grodnie. Formalnie mają służyć białoruskiemu Komitetowi Śledczemu do działań w ramach śledztw kryminalnych, przestępczości gospodarczej, czy narkotykowej.

Unijne drony dla Białorusi. Opozycja obawia się, że będą użyte w czasie demonstracji

Jak będzie w rzeczywistości – nie wiadomo. Jasne jest, że wyposażone w dobrej jakości sprzęt optyczny, zminiaturyzowane i odporne na zakłócenia sygnału drony mają wiele zastosowań. Mogą służyć do obserwacji i namierzania przestępców, ich pojazdów, czy do wykrywania służących do działalności przestępczej zabudowań. Ale mogą również służyć do: obserwacji demonstracji, wykrywania przemieszczających się grup manifestantów lub wykrywania w tłumie konkretnych opozycjonistów, śledzenia ich drogi do domu, spotkań z innymi przeciwnikami władzy itd.

Tego zastosowania nie chciałaby pewnie ani UE, ani politycy z Litwy i Łotwy. Z państw, które właśnie odwołały z Mińska swoich ambasadorów w proteście przeciw polityce Alaksandra Łukaszenki.

Ambasadorowie Łotwy i Estonii też opuszczą Mińsk

Podwójne zastosowanie

Kiedy w pierwszych dniach protestów na Białorusi po wyborach 9 sierpnia pojawiły się pierwsze zdjęcia porzuconych przez białoruskie siły bezpieczeństwa na ulicach Mińska łusek, wybuchła afera. Na łuskach po amunicji do broni gładkolufowej, której używali milicjanci z OMON-u (a prawdopodobnie i żołnierze formacji specjalnych), widniał bowiem napis „made in Poland”.

Jakim cudem polska amunicja trafiła do białoruskiego MSW i była używana do strzelania w kierunku demonstrantów. I to, często strzelania w taki sposób, by przynieść jak największe obrażenia, na wprost, na wysokości głowy? Łuski pochodziły najprawdopodobniej od amunicji hukowej, sygnalizacyjnej, a nie np. gumowej. Obowiązuje przecież unijne embargo na sprzedaż broni, amunicji i materiałów służących do produkcji uzbrojenia dla Białorusi.

UE przedłuża embargo na broń dla Białorusi. Mińsk „rozczarowany”

Ale amunicja to nie wszystko. W rękach funkcjonariuszy białoruskich sił bezpieczeństwa w czasie demonstracji widać było włoskie strzelby gładkolufowe benelli M4, niemieckie (choć te konkretnie były produkcji tureckiej) pistolety automatyczne MP-5. OMON i milicja używają z powodzeniem busów i samochodów marki ford, dostarczanych przez białoruskiego dealera tej marki. Wiele z tych samochodów to wersje specjalne, przerobione (np. poprzez montaż specjalnych kratownic) przez wyspecjalizowane firmy kooperujące z producentem.

Jeśliby dobrze poszukać, to tego typu przykładów produktów podwójnego przeznaczenia, służących formacjom bezpieczeństwa do tłumienia protestów i prześladowania Białorusinów, jest więcej. Są przecież środki łączności, systemy teleinformatyczne, elementy ochronne wyposażenia omonowców.

„Szczególnie niebezpieczne w tłumie”. Czym OMON strzelał do demonstrantów

To wszystko kupowane w Chinach, Rosji, Turcji, ale przede wszystkim na Zachodzie: w UE i USA. Na wiele z tych produktów obowiązują wciąż umowy serwisowe i gwarancyjne. Często, jak w przypadku dronów – to sprzęt zaawansowany i wymagający specjalistycznych szkoleń, oraz obsługi ze strony producenta. Dodać należy – nadal serwisowany, wciąż wspierany przez przyjeżdżających do Mińska specjalistów. W poprzednich latach i okresach tzw. „odwilży” tego typu współpraca była normalna.

Np.w różnej formie, również wspólnych szkoleń, współpracowali polscy i niemieccy policjanci z białoruską milicją. Założenie było takie, że walka z przestępczością na Białorusi, kraju granicznym UE jest ważna dla Europejczyków i należy ją wspierać. Pojawiał się i aspekt wciągania białoruskich milicjantów do współpracy i otwierania im oczu na świat. Wybory 9 sierpnia i brutalnie tłumione protesty zweryfikowały te założenia. Dziś nie ma już czasu, ani szans na zmienianie światopoglądu struktur siłowych – podpory Łukaszenki. Trzeba im zabrać zabawki, albo przynajmniej nie dawać nowych.

Pół tysiąca osób było torturowanych na Białorusi. Śledztw brak

Sklep z zabawkami

Nałożone za sfałszowanie wyborów i pacyfikację protestów sankcje niestety nie uderzają w tego typu kanały współpracy. Dotyczą głównie polityków i wysokich urzędników. I to bardzo wąskiego ich grona. Europejski sprzęt czasem pozyskiwany jest w tak ostentacyjnie kuriozalny sposób, jak sprezentowane przez Litwinów i Łotyszy drony.

Ale często białoruski reżim musi się postarać, by ukrywać swoje zakupy w Europie. Tak prawdopodobnie było z kupowanymi w ostatnich latach włoskimi strzelbami, czy amunicją do nich. Tego typu broń i amunicja mogą być kupowane w niewielkich ilościach, jako sprzęt sportowy, bądź myśliwski. Do tego służą pozakładane zarówno przez białoruskie służby specjalne, jak i sympatyzujących z władzą nomenklaturowych urzędników spółki w krajach UE. Są pomocne nie tylko w wyprowadzaniu z Białorusi pieniędzy i lokowaniu ich na Zachodzie, ale i właśnie takich zakupach.

Sankcje za sankcje. Mińsk ogłasza własną „czarną listę”

Często zresztą te dwa zjawiska są powiązane i bliscy białoruskim służbom i strukturom MSW ludzie zarabiają na potajemnych zakupach w Europie i imporcie. Jeśli unijne sankcje mają być rzeczywiście skuteczne i realnie powstrzymywać represyjne możliwości białoruskich władz, muszą być szersze i głębsze, nie ograniczać się do listy wysokich urzędników. Do tego potrzebny jest bardzo drobiazgowy przegląd interesów białoruskich nomenklatury w Europie i prześledzenie wszystkich zakupów „specjalnych” z ostatnich lat. Dzięki nowoczesnym technologiom białoruskie służby są w stanie dużo szybciej i skuteczniej tłumić protesty stosować represje.

Warto, żeby UE nie tylko nie sponsorowała tych działań i nie wspierała ich technologią. Historia z dostarczonymi Mińskowi dronami powinna otworzyć oczy brukselskim urzędnikom, że krótka lista sankcji personalnych to za mało. Trzeba zamknąć europejski sklep z niebezpiecznymi zabawkami, w którym do tej pory Łukaszenka zaopatrywał swoich siepaczy.

Tortury i rozpacz bliskich. Co się dzieje w białoruskich aresztach

 

Michał Kacewicz/belsat.eu

Inne teksty autora w dziale Opinie

Redakcja może nie podzielać opinii autora.

Więcej materiałów