Uciekinierka z Awdijiwki: Wytłumaczcie mi, co robił specnazowiec z Kaliningradu w Donbasie?


Z Białorusi wygnał ją Czarnobyl, a z Ukrainy wojna

– Pani Swietłana (imię zmienione), do połowy lat 80 XX w. mieszkała z mężem w jednej z wsi w obwodzie homelskim. Po awarii elektrowni atomowej w Czarnobylu rodzina postanowiła „uciec przed promieniowaniem” i wyjechała z małymi dziećmi do Donbasu. Jednak konflikt zbrojny na wschodniej Ukrainie zmusił rodzinę do powrotu do ojczyzny.[/vc_column_text]

Awdijiwka. Foto. day.kyiv.ua

“Tam snajperzy siedzą… A niech siedzą!”

-Mieszkałam w Awdijiwce, pracowałam w zakładzie utylizacji śmieci. Na koniec uciekłam do ojczyzny. Nie można było wytrzymać – każdego dnia ostrzał moździeżowy. Ale ludzie już na to uwagi nie zwracali. Jednego razu kierownik mówi do kobiet: “Dziewczyny, idźcie do schronu, bo zaraz będzie bombardowanie”. A my tego nawet poważnie nie potraktowałyśmy… Gdy leci bombardujący samolot, to robi wcześniej koła nad celem. Ostrzeliwuje teren wokół siebie, a potem zaczyna bombardować pozycje, gdzie stoją DNRowcy (separatyści z Donieckiej Republiki Ludowej). A nam nic nie zrobią…

-”Nie idźcie przez most, tam snajperzy siedzą”, – mówią nam. A niech siedzą, ale jakoś musimy przez ten most przejść, musimy do domu.

Awdijiwka. Foto. day.kyiv.ua

“Lepiej opatrywać rannych, niż uciekać”

-Myślałam, że nigdzie nie będę uciekać. Myślałam, że lepiej mi będzie opatrywać rannych. Nikt nie sądził, że będzie prawdziwa wojna. Gdy wszystko się zaczęło, to siedziałam przed telewizorem, płakałam. Do głowy mi nawet nie przychodziło, że coś takiego może się stać w Donbasie – nawet sobie tego wyobrazić nie mogliśmy. A potem zaczęłam zbierać przeciwlotnicze łuski. Całą torbę zbiorę i do domu przyniosę. Jakiś czas temu zaczęli wyłączać światło. A wiecie, jakie one są poręczne, te łuski, żeby w nich świeczki wstawiać. Świeczkę włożysz w łuskę i można do toalety pójść, albo do wanny. Myć się jakoś trzeba.

-Ci chłopcy co walczyli, oni są jak dzieci. Proszą: “Kupcie, ciociu Swieto, papierosków, cukierków, albo puszkę wątróbki”. I nagle ich nazwali separatystami. Ostro nas podzielili.

-A potem, zlazły się do nas ludzie z automatami. Straszni, wielcy, z kałachami, mówią, Litwini. No, ale nie byli to Ukraińcy, na pewno. Tacy wszyscy zuchwali. Specnazowcy siedzieli jacyś w donieckim lotnisku. Przyjechali do nas cali brudni, jak diabły. Przyszedł dowódca, mówi: “Może wy tym chłopcom chleba dacie”. A oni w gumowych klapkach. Pytamy ich: “A wy skąd tacy, piękni?”. A oni: “Ze szkoły. Smutno się zrobiło, na dziewczynki przyjechaliśmy”. A my mówimy: “Jakie my dziewczynki? Baby emerytki”.

“Synowej z gwardzistami, pewnie, teraz wesoło…”

-Jeden rok tam jakoś przeżyliśmy, póki nie stało się nie do wytrzymania. Pracy nie ma, niczego nie ma. Mąż na emeryturze, przepracował już życie w Doniecku. Donieck to teraz w DRL, a my, w Awdijiwce, na Ukrainie. Kto nam emeryturę będzie płacił? Nikt nie płaci. Jak chcesz, to i żyj. Zabrałam syna, synową, ich dziecko i tu przyjechaliśmy. Ale synowa pomieszkała, i co tu robić na wiosce? Nudno. Nie wytrzymała. Wróciła do Donbasu z dzieckiem. Choć prosiliśmy, płakaliśmy nijak nie udało się jej przekonać żeby została. Tu jej było nudno, a w Awdijiwce jej tam teraz, pewnie, z gwardzistami wesoło. Przyjechałam do babcinej chaty z toaletą na podwórku, ja do tego przywykłam, nie trzeba mi wygód. Ale ona była do tego nieprzyzwyczajona.

– Już przyjechałam i wracać tam nie chcę. A co będzie z synem? Czy ja jemu łamię życie? Bo żona na Ukrainie, a on tu. No i synowi też tu, na razie, nieswojo. Babka wyjdzie do ogródka i przegania gawrona: “Aciaga, aciaga!”. A syn dziwi się: “Ta babka to po chińsku mówi, czy po jakiemu?”

Awdijiwka. Fot.: day.kyiv.ua

“Zostało mieszkanie, meble, ubrania”

-Tam mieszkanie zostało, ubrania i meble nawet – dosłownie wszystko. Dzwonił sąsiad, pytał się, czy mogę wynająć? Odpowiedziałam – jeśli dobrym ludziom, to można, ale żołnierzom to nie daj Boże. Tego, żeby tam melinę zrobili?. Dziewczynom wmówią, że ożenią się na kilka dni. Takie rzeczy robią. Pijani flagami wymachują, zataczając się. Tacy z nich bohaterowie Ukrainy.

-Szkoda mieszkania, ale i nie sprzedasz, bo tylko kopiejki za nie dostaniesz. A synowa nie wie, po co tam polazła. Tam jest nędza. Tam ona nic lepszego od kaszy gryczanej nie zje. Tu jogurty, banany, kupię a tam co?

Kto winny?

– Nie wiem, dlaczego nagle ci Ukraińcy zdurnieli? Bo wcześniej byli normalni. Po prostu powariowali. Jak już byłam na Białorusi, to w Awdijiwce był jeszcze mój mąż. Liczyliśmy, że może jeszcze jakąś emeryturę dadzą. I ot, siedzi on tam, jeść nie ma czego, palić tak samo. A tam chłopcy na BTRach przelatują przez wioskę z ukraińskimi flagami i krzykiem “Sława Ukrainie!”. Podszedł tam mój facet do jednego żołnierza i pyta się, czy ten nie ma zapalić. A ten mówi: “A co dziadku, papierosów nie masz?” A ten mu odpowiada, że nie ma, bo nikt emerytury nie płaci. Ten żołnierz poszedł do sklepu i cały karton mu kupił, nawet tanich, ale kupił. Dlatego, pewnie, nie wszyscy tam są tacy durne, są i normalni.

-A są i tacy na Ukrainie, że uchowaj Boże. Syn pojechał do Donbasu godzić się z żoną, to tamci się go czepiali: “Ty, separ, gdzie byłeś? Za Rosję walczyłeś, a teraz tutaj przyjechałeś?”. Napadli, mordę obili, żebra połamali, zaciągnęli do piwnicy. Powiedziałam mu wtedy przez telefon: “Wiesz co, przyjedź tutaj. Zaczniemy wszystko od zera. Ogród już obsadzony, ziemniaki będą. A w Donbasie sam nie przetrwasz”. No i tak go tu przyciągnęłam, bo jak się wojna zaczęła, to on był w Moskwie za pracą. Masę ludzi powyjeżdżało. Myślicie, nikt nie chce między sobą walczyć? Choć niektórzy to i poszli w DRL. Chłopcy, którzy służyli w ukraińskiej armii, to i zostali po ukraińskiej stronie. A ich sąsiedzi, czy tam byli przyjaciele, z którymi wcześniej na podwórku grali w piłkę, poszli do DRL. No i tak strzelali jedni do drugich.

Awdijiwka. Foto. day.kyiv.ua

“Normalni ludzie i ci, i tamci”

– Syn ma 27 lat, a ja zabrałam go, żeby nie poszedł tam walczyć. Za kogo tam walczyć? Kogo wspierać? Po stronie DRL, czy w ukraińskiej armii? Za kogo? Normalni ludzie i ci, i tamci. My przez lata żyliśmy razem, wszyscy byliśmy tacy sami. We wsi u nas, na przykład, ludzie mają sklep, i są mocno za Ukrainą. Oni, co prawda, sami z Zachodniej Ukrainy, z tej “banderowszczyzny”. A ale byli i tacy ludzie, którzy bardzo chcieli do Rosji. Tym bardziej tam, w obwodzie donieckim nikt po ukraińsku nie mówił. My też ukraińskiego nie znamy. W szkołach jest język ukraiński, mój syn się uczył po ukraińsku. A w domu wszyscy po ukraińsku. Jedyne co, to czasem powiesz po ukraińsku “szo?”. I wszędzie w Doniecku wisiały szyldy po rosyjsku, a nie żadnym ukraińskim. Wschód i zachód Ukrainy i przez to są wrogami. Było to widać na meczach futbolowych. Jak grała drużyna Szachtaru Donieck z kimś z Zachodniej Ukrainy, to były ciągłe bójki między widzami.

Rosyjskie ślady w Donbasie

– Do nas najpierw przyszli chłopcy z Doniecka. Oni walczyli za DRL. Ale też dowiedzieliśmy się, że syn naszych krewnych był w specnazie w Kaliningradzie. On zginął w Doniecku. No i czasem się pytam: powiedzcie, co on tam robił? Wytłumaczcie mi to!… To było na samym początku, jak tylko zaczęli bombardować. A on już tam był. Można się domyśleć, co on tam wtedy robił. Ja nie wiedziałam, że on jest w Donbasie. Gdy się tu, na Białoruś, wróciłam, to spotkałam jego ciotkę. Przytuliłam ją, a ona zaczęła płakać.

-Te nowe władze, co nastały w Kojowie, to całkiem nie ludzie. Nie lubię ich. Ukraina jest ogromna, i ludzie różni, i wszystkich trzeba się starać zrozumieć.

Awdijiwka. Foto. day.kyiv.ua

“Na Ukrainie wszyscy do czegoś chcą, a na Białorusi ludziom niczego nie trzeba”

– Tu Łukaszenko wszystkich trzyma w garści. Popatrzcie, tu prawie nie ma prywaciarzy, a na Ukrainie sami oligarchowie. Tam trudno znaleźć państwowy sklep. Ja nawet odwykłam, że są jakieś państwowe przedsiębiorstwa, że działają GSy i inne takie. Wróciłam teraz i takie uczucie, że przeniosłam się w czasie, że wróciłam do Związku Radzieckiego. Ludzie, co prawda, piją, ale o nic nie trzeba się martwić, nie ma żadnych problemów . Na Ukrainie wszyscy rwali się, żeby sobie podwieszane sufity porobić, nowe drzwi kupować. A tu po wsiach jak żyli 20 lat temu, tak i dalej żyją. Na Białorusi niczego specjalnego ludziom nie trzeba.

“Jak strzelali, tak i strzelają”

– A jak się dalej potoczy sytuacja w Donbasie, nie wiem. To już trzeci rok trwa to wszystko i nie wiem, co dalej będzie. Mówią, że niby rozejm, ale jak strzelali, tak i strzelają. Syn pisze do swoich przyjaciół, którzy tam zostali i mówią to samo. Jeden chłopak wziął psa na spacer, patrzy, coś tam leży niby w pudełku. Po cholerę się schylał i to podnosił? Oderwało mu dwa palce. On teraz bez tych palców. I nigdzie nie pracuje – nie chcą nigdzie wziąć okaleczonego. Jest już inwalidą. Innym razem rozmawia syn przez telefon z przyjacielem z Donbasu i słyszy wystrzały, serie z automatów. Nie wiadomo, co będzie…

Wiktar Szukelowicz, Jakub Biernat, belsat.eu

[/vc_column][/vc_row]

Zobacz też
Komentarze